Sport.pl

Legia trenuje bez kadrowiczów. A Besnik Hasi szykuje Miroslava Radovicia do ataku [ZDJĘCIA]

- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - mówi Miroslav Radović, który tydzień temu podpisał kontrakt z Legią. Serb już trenuje pod okiem Besnika Hasiego, który widzi w nim napastnika.
- Panowie, dokładniej. Dokładniej! - pokrzykiwał we wtorek na porannym treningu Besnik Hasi do skrzydłowych, którzy dorzucali piłkę w pole karne. Tam na podania czekał m.in. Miroslav Radović. 32-letni Serb, który tydzień temu podpisał dwuletni kontrakt z Legią, wrócił na Łazienkowską po półtora roku. I wszystko wskazuje, że wrócił na to samo miejsce, z którego z Legii odchodził, czyli do ataku.

Z Radovicia napastnika na dobre w Legii zrobił Henning Berg. Norweski trener zaczął wystawiać go tej pozycji od początku 2014 r. Przestawienie Serba z prawego skrzydła na szpicę okazało się strzałem w dziesiątkę. Radović do końca sezonu strzelił w lidze dla Legii osiem goli. I nie tylko wydatnie przyczynił się do zdobycia przez nią mistrzostwa, ale przy okazji - kończąc sezon z 14 trafieniami - o pięć goli poprawił też swój strzelecki rekord sprzed trzech lat.

W kolejnym sezonie "Rado" też w ataku nie zawodził. Był na dobrej drodze, by znowu poprawić swoje statystyki. Zatrzymał się jednak w połowie sezonu na 13 golach. W lutym - dzień przed arcyważnym meczu z Ajaksem Amsterdam w 1/16 finału Ligi Europy - okazało się, że za 2 mln euro odchodzi do Hebei China Fortune.

- Wszystko wskazywało na to, że Chiny będą fajną przygodą. Ale kiedy się zaaklimatyzowałem, zacząłem dobrze grać, a zespół zaczął wygrywać, to złapałem ten fatalny uraz - wspomina teraz Radović w rozmowie z Legia.Net. Zimą po niespełna roku pobytu w Azji wrócił do Europy. Już wtedy był bliski powrotu do Legii, ale ostatecznie wylądował w Olimpiji Ljubljana, bo w Warszawie miejsca dla niego w składzie nie widział Stanisław Czerczesow.

- Od razu po rozwiązaniu umowy z Hebei zaczęliśmy rozmowy z Legią. Szybko doszliśmy do porozumienia, ale okazało się, że nie jestem potrzebny trenerowi. Wyszło jak wyszło, ale nie mam do nikogo pretensji. Tym bardziej, że wszystko się fajnie potoczyło, bo z Olimpią po 20 latach zdobyłem mistrzostwo Słowenii - mówi Radović.

Teraz żalu w jego głosie nie słychać, ale można wyczuć ulgę, bo zanim Serb trafił do Warszawy, to po drodze zahaczył jeszcze o Belgrad. Dwa miesiące temu podpisał dwuletni kontrakt z Partizanem, który rozwiązał dopiero w przededniu zamknięcia letniego okienka transferowego. - Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale najważniejsze, że się udało. Wróciłem do domu. A jak wiadomo, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - uśmiechał się po wtorkowym treningu "Rado". Praktycznie całe zajęcia spędził pod bramką, gdzie najpierw ćwiczył atak pozycyjny, a później - na przemian z Aleksandarem Prijoviciem, Thibaultem Moulinem, Michałem Kopczyńskim i Vadisem Odjidją-Ofoe - wykańczał akcje po dośrodkowaniach ze skrzydeł.

Hasi na wtorkowym dwóch treningach (popołudniowy był zamknięty dla mediów) miał do dyspozycji ledwie 12 piłkarzy z pola. Ale choć brakowało mu kadrowiczów (Tomasza Jodłowca, Michała Pazdana, Mateusza Wieteski, Kaspra Hämäläinena, Waleriego Kazaiszwilego, Nemanji Nikolicia i Michaiła Aleksandrowa) oraz kontuzjowanych (Radosława Cierzniaka, Michała Kucharczyka i Bartosza Bereszyńskiego), to nie zanosi się na to, by po ich powrocie szukał dla Radovicia innej pozycji niż napastnik.



Więcej o:
Komentarze (2)
Legia trenuje bez kadrowiczów. A Besnik Hasi szykuje Miroslava Radovicia do ataku [ZDJĘCIA]
Zaloguj się
  • yoric

    0

    Nie ma to jak nakupić 6 środkowych pomocników i potem upychać ich na skrzydłach, ataku i obronie...
    A tak poza tym ciekawe jakim cudem Aleksandrow jest czyimkolwiek kadrowiczem...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX