Sport.pl

Legionista Kamil Mazek: Z obecnej Legii nie znam nikogo [ROZMOWA]

- Z nikim o niedzielnym meczu nie rozmawiałem, bo z obecnej kadry nie znam osobiście żadnego piłkarza, z którym mógłbym zamienić słowo. Nigdy nie byłem na stałe w kadrze pierwszej drużyny, więc nie mam kontaktu z najważniejszymi zawodnikami. Poza tym, odkąd odszedłem z Legii, to doszło w niej do dużych zmian personalnych i wielu kolegów w klubie już nie ma - mówi skrzydłowy Ruchu Chorzów Kamil Mazek.


22-letni zawodnik jest wychowankiem klubu z Łazienkowskiej. Mazek treningi w Legii rozpoczął w 2003 r. w wieku niespełna dziewięciu lat. Chociaż obecny piłkarz Ruchu Chorzów przez 10 lat przechodził przez kolejne szczeble stołecznej akademii, to szansy w pierwszym zespole nie dostał. Sezon 2013/14 i rundę jesienną kolejnych rozgrywek skrzydłowy spędził na wypożyczeniu w Dolcanie Ząbki, skąd przed rokiem trafił do zespołu Waldemara Fornalika. W tym sezonie Mazek rozegrał 21 meczów w ekstraklasie i strzelił w nich dwa gole.

Konrad Ferszter: Jak wychowankowi Legii żyje się w Chorzowie, gdzie za warszawskim klubem kibice nie przepadają?

Kamil Mazek: Jest spokojnie. Kiedy spotykam na mieście kibiców Ruchu, to słyszę docinki, że skoro jestem wychowankiem Legii, to pewnie tylko ją mam w sercu. Ale to wszystko w formie żartów. Do tej pory nie miałem żadnej nieprzyjemnej sytuacji z tym związanej i nie przypuszczam, żebym kiedykolwiek miał mieć.

W Legii grałeś przez 10 lat, jednak szansy w pierwszym zespole nie dostałeś. Nie masz żalu, że wszystko potoczyło się w taki sposób?

- Nie, bo kto wie, jakby potoczyła się moja przyszłość, gdybym w Legii został. Minęły ponad dwa lata, odkąd w klubie uznano, że na zaistnienie w pierwszej drużynie jest dla mnie za wcześnie. Najpierw byłem na wypożyczeniu w Dolcanie Ząbki, gdzie mogłem się wypromować i dzięki temu trafiłem do Ruchu.

Przy Łazienkowskiej wciąż na ciebie jednak liczą. Świadczą o tym pochlebne wpisy Bogusława Leśnodorskiego na Twitterze.

- To zawsze miłe, kiedy ktoś docenia twoją codzienną pracę i postawę w meczach. Nie zaprzątam sobie tym jednak specjalnie głowy. Uśmiecham się i robię swoje.

Chciałbyś kiedyś wrócić do Legii?

- Nigdy nie mów nigdy. Teraz jednak skupiam się tylko na tym, co mam w Ruchu i jestem szczęśliwy, że mogę regularnie występować w ekstraklasie. Na razie interesują mnie kolejne zwycięstwa, poprawianie indywidualnych statystyk i nabieranie doświadczenia. Nie wybiegam w przyszłość i nie myślę o tym, co może być za pół roku. W tej chwili do niczego mi to nie jest potrzebne.

Niedzielny mecz z Legią to dla ciebie spotkanie szczególne?

- Pod wieloma względami na pewno inne. Zwłaszcza, że przeciwko Legii przy Łazienkowskiej zagram po raz pierwszy. To będzie dla mnie kolejne cenne doświadczenie. Cieszę się, że będę miał możliwość takiego występu i już nie mogę się go doczekać.

Pojawiła się dodatkowa mobilizacja?

- Nie. Pod tym względem niedzielny mecz traktuję jak każdy inny. Wiadomo, czasem jak człowiek za bardzo chce, to efekty potrafią być zupełnie odwrotne od zamierzonych. Po wygranej z Górnikiem Zabrze musieliśmy się pilnować, by twardo stąpać po ziemi..

Rodzina i znajomi usiądą w niedzielę na trybunach?

- Oczywiście. Wiele osób wybiera się na mecz, a ci co nie mogą, obejrzą go w telewizji. Było spore zainteresowanie ze strony najbliższych w kwestii biletów.

Dużo osób zaprosiłeś?

- Z rodziny i przyjaciół na meczu na pewno będzie siedem osób. Do tego dojdą też znajomi, którzy wszystko załatwiają sobie we własnym zakresie. To będzie wyjątkowe uczucie.

Rozmawiałeś z którymś zawodników Legii przed tym spotkaniem?

- Nie, bo z obecnej kadry nie znam osobiście żadnego piłkarza, z którym mógłbym zamienić słowo. Nigdy nie byłem na stałe w kadrze pierwszej drużyny, więc nie mam kontaktu z najważniejszymi zawodnikami. Poza tym, odkąd odszedłem z Legii, to doszło w niej do dużych zmian personalnych i wielu kolegów w klubie już nie ma. Dobre relacje mam za to z chłopakami z którymi grałem w Młodej Ekstraklasie i rezerwach, a którzy dzisiaj występują w niższych ligach.

Do Warszawy przyjedziecie w wyjątkowo dobrych nastrojach - po pokonaniu Górnika w Zabrzu.

- To była wielka rzecz, ale czasu na świętowanie nie było. Już następnego dnia mieliśmy regenerację i czas wolny, który każdy z nas chciał poświęcić najbliższym. Od wtorku przygotowujemy się już tylko do meczu z Legią i na nim się koncentrujemy. Nie rozpamiętujemy derbowego zwycięstwa, by z czystą głową i maksymalną koncentracją wyjść na spotkanie przy Łazienkowskiej.

Legia wiosnę rozpoczęła od dwóch zwycięstw i jest chwalona za styl.

- Na pewno będzie to bardzo trudny mecz. Do Legii podchodzimy z dużym szacunkiem, ale nie boimy się jej. Chcemy pokrzyżować warszawianom plany i z Łazienkowskiej wywieźć jakieś punkty.

Znaleźliście już słabe punkty drużyny Stanisława Czerczesowa?

- Dokładna analiza gry przeciwnika dopiero przed nami, ale na pewno nie bez znaczenia będzie to, że legioniści zagrają bez Michała Kucharczyka i Guilherme, którzy pauzują za kartki. Z drugiej strony warszawianie mają na tyle szeroką kadrę, że nawet absencja dwóch piłkarzy nie powoduje, że zespół będzie wyraźnie słabszy. Trener Czerczesow ma w kim wybierać i każdy z ofensywnych piłkarzy będzie bardzo groźny.

Jakie znaczenie dla ciebie jako skrzydłowego ma to, że w niedzielę nie wystąpią Kucharczyk i Guilherme?

- Ci którzy mogą ich zastąpić nie są tak szybcy, więc możliwe, że na bokach pomocy będzie trochę więcej luzu. Prawda jest jednak taka, że jeżeli trener wystawi mnie w składzie, to więcej pojedynków czeka mnie z bocznymi obrońcami i to ich postawa będzie ważniejsza. Absencja dwóch podstawowych zawodników Legii nie może spowodować, że w nasze szeregi wkradnie się jakiekolwiek rozluźnienie.

Celebrowałbyś gola, gdybyś w niedzielę przy Łazienkowskiej zdobył bramkę?

- Ze sportowego punktu widzenia cieszyłbym się, gdyby tak się stało - to naturalne. Specjalnej celebracji by jednak nie było. Zbyt duży szacunek mam do klubu i jego kibiców.

Więcej o: