Sport.pl

Przez West Bromwich do Warszawy. Refleksje młodego trenera - jak szkoli Legia?

- Ja sam jestem przeciętniakiem względem najlepszych. W skali Europy nic nie znaczę jako trener młodzieżowy. Ale chcę kiedyś pracować na najwyższym poziomie - mówi Tomasz Janczarek, były trener Akademii Legii, który zrezygnował z pracy na Łazienkowskiej.
Ma 33 lata, pochodzi z województwa lubelskiego, grał amatorsko w piłkę na poziomie A-klasy. Do niedawna, przez blisko pięć lat, pracował w Anglii jako trener młodzieży. O piłce, zwłaszcza tej młodzieżowej, rozmawiać z nim można godzinami. Janczarek wyraźnie kontestuje poziom szkolenia w Polsce, szczególnie tych najmłodszych. Domaga się zmian, wręcz rewolucji, i stawia pytania: - Dlaczego nikt z zachodnich klubów nie przyjeżdża do nas pytać, jak wygląda profesjonalne szkolenie? Dlaczego w Europie nie mamy ani jednego trenera, który byłby ceniony za wkład w rozwój piłki młodzieżowej? Czy PZPN ma jakiś pomysł, by szkolić trenerów tak, byśmy nie musieli wstydzić w Europie?

Na spotkanie ze mną Janczarek przyszedł z dużą torbą i laptopem. - Mam dla ciebie prezentację. Przepraszam z góry za gramatykę, mój język, ale nie mieszkałem w kraju 10 lat - wypalił od razu. I po chwili kontynuował: - W Polsce wszyscy mówią, że w piłce młodzieżowej nie gra się dla wyników. Owszem, nie gra, ale musisz trenować, umiejętnie trenować, bo jak mówi Pep Guardiola [pokazał cytat na slajdzie]: "wygrywanie nie jest sprzeczne z dobrym wychowaniem".

Wnioski całej z prezentacji były bardzo ciekawe, ale o tym zaraz, bo równie ciekawa - by nie napisać nawet, że najciekawsza - wydaje się historia Janczarka. Swój początek ma w Wielkiej Brytanii, w 2007 r., kiedy Janczarek po raz pierwszy wylądował na Wyspach. - Wyjechałem trochę z ciekawości, trochę za chlebem. Tak jak większość naszych rodaków, by spróbować polepszyć swoje życie - bagatelizuje teraz tamten wyjazd, starając się przedstawić go w przeciętny sposób. Ale ten wcale taki nie był. Wiedziałem o tym, bo kilka dni wcześniej rozmawiałem się z jego przyjacielem, też trenerem młodzieży, Maciejem Krukiem.

***

Bartłomiej Kubiak: Pokazujesz mi ciekawą prezentację, ale zacznijmy od twojego pobytu w Anglii.

Tomasz Janczarek: Ale co chcesz dokładnie wiedzieć?

Po prostu - jak zaczęła się twoja historia.

- Zaczęła się od hrabstwa Devon, gdzie pracę załatwił mi mój znajomy.

Jaką?

- Fizyczną, w dużej firmie przewozowej. Robiłem tam naprawdę masę rzeczy. Ale głównie zajmowałem się przeprowadzkami, nosiłem meble.

Kto zarządzał tą firmą?

- Charlie Watts.

Czyli?

- No, perkusista The Rolling Stones.

Poznałeś go?

- Tak.

To on ci pomógł trafić do akademii West Bromwich Albion?

- Nie. Jedyne, co zrobił, to załatwił mi bilety na koncert Stonesów, który w 2007 r. odbył na Służewcu. Bilety oddałem siostrze. Myślałem, że to zwykłe wejściówki, ale okazały się VIP-owskie. Gdybym wiedział wcześniej, pewnie sam przyleciałbym na ten koncert.

Ale i tak wróciłeś do Polski.

- Mniej więcej po roku spakowałem się, rzuciłem pracę i wróciłem. Myślałem, że na stałe, ale posiedziałem trzy miesiące i znowu wyjechałem, też do Anglii, ale tym razem do Birmingham. Z dwoma tysiącami złotych w kieszeni. Na szczęście, po dwóch tygodniach, udało mi się znaleźć pracę - w firmie budowlanej, czyli w branży, o której kompletnie nie miałem pojęcia. Ale się opłaciło, bo dzięki tej pracy zacząłem w Birmingham kurs trenerski UEFA B. Co ciekawe, w Anglii, w przeciwieństwie do Polski, podzielony jest on aż na trzy etapy. Już na tym pierwszym usłyszałem, że jeśli nie nauczę się lepiej angielskiego, to na Wyspach nie mam szans, by zaistnieć jako trener. Zawziąłem się, przeszedłem ten etap i kolejny, ale w międzyczasie straciłem pracę na budowie. Kolejnej pracy szukałem pięć miesięcy. Było ciężko, momentami bardzo ciężko. Wstydziłem się poprosić o pożyczkę, choć czasami naprawdę nie miałem pieniędzy nawet na jedzenie. Nauczyło mnie to pokory, zacząłem doceniać to, co mam. W końcu znalazłem pracę, odłożyłem trochę pieniędzy i zapisałem się na następny kurs. Tym razem już w Polsce, w Rzeszowie.

Wróciłeś do Polski?

- Nie, przez kilka miesięcy weekend w weekend latałem do Krakowa, a stamtąd jechałem do Rzeszowa. Dokładnie przez cztery miesiące. Tyle czasu zajęło mi zrobienie kursu UEFA B, na który w Anglii musiałbym poświęcić dwa lata. Z perspektywy czasu żałuję, bo choć ludzie na kursie byli fajni, to sam poziom szkolenia fatalny. Jak później zacząłem pracę w Anglii jako trener, to ta wiedza okazała się zupełnie bezużyteczna.

Dostałeś licencję i co dalej?

- Zacząłem wysyłać listy, właściwie jeden krótki, napisany prostą angielszczyzną. Pisałem w nim, po co przyjechałem do Anglii, co chcę w życiu robić, że chcę być trenerem.

Gdzie wysyłałeś?

- Gdzie popadnie.

Odpowiedzi?

- Były, i to sporo. Odpisał m.in. André Villas-Boas z Chelsea, ale też ludzie z Aston Villi czy Wolverphamton. Listy wysyłałem też do Polski, do Legii. Dostałem zaproszenia na krótkie staże od Macieja Skorży, u którego spędziłem tydzień i od Jana Urbana, u którego w sumie byłem miesiąc - dwa tygodnie w Zagłębiu i później dwa w Legii.

Jak trafiłeś do WBA?

- Tam też napisałem. Jak byłem u Urbana w Lubinie, to zadzwonił do mnie Mark Harisson - osoba, do której będę miał dozgonny szacunek [dyrektor akademii WBA] - i zapytał w kulturalny sposób: "panie Tomaszu, czy ma pan czas, by przyjechać do mnie na spotkanie?" Dostałem kilka dni do namysłu, ale spotkaliśmy się dość szybko. Na wstępie od Harissona usłyszałem, że nie może mi niczego obiecać. Że na początek jest mi w stanie jedynie zagwarantować wejście na treningi wszystkich roczników akademii. Po tej rozmowie nie spałem kilka nocy ze szczęścia. Oczywiście zaakceptowałem jego warunki. No i zacząłem przyjeżdżać, przyglądać się, robić notatki, łapać kontakty z trenerami, piłkarzami. Taki model naszej współpracy trwał w sumie przez pierwsze sześć miesięcy. Już po miesiącu usłyszałem jednak od Harissona, że poszuka mi czegoś na stałe.

Poza tym miałeś normalną pracę?

- Tak, w fabryce Land Rovera, w której robiłem drzwi i podsufitki do samochodów. Miałem tam bardzo fajnego szefa. Pamiętam, że kiedyś przyszedłem do niego i powiedziałem: "Rob, rzucam tę robotę, koliduje z moimi ambicjami, chcę zostać trenerem piłkarskim, to mnie pasjonuje, to jest moje marzenie". Odpowiedział: "Ale po co masz rzucać, coś ci znajdę, by pomóc ci finansowo". I znalazł. Łączyłem pracę w Land Roverze z tą w West Bromwich. Wyglądało to tak, że w fabryce pracowałem od 20.30 do 6.30 rano, potem wracałem do domu, spałem po trzy, cztery godziny i jechałem do akademii.

Ile to trwało?

- Przez blisko pięć lat. Zdarzało się, że jechałem od razu po nocce. Szybka kąpiel, często bez śniadania i na drugi koniec miasta. Najpierw pociągiem, bo przez pierwsze dwa lata nie miałem samochodu, a później samochodem - kupiłem sobie opla corsę - ale okazał się to jeszcze większy hardcore. Zdarzało mi się np. wracając z nocki zasnąć za kółkiem i obudzić się na poboczu.

Dlaczego nie zrezygnowałeś w pracy w Land Roverze?

- W pierwszym roku w West Bromwich nie zarabiałem żadnych pieniędzy. Później było lepiej, ale nie jakoś szczególnie. Ale nie dbałem tam o swoją pensję. Ani razu nie poszedłem do Harissona po podwyżkę. Nawet rzadko wypełniałem kwitki o zwroty za dojazdy. Byłem młodym trenerem, wychowanym w innym systemie, wziętym z ulicy, słabo znającym angielski, który cieszył się z tego co robi, a nie z tego, ile dostaje za to pieniędzy. A tryb życia? Przywykłem do niego - dosypiałem czasami w pracy, gdzieś w toalecie, a czasami - tak jak mówiłem - w drodze, w samochodzie, na poboczu... Po prostu chciałem się uczyć zawodu trenera, nadal chcę. Gdyby tak nie było, to nie rzuciłbym dobrze płatnej pracy w Land Roverze, pewnie kupiłbym dom i został na Wyspach.

***

Janczarek w WBA zbierał doświadczenie, z czasem zaczął prowadzić treningi grup młodzieżowych (ośmiolatków, dziewięciolatków, dziesięciolatków). Mimo to robił wiele, by wrócić do Polski, do Legii. Przez te lata pracy w WBA przestał słać krótkie listy. Zaczął wysyłać CV, które z każdym rokiem uzupełniał o kolejne doświadczenia zdobyte w angielskim klubie.

Do Legii trafił w 2011 r., ale tylko na chwilę. Przyleciał do Macieja Skorży, u którego odbył wspomniany tygodniowy staż. Zaczął jednak od kontaktu z Goncalo Feio. - Przeczytałem jakiś artykuł na jego temat i urzekła mnie historia młodego Portugalczyka, który - trochę tak jak ja - trafia do obcego kraju i zostaje trenerem. Zanim trafiłem na staż do Skorży, to odwiedziłem Goncalo w Warszawie. Spotkaliśmy się w restauracji. Nie była to żadna próba nakłonienia go, by załatwił mi pracę w Legii, tylko zwykła pogawędka na temat szkolenia młodzieży - tłumaczy Janczarek.

Dopiero w czerwcu 2013 r. do Janczarka odezwał się dyrektor Akademii Ernest Waś. Proponował spotkanie z Andym Sasimowiczem [Anglikiem polskiego pochodzenia, który przez wiele lat na Wyspach trenował młodzież m.in. Manchesterze United i Blackburn Rovers], mającym w Legii nadzorować rozwój najmłodszych piłkarzy.

- Mój grafik był wtedy tak napięty, że nie miałem jak przylecieć Polski. Ale z Andym się spotkałem w Manchesterze. Powiedział mi wtedy, że chce mnie w Legii. Nie podpalałem się, tylko spokojnie czekałem na rozwój wypadków. Może coś przeczuwałem, bo Andy tak jak szybko pojawił się w Warszawie, tak szybko zniknął.

Sasimowicz na Łazienkowskiej przepracował ledwie kilka miesięcy. I choć teraz Janczarek mówi, że wcale go to nie dziwi, bo sam po podobnym czasie zrezygnował z pracy w Legii, to jeszcze rok temu patrzył na wszystko inaczej, entuzjastyczniej. Na przełomie grudnia i stycznia Janczarek trafił do Legii na stałe. Udało mu się. W dużym stopniu dzięki swojej wytrwałości i uporowi.

Po rozmowie wstępnej z Krukiem, koordynatorem najmłodszych grup, którego na Łazienkowską kilka miesięcy wcześniej ściągnął Sasimowicz, niemal od razu dostał pod opiekę chłopców z rocznika 2007. W czerwcu Kruk został jednak zwolniony ze stanowiska koordynatora szkół podstawowych. A Janczarek miesiąc po nim też złożył rezygnację.

Powód? - Wyrzuceni zostali wcześniej bardzo dobrzy trenerzy od piłki młodzieżowej w Polsce - Maciek Kruk, Piotrek Zasada, Rafał Klimkowski. Wszyscy, według mojej opinii, nie mieliby problemów ze znalezieniem pracy w profesjonalnych akademiach Premier League - podkreśla Janczarek.

I dodaje: - Kruk, Zasada, Klimkowski, to trenerzy, którzy profesjonalną wiedzę pozyskali z Escoli Barcelona, nie z Legii, ani polskiej myśli szkoleniowej. Wiedzą jak wychowywać piłkarzy. Na Łazienkowskiej spędzali mnóstwo czasu. Zawsze byli uśmiechnięci, gotowi każdemu pomagać się rozwijać. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę poziom szkolenia w całej szkółce, to ten - mówiąc delikatnie - był niezadowalający. Po ich zwolnieniu dotarło do mnie, że możliwość mojego rozwoju, jak i chłopców, których miałem pod opieką jest praktycznie niemożliwy.

Takim sposobem doszliśmy do tematu, o którym Janczarek rozmawia najchętniej - szkolenie. To w Legii, jeśli oceniać je po liczbie wychowanków Akademii trafiających do pierwszej drużyny, stoi na mizernym poziomie. W sezonach 2012/13, 13/14, 14/15 jedynym piłkarzem, który rozegrał dość przyzwoitą ilość minut w pierwszej drużynie był Michał Żyro - 5544 minuty na 12660 możliwych. Wyniki kolejnych: Rafała Makowskiego (507), Mateusza Cichockiego (450), Michała Kopczyńskiego (163) i Norberta Misiaka (53) właściwie można pominąć jako nic nie znaczące epizody. A jeśli pod uwagę weźmiemy jeszcze tych zawodników, którzy na Łazienkowską trafili z innych klubów w wieku juniorskim, też nie ma się czym szczycić. To Dominik Furman (4779 minut), Adam Ryczkowski (684), Robert Bartczak (228), Bartłomiej Kalinkowski (234), Mateusz Wieteska (225) i Mateusz Hołownia (1).

Jak to możliwe, że przy populacji 5,5 mln ludzi z województwa mazowieckiego i takim budżecie, większość wychowanków po 15 latach istnienia akademii w ogóle nie gra w Legii albo pałęta się po boiskach w niższych ligach? - Nie szukajmy problemu w piłkarzach, to nie ich wina. Edukować trzeba trenerów. Przede wszystkim tych od piłki młodzieżowej - podkreśla Janczarek.

I tłumaczy: - Ja sam jestem przeciętniakiem względem najlepszych. W skali Europy nic nie znaczę jako trener młodzieżowy. Ale chcę kiedyś pracować na najwyższym poziomie. I aby tam dojść, nie mogę przestać ciężko pracować, ale też potrzebuję środowiska, które będzie mnie non stop stymulowało. Merytorycznego otoczenia trenerów, pomocy od wysokiej klasy fachowców, od których będę się mógł uczyć.

- W Anglii każdy każdemu pomaga, nie zabija pasji w młodych trenerach, a wręcz ją podsyca. W Polsce trenerzy przychodzą i odchodzą. W Akademii Legii jest podobnie. Odszedłem z niej ja, ale wcześniej odszedł z niej też Andy, który również nie mógł zaakceptować zastanej rzeczywistości nastawionej właściwie jedynie na przetrwanie. Zacznijmy od tego, że nie można mieszać piłki młodzieżowej z tą zawodową. W tej pierwszej częste zmiany tylko burzą. Przez pięć lat pracy w WBA zwolniony został tylko jeden trener, i to z powodów dyscyplinarnych - mówi Janczarek i w tym momencie wraca do wniosków z wspomnianej na wstępie prezentacji.

- W Polsce jednak na każdym kroku szuka się wymówek. Największa dotyczy infrastruktury. Akademia WBA od półtora roku ma dwa boiska, ale wcześniej miała jedno, tak jak Legia. Nie przeszkadzało to jednak jej produkować piłkarzy takich jak: 21-letni Saido Behraino, który teraz warty jest ok. 20 mln funtów. 16-letni Isiah Brown, który rok temu zadebiutował w Premier League, a teraz jest w Chelsea. Jason Robert, też 16-latek, który gra nie tylko w WBA, ale też w dorosłej reprezentacja Wali. Rok od nich starszy Jan Dhanda sprzedany dwa lata temu do Liverpoolu czy bramkarz Adam Przybek, grający w kadrze Anglii do lat 16.

- Następna nasza wymówka? Pogoda. Przecież jest podobna do tej u naszych zachodnich sąsiadów, też mamy boiska zimą przykryte balonami, ale ile piłkarzy produkują Niemcy, a ile my? Porównywać chyba nie muszę.

- Trzecie kłamstwo - potencjał wśród dzieci. Polska liczy blisko 38 mln mieszkańców. Belgia, 11 milionów, gdzie się szkoli lepszych piłkarzy. Na zeszłorocznym Mini Euro nie byliśmy w stanie konkurować z żadnym zespołem, zajęliśmy ostatnie miejsce. Nie oszukujmy się, nasi chłopcy w obecnym systemie nie są w stanie już teraz rywalizować z Europą, i nigdy już nie nadrobią dystansu dzielącego ich od rówieśników Ajaksu bądź Schalke, które na ostatnich mistrzostwach świata miało najwięcej wychowanków.

- I jako ostatnie - brak prawdziwych dyrektorów, menedżerów akademii, którzy potrafią wskazać drogę rozwoju, inspirować, popychać do działania - kończy prezentację wniosków Janczarek.

I wraca do swojej sytuacji: - Jak to jest możliwe, że w ciągu pięciu miesięcy mojej pracy w Legii, było tylko jedno szkolenie dla trenerów, ale nikt z tych, którzy pracują w szkole podstawowej, nie został na nie zaproszony. Ja poszedłem, sądząc, że to pomyłka. No i to była pomyłka. Merytoryczna pomyłka.

- Legia, klub, który ma jakąś tam filozofię i się rozwija, nigdy nie poprosiła mnie o stworzenie dokumentacji na temat szkolenia w WBA, by móc sobie z tego skorzystać, czy po prostu najzwyczajniej w świecie skonfrontować swoją wizję z innymi doświadczeniami. A jak nie chcesz się uczyć, to się cofasz - podkreśla.

I mówi dalej: - Doskonałym przykładem są ostatnie Legia Cup dla rocznika 2004 i zeszłoroczne dla 2005. Kto był, ten widział, że oba zespoły miały ogromne problemy, by wyjść z piłką z własnej połowy, stworzyć ofensywną akcję. To się dzieje w wieku 10 lat! A co będzie dalej? Legia przy tej marce i poziomie naszej ekstraklasy, powinna wygrywać ligę w cuglach ze średnią wieku zawodników nie przekraczającą 24 lata. Ajax pokazał, że się da. Więcej: wygrał kiedyś nawet Ligę Mistrzów.

- Ale czyja to wina, że nie produkujemy kreatywnych piłkarzy, którzy grają potrafią grać do przodu? Ich czy systemu, w którym pobierają nauki? W tak bogatej lidze jak Premier League ciężko wprowadzić wychowanka do gry. W naszym kraju to powinna być oczywistość, a nie jest. Anglikom się jednak jakoś udaje wyszkolić takich zawodników, jak Gareth Bale czy Raheem Sterling - kończy mówić.

Janczarek po tym, jak w lipcu zwolnił się z Legii, wraz z Krukiem, poszedł pracować do niewielkiego AFK Legionu Warszawa. Przyciągnął za sobą kilku młodych piłkarzy, z którymi pracował przy Łazienkowskiej. Wciąż walczy z systemem. Coraz odważniej próbuje przekonać wszystkich do rozpoczęcia dyskusji na temat zmian w szkoleniu tych najmłodszych, dyskutując np. na Twitterze ze Zbigniewem Bońkiem, Bogusławem Leśnodorskim, wrzucając tam zdjęcia pustego boiska treningowego Legii.

Współorganizuje warsztaty szkoleniowo-metodyczne dla trenerów, ale także dla rodziców. Te pierwsze odbyły się w połowie listopada na obiektach Warszawianki. W gronie zaproszonych prelegentów byli m.in. Jacek Magiera, Michał Probierz i Cezary Kucharski.

- Podstawą rozwoju każdej akademii jest wykwalifikowana kadra. Jeśli kadry nie pojawią się w polskich klubach, to idę o zakład, że przez kolejnych 15-20 lat nie uda się wychować w Polsce topowego piłkarza. Nie zadowalajmy się jednym Robertem Lewandowskim. Dążmy do tego, żeby w Polsce wychowywanie piłkarza było codziennością, a nie przypadkiem. Ludzie, którzy wywalili Lewandowskiego z Legii, dalej pracują w tym klubie. Ale w sumie to dobrze, że go wywalili, bo on się rozwinął tylko dlatego, że jego talent w Polsce nie został zahamowany. Resztę dostał na zachodzie.

Janczarek mocno wierzy, że polska piłka może być silna, jeśli tylko zaczniemy szkolić piłkarzy. - W tej chwili nie istnieje system szkolenia trenerów, nie ma modelu gry. Żyjemy w fikcji, o której od lat mówi trener Michał Probierz. OK, cieszymy się z awansu na Euro i marzymy o wyjściu z grupy, ale zadbajmy o rozwój piłkarzy, tych najmłodszych, by za 13 lat pojechać na mistrzostwa Europy i je wygrać.

- W Polsce pracuję już rok. Potencjał wśród dzieci tu jest przeogromny. Ich rozwój zabija tylko obecny system szkolenia. Ale impulsu do zmian nie powinienem dawać ja, to nie moja rola. Ja chcę skupić się tylko na szkoleniu samego siebie i dzieci. Impuls powinna dać taka Legia, największy klub w Polsce, który może mieć praktycznie każdego chłopaka.

- W Anglii takie WBA nie może nawet w małym stopniu konkurować z Chelsea, Manchesterem City czy United, a nawet Aston Villą. O najlepszych może pomarzyć, bo jest pięć klubów w czteromilionowej aglomeracji i cała reszta w Anglii. Taka Legia może mieć każdego. Ale by uczynić akademię profesjonalną potrzeba dyrektorów, liderów, w tym momencie pewnie z zagranicy, którzy nie są skażeni naszym środowiskiem i zmienią dosłownie wszystko. Inaczej dalej będziemy tkwili w tym systemie, który psuje a nie wychowuje.

- Czy Legii, ale też innych klubów w Polsce, naprawdę na kogoś takiego nie stać? Pytam, bo jeśli nie zaczniemy o tym głośno mówić, to nic się nie zmieni. Zmarnujemy kolejne pokolenia - kończy Janczarek.





Więcej o:
Komentarze (1)
Przez West Bromwich do Warszawy. Refleksje młodego trenera - jak szkoli Legia?
Zaloguj się
  • boras1691

    Oceniono 1 raz 1

    Zgadzam się z trenerem. Jestem kibicem Legii i z wielką ufnością czekałem na rezultaty działań akademii. Jeden przykład, porównanie Milika i Żyry. Milik dopóki grał w Polsce miał "jedną nogę" )lewą) jak Żyro. Kiedy Milik trafił do Ajaxu natychmiast zaczęto mu "poprawiać" prawą którą potem strzelił gola zza pola karnego Legii. Żyro nadal gra tylko lewą nogą i przy wzroscie prawie 190cm prawie wcale nie gra głową.
    Kiedyś w audycji "tok gra Legia" wysłuchałem wywiadu z szefem wyszkolenia p. Mazurkiem i oprócz tego że trudno było mi zrozumieć co chce przekazać o sposobie szkolenia w Legii to najważniejszym przesłaniem było to że za granicą szkolą od 100 lat (a omawiany był turniej 10-cio latków) i że mają lepszą pogodę. To trochę mało jak na "zbieranie doświadczeń" przez Legię we wszystkich najlepszych szkółkach Europy.
    Mam nieodparte wrażenie że poziom umysłowy środowiska piłkarskiego w Polsce jest dramatyczny. Zaścianek i ciemnota która powoduje że PZPN wysyła skautów do Niemiec i Anglii żeby wyłapywali chłopaków i jeszcze się oburzają że nie chcą nam ich oddawać "kradną Polsce piłkarzy" sic!!!!!.
    Oni ich szkolą a my ich chcemy ukraść bo nie potrafimy wyszkolić.
    Przes Boniek najbardziej sie martwi o bukmacherów a o szkoleniu chyba nie mysli bo przecież osobiście z tego kasy nie zgarnie za reklamy. Taki Grzesio Lato z europejskim szlifem, lewizny ale elegancko i z wdziękiem.
    SAzkolić trenerów do jasnej cholery!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX