Sport.pl

Tomasz Frankowski: W Wolverhampton lepiej się pracuje, niż żyje [ROZMOWA]

- Każdy piłkarz w Anglii uważa siebie za najlepszego na świecie, dlatego Michał Żyro do szatni musi wejść pewnym krokiem i z podniesioną głową - mówi Tomasz Frankowski. były napastnik m.in. Wolverhampton Wanderers.


Paweł Jędrusik: Czy Championship to liga, w której poradzi sobie Michał Żyro?

Tomasz Frankowski: To fizyczna, wybiegana liga, w której ostra walka to coś naturalnego. Na pewno w Championship grają piłkarze nie gorsi niż ci z ekstraklasy. Ale skoro Żyro zdecydował się na taki krok, to znaczy, że wierzy w swój sukces i możliwość rozwoju. Na pewno znajdzie się wśród silnych i ambitnych facetów, dla których nie ma straconych piłek. Ale nie ma co siać paniki. W Southampton grał przecież Marek Saganowski i radził sobie całkiem nieźle.

Jaka cecha byłego legionisty może pomóc mu się przebić?

- Jego warunki fizyczne mogą być decydujące. Championship to liga stworzona dla zawodników o takiej charakterystyce, czyli wysokich i silnych.

A z czym Żyro może mieć problem?

- Nie wiem, czy Żyro będzie miał z tym problem, ale bardzo ważna będzie regularność. Ostatnimi czasy w Legii wiele sobie nie pograł. Nie wiem, na ile wynikało to z problemów zdrowotnych, a na ile z jego formy. Na pewno teraz musi mieć świadomość, że w Championship rozgrywa się 46 kolejek. Musi spokojnie, z tygodnia na tydzień, budować swoją pozycję w drużynie. Nie sądzę, by udało mu się od pierwszego meczu być zawodnikiem wyróżniającym się. Ale jeśli będzie ciężko pracował, a w zasadzie harował na treningach, to na boisku może mu się udać.

Ambitna walka jest tym, co ceni się w Anglii chyba najbardziej.

- Tak. Angielscy kibice są bardzo świadomi i spostrzegawczy. W trakcie meczu czuć, że znają się na piłce. Bywało, że najgłośniejsze brawa dostawałem nie za groźny strzał czy dobre podanie, ale za udany wślizg czy pomoc w defensywie. Jeśli Michał będzie ostro walczył, to kibice mu pomogą. Bo udana akcja w obronie jest w Championship ceniona jak bramka. Pod tym względem angielscy kibice są specyficzni, ale przy tym fantastyczni. Jeszcze kwadrans przed meczem może być na stadionie połowa pustych miejsc, ale z pierwszym gwizdkiem jest komplet, który docenia cię właśnie za taką walkę wręcz i pełne zaangażowanie. Ciężka praca ponad wszystko - to w Anglii liczy się najbardziej.

Dobrze się żyje w Wolverhampton?

- Lepiej się tam pracuje, niż żyje. To miasto szare i smutne, w którym trudno o jakieś atrakcje. Jeśli miałbym polecać Żyrze miejsce zamieszkania, to byłyby to przedmieścia miasta, bo kilkanaście kilometrów dalej jest Birmingham, w którym już coś się dzieje. Ale z drugiej strony na wycieczkę tam nie jedzie, tylko właśnie pracować.

A jak z bazą treningową?

- Rewelacyjna. Kilka świetnie przygotowanych boisk. Słowem, cały kompleks świetnie zarządzany i zagospodarowany. Nawet nie ma co tego porównywać z ekstraklasą. Pod tym względem nie ma się do czego przyczepić. Nic, tylko trenować.

Co by pan poradził Żyrze w pierwszych tygodniach pobytu w Wolverhampton?

- Żeby wierzył w siebie, bo jeśli okaże słabość, to może mieć duże problemy. Każdy piłkarz, który tam gra, uważa siebie za najlepszego na świecie. Dlatego do szatni musi wejść z podniesioną głową i pewnym krokiem. A później na treningach udowadniać, że nie znalazł się tam przypadkowo.

Przeprowadzka z Legii do Championship do awans sportowy?

- Mimo wszystko wydaje mi się, że nie. Legia walczy o mistrzostwo, regularnie gra w europejskich pucharach, a Wolverhampton to jest jednak niewiadoma. W tej chwili klub Kenny'ego Jacketta zajmuje miejsce w dolnej części tabeli i o awansie do Premier League w tym sezonie może tylko pomarzyć. Ale z drugiej strony, patrząc na Michała w ostatnim czasie, trudno nie zauważyć, że znalazł się na małym zakręcie. Dlatego jeśli chce, a na pewno chce, się odbudować i wrócić na właściwą ścieżkę, to Wolverhampton wydaje się do tego idealnym miejscem.



Stanisław Czerczesow został św. Mikołajem, czyli Mikołajki na Legii [ZDJĘCIA]




Czy 350 tys. funtów za Michała Żyrę to dla Legii dobry interes?
Więcej o:
Komentarze (7)
Tomasz Frankowski: W Wolverhampton lepiej się pracuje, niż żyje [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • makvelithedon7

    Oceniono 2 razy 2

    W perspektywie ostatniego sezonu to i tak dla Żyro super transfer. Patrząc na jego występy można było domniemywać, że League Two to za wysokie progi. Tylko, że w Anglii skończy się już jęczenie, narzekanie i spędzanie miesięcy w gabinetach lekarskich, jak to mają w zwyczaju wychowankowie tej pseudo-akademii Legii (ostatnio nawet Czerczesow to przyznał) . Jest i nutka optymizmu dla Żyro. Skoro Kosecki nieźle radzi sobie w 2.Bundeslidze... Frankowski dobrze mówi. Nie ma co przeceniać siły zaplecza Premier League czy Bundesligi. Piłkarz, który mówi, że "w zasadzie to już nie pracuje nad techniką, tylko nad realizowaniem założeń taktycznych" (Żyro tak stwierdził w wieku 21 lat!), z pewnością poradzi sobie w Championship, a w przyszłym sezonie zagra w silnym klubie BPL. No chyba, że Żyro ma zafałszowane poczucie własnej zajebistości. Ale o to nigdy bym go nie podejrzewał ;)

  • guru133

    0

    Ten transfer dla żyro to jak renta starcza. Grać w pierwszym składzie nie musi, ale nawet z ławki rezerwowych na dobre życie wystarcza:)))

  • mecenas_misiura

    Oceniono 2 razy 0

    No jest całkiem nieźle, skoro piłkarze z ekstraklasy jeżdżą na wyspy aby się odbudować z formą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX