Sport.pl

(Nie)wesołe przypadki Konrada Handzlika. Jak pomocnik Wisły czekał na odejście do Legii

- Ta sytuacja nawet mnie podbudowała, bywało wesoło. Nie ma się czym przejmować - mówi 18-letni pomocnik, który przez ostatnie pół roku nie grał w Wiśle, bo zdecydował się odejść do Legii Warszawa.
Na liczbę uśmiechów na minutę mógłby w Legii mierzyć się z Guilherme. Nie wygląda na przygnębionego półrocznym koczowaniem w Wiśle. - Kilka miesięcy temu też było ci tak wesoło? - pytamy. I uśmiech na twarzy 18-latka na moment znika. Pojawia się konsternacja. Spojrzenie - wciąż wesołe, ale w kierunku swojego menedżera. Jakby liczył, że ten pomoże i odpowie.

Ale nie, Damian Paziewski jedynie wzrusza ramionami i po chwili wstaje od stolika. Do samego końca wywiadu go z nami nie ma. - Czy to było najtrudniejsze pół roku w karierze? - pyta po chwili sam siebie Handzlik: - Nie, najcięższe nie. Nie grałem meczów, więc za bardzo się nie zmęczyłem - śmieje się i dodaje: - Wiadomo, że chciałem już zimą trafić do Legii. Nie udało się. Ale spoko, dawałem radę. Aż tak źle nie było. Pojechałem z rezerwami i juniorami starszymi na obóz. Trenowałem normalnie, ale grać nie mogłem. A dlaczego nie mogłem? Nie wiem.

Handzlik, podobnie jak Radosław Cierzniak, trafił do wiślackiego "Klubu Kokosa". Przy Reymonta wymierzono zawodnikowi karę za podpisanie kontraktu z Legią. Starszy zawodnik z Krakowa się wyrwał, młodszy pozostał.

- Przyjeżdżałem ze swojej Kalwarii Zebrzydowskiej [40 km od Krakowa] na treningi do Myślenic i robiłem wszystko, co mi kazano. Fochów nie było, za to koledzy żartowali z mojej sytuacji. Sam początek był jednak trudny. Przyjeżdżałem w piątek - na treningu był rozruch. Pytałem siebie - po co mi rozruch, skoro nie gram. Wracałem do domu i myślałem, co będę robił w sobotę i niedzielę.

- I co robiłeś? - dopytujemy. - Grałem w piłkę - śmieje się Handzlik. - Szedłem z tatą na orlika w Kalwarii, czasem grałem z kolegami.

Po kilku miesiącach gry na lokalnym boisku i sześciu meczach w juniorskich reprezentacjach Polski do lat 18 i 19, Handzlik w końcu znalazł się tam, gdzie chciał być pół roku wcześniej - w pierwszej drużynie Legii. Na początku tygodnia wyjechał na obóz z pierwszą drużyną do Austrii. W czwartkowym sparingu z Dinamem Tbilisi młody pomocnik pojawił się na boisku w 83. minucie, Legia zremisowała 1:1.

Kibice wywoływali na boisko

Pierwsze informacje o zainteresowaniu Legii Handzlikiem pojawiły się w listopadzie. Zaraz po meczu jej juniorów z Wisłą. Pomocnik krakowskiego zespołu był już znany wśród zorientowanych w piłce młodzieżowej. Zalety? Technika i jeszcze raz technika, a do tego dojrzałość na boisku, nabyta pewnie w trakcie treningów z pierwszą drużyną Wisły. Całą jesień Handzlik spędził bowiem u boku Arkadiusza Głowackiego i Krzysztofa Mączyńskiego. - Im dłużej trenowałem w Wiśle, tym pewniej się czułem. Dużo dały mi te treningi. Gra była szybsza, a że od zawsze lubiłem grać na jeden kontakt, to łatwiej się zaadaptowałem - wyjaśnia nastolatek.

W lecie zeszłego roku krakowianie mieli dziurę w środku pola, więc Kazimierz Moskal zaprosił na treningi Handzlika. Młody pomocnik został w drużynie, ale w ekstraklasie siedział na ławce, zagrał tylko minutę. Mimo to pod Wawelem urosła spora grupka jego fanów. Wisła przez ligę szła przede wszystkim remisując i kibice sami wywoływali na boisko Handzlika. Trenerzy zastanawiali się nad tym, ale bali się, że mogą młodzieńca spalić i stracić na kilka miesięcy. Dmuchali na zimne.

Gdy Wisła osunęła się w dół tabeli, na ratunek wezwano nowego trenera Tadeusza Pawłowskiego, a ten powiedział, że chciałby stawiać na Handzlika. Tymczasem w styczniu zgłosiła się Legia. - Oferta przedstawiona przez Michała Żewłakowa i Dominika Ebebenge była konkurencyjna - mówi 18-latek, ale po chwili dodaje: - No dobra: po prostu lepsza. Zaproponowano mi wyjazd na obóz, treningi z pierwszym zespołem. W Wiśle zacząłem ćwiczyć z seniorami, bo kadra zespołu była wąska. Dlatego propozycja Legii była inna.

Jak przestawał wierzyć

Jego przejście z Wisły do Legii to nie byle co. Wtedy jeszcze nikt nie pokonał tej drogi od czasu Marcina Jałochy, który zamienił Kraków na Warszawę w 1993 roku. Handzlik wiedział, że jego decyzja wzburzy kibiców. Wiedział też, że skoro ma kontrakt z Wisłą do końca sezonu, to Małopolskę opuści dopiero po jego wygaśnięciu. - Jeszcze przed oficjalnymi komunikatami Wisły zdawałem sobie sprawę, że to wszystko może się tak potoczyć - mówi teraz.

I tłumaczy: - O tym, że rozstaję się z pierwszym zespołem Wisły, dowiedziałem się jakoś w styczniu. Już miałem wtedy podpisany kontrakt z Legią. Było to chyba na pierwszym treningu. Szybka akcja. Dostałem informację, że zostaję oddelegowany do Kazimierza Kmiecika. Pojawiłem się na jego zajęciach i po prostu zacząłem trenować - opowiada.

Gdy dopytujemy się, co na to trener, Handzlik głośno się śmieje: - Nic. Ale ani pan Kmiecik, ani pan Maciej Musiał [prowadzący rezerwy] nigdy nie dali mi odczuć, że jestem niepotrzebny. Nie mogłem u nich grać, ale wiadomo, że to nie była ich decyzja. Po pierwszej, odrzuconej, ofercie Legii poczułem, że jednak zostanę w Krakowie. Gdy również druga została odrzucona, przestałem wierzyć i nie zaprzątałem sobie już tym głowy - mówi.

Wtedy rozpoczął się okres, w którym jedynymi meczami 18-latka były spotkania kadr młodzieżowych. - Trener Rafał Janas był ze mną w kontakcie, mówił, że nie rozumie sytuacji, w jakiej się znalazłem. Ale nie powoływał mnie na darmo, bo wiedział, w jakiej jestem formie od trenera bramkarzy rezerw Artura Łaciaka, który pracował też przy kadrze - opowiada Handzlik. - Gdyby nie reprezentacja, to w tym roku nie zagrałbym ani jednego meczu. Tak, to zagrałem chociaż sześć - uśmiecha się od ucha do ucha.

Coraz większy luz

Im częściej Handzlik się uśmiecha, tym bardziej oddala się od wizerunku osoby, którą myśleliśmy, że spotkamy: zmęczonego sytuacją młodzieńca, który nie mógł robić tego, co chciałby robić w życiu - grać w piłkę.

- Ta sytuacja nawet mnie podbudowała, bywało wesoło. Nie ma się czym przejmować. Miałem kontakt z menedżerem, który cały czas rozmawiał z oboma klubami, mówił mi, jak wygląda sytuacja. Wiedziałem, jak to będzie wyglądać, gdy tutaj przyjdę. Trzymałem rękę na pulsie - mówi i wyjaśnia, dlaczego teraz podchodzi do tego na spokojnie: - Bo im dłużej to trwało, tym bliżej było końca tego wszystkiego. Miałem coraz większy luz psychiczny. Zresztą, razem ze mną z Wisłą żegnało się też kilku innych piłkarzy, więc to było budujące.

Z Krakowem Handzlik pożegnał się w zeszłym tygodniu. Mówi, że było emocjonalnie, może nawet smutno. - Spędziłem tam dziesięć lat, mam w klubie kolegów. Musiałem się z nimi pożegnać. Czy pożegnałem się z władzami klubu? Jakoś nie było okazji.

Gdy 18-latek trenował w rezerwach i kopał piłkę na orliku, Legia maszerowała po mistrzostwo Polski składem złożonym przede wszystkim z doświadczonych piłkarzy. Dla młodzieżowców nie było wstępu do jedenastki, a trener Stanisław Czerczesow nazywał klubową akademię "przedszkolem". - Oglądałem mecze Legii i rzeczywiście, zastanawiałem się, jak to będzie wyglądało.

Czerczesowa na początku czerwca zastąpił jednak Besnik Hasi, który ma bacznie zwracać uwagę na klubową młodzież. To powinno dać Handzlikowi większe szanse na zaistnienie w pierwszym zespole. - To, że jadę na obóz, jest dla mnie bardzo motywujące. Będę trenował z najlepszymi obecnie piłkarzami w Polsce. Dużo się nauczę. Chcę się jak najlepiej pokazać, ale spokojnie. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość - mówi już poważnie.

Pojedynek polskich i ukraińskich kibicek! Piękny doping w Marsylii [ZDJĘCIA]






Więcej o:
Komentarze (15)
(Nie)wesołe przypadki Konrada Handzlika. Jak pomocnik Wisły czekał na odejście do Legii
Zaloguj się
  • komentarzdramatyczny

    Oceniono 2 razy 0

    A Wisełka sobie kolejny raz odmroziła uszy. Tak na złość samej sobie. A może jednak jak by chcieli się dogadać to Wolski by został bo by kasa się znalazła.

  • boooolek

    Oceniono 3 razy -1

    OOOOO Honoru, wyszkoli się taki trochę pary razy kopnie w piłkę i myśli że klub ma na kolanach go sprzedać i do tego jeszcze dopłacić. Legia to już jest tak moralne dno jeżeli chodzi o transfery chyba przez to jest tak znienawidzona!!!!!!

  • ma.ci.ej

    Oceniono 3 razy -1

    Z Barcelony do Realu się nie przechodzi. Z Wisły do Legii też. Koniec, kropka, nie ma wyjątków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX