Sport.pl

Puchar Polski. Jak Mikita "kosmita" prawie załatwił Legię

- Piłkarzem jest się przez 24 godziny na dobę. On był tylko trzy godziny dziennie - mówi trener Dariusz Banasik o Patryku Mikicie, który w środę strzelił Legii pięknego gola w Pucharze Polski.


Wicemistrz Polski w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski (rewanż 18 listopada) pokonał na wyjeździe Chojniczankę 2:1. Ale to nie o skromnej wygranej Legii, tylko o pięknym trafieniu jej byłego piłkarza Patryka Mikity będą mówić wszyscy po tym spotkaniu.

Była 48. minuta, Mikita ruszył z piłką w stronę bramki Legii, a właściwie zrobił z nią kilka kroków i z ponad 30 metrów zdecydował się na potężny strzał. Piłka leciała w środek bramki, ale Arkadiusz Malarz, który w środę zastępował w składzie Duszana Kuciaka, zdołał ją tylko trącić jedną ręką i pozwolił, aby wpadła do siatki. Mikita trafił na 1:1, ale ostatecznie Legia pokonała Chojniczankę 2:1 po golu Ondreja Dudy.

Debiut jak marzenie

"Ten Mikita to jakiś kosmita" - napisał na Twitterze w maju 2013 r. Bogusław Leśnodorski. Prezes Legii zachwycony był występem Mikity w meczu Młodej Legii z Norwich City (3:1), który oglądał na żywo w holenderskim Uitgeest. Dwa miesiące później, dokładnie 20 lipca, Mikita zadebiutował u Jana Urbana w ekstraklasie. I debiut faktycznie miał kosmiczny (gol i dwie asysty w wygranym 5:1 meczu z Widzewem). - Spodziewałem się takiego wejścia smoka. Teraz chcę grać w Lidze Mistrzów - mówił po tym spotkaniu niespełna 20-letni wtedy Mikita.

- Nie może za szybko uwierzyć w swoje umiejętności - przekonywał jednak Jan Urban. Niestety Mikita uwierzył i przygasł szybko. Bardzo szybko. W Legii rozegrał co prawda jeszcze 10 spotkań w ekstraklasie, ale więcej goli już nie strzelił. Zimą, pół roku po debiucie, klub z Łazienkowskiej wypożyczył go do Widzewa, a na następny sezon do pierwszoligowego Dolcanu Ząbki.

- Wiedzieliśmy, że szybko zadebiutuje w Legii. Teraz myślę, że może trochę za szybko. Dobrze poszło mu w pierwszym meczu, a później coś się rozsypało. Mam na myśli sprawy pozasportowe - mówi Dariusz Banasik, który w 2012 r. sprowadził Mikitę z pobliskiej Agrykoli do Młodej Legii, którą wówczas trenował.

A później zjazd

- Całą dotychczasową karierę wystawiany był jako napastnik. To dla niego zła pozycja - on jest ofensywnym pomocnikiem, tak zwaną "dziesiątką" - szuka przyczyn niepowodzeń Mikity Dariusz Dźwigała, który prowadził go w Dolcanie. - Dziesiątka? Może tam grać, ale nie jest to jego optymalna pozycja - nie ma odpowiednich predyspozycji taktycznych. To typowy napastnik - odpiera Banasik.

Dźwigała dostrzegł u Mikity wiele sportowych zalet, ale też dobre podejście do pracy. Przede wszystkim jednak umiejętności, które pozwolą mu - jak twierdzi - w przyszłości grać w ekstraklasie. - Zaimponował mi tym, że cały czas walczył i czekał na swoją szansę. Pod koniec ją dostał i wykorzystał - mówi Dźwigała. - Chciałem, żeby został w Ząbkach, ale on zwlekał i ostatecznie postanowił poszukać szansy na grę w ekstraklasie - dodaje.

Wraz z końcem czerwca tego roku wygasł kontrakt Mikity z Legią. Od razu dostał ofertę z Dolcanu, ale ją odrzucił. Chciał poszukać klubu w ekstraklasie. Na początku lipca pojechał na testy do Górnika Łęczna. - Sportowo nikogo nie porwał. Wszyscy mieli też świadomość tego, że wcześniej trochę "wariował". U nas też trochę gwiazdorzył - mówi lokalny dziennikarz z Łęcznej. - Przyległa do niego łatka leniwego i niesfornego piłkarza, który nie radził sobie w kolejnych klubach. Trochę takiego wariata - dodaje.

Do Górnika Mikita nie trafił. Później o jego zatrudnienie nikt się nie zabijał, latem nowego klubu nie znalazł, dopiero 15 października przygarnęła go Chojniczanka. I pewnie tego by nie zrobiła, gdyby napastnik Tomasz Mikołajczak nie zerwał więzadła w stawie kolanowym.

I szpanowanie nie tylko na boisku

Po czasie debiut Mikity w Legii trzeba uznać za symptomatyczny. Oprócz przebłysków wielkich umiejętności w meczu z Widzewem zaprezentował sporo efekciarstwa - triki, sztuczki, piętki. Później też tak grał. Marcin Sasal, który prowadził Mikitę do momentu rezygnacji z posady w Dolcanie, zarzucał mu piłkarskie szpanerstwo. - Mecz wszystko weryfikuje. Nie chcę napastnika, który nie wykorzystuje prostych sytuacji. A tak się zdarzało - mówił Sasal pytany o to, czemu Mikita tak mało gra w jego drużynie.

- W mojej opinii ma umiejętności, którymi przewyższa wielu graczy ekstraklasy - twierdzi Dźwigała. Następca Sasala o problemach wychowawczych Mikity wspominać nie chce. Ale od nich nie da się uciec. Oprócz Dźwigały niemal każdy, kto poznał Mikitę, jako przyczynę niepowodzeń wskazuje jego nieodpowiedzialność oraz zabawowy tryb życia.

Był czas, że media opisywały ekscesy pozaboiskowe Mikity, I to takie, o których on sam informował. Będąc piłkarzem Widzewa, po przegranym meczu z Lechią rozwścieczył kibiców, wrzucając na swojego Facebooka filmiki z imprezy, a później wdawał się w dyskusje z fanami klubu - wyzywał ich, nie mając świadomości, że jest osobą publiczną. Do tego był w siebie zapatrzony. Po meczach prosił fotoreporterów, by przesyłali mu zdjęcia, które od razu lądowały na jego Facebooku.

- Piłkarzem jest się przez 24 godziny na dobę. Mikita był tylko trzy godziny dziennie. Nie poradził sobie z pokusami - twierdzi Banasik. - On potrzebuje wyrozumiałego trenera. Takiego z podejściem do młodzieży, który nie opieprzy i nazwie głupkiem, ale wytłumaczy spokojnie, co robi nie tak - dodaje Dźwigała.

Ale w Legii właśnie na takich trafił (Urban i Banasik). Problemem tutaj było coś innego - konkurencja, której Mikita w mistrzowskiej drużynie Urbana po prostu nie wytrzymał. W pierwszoligowej Chojniczance takiej konkurencji jak w Legii nie zazna na pewno. Pytanie tylko, czy zmieni nastawienie.

Na odpowiedź, jak pokazała jego historia, trzeba będzie trochę poczekać. Jeden mecz, fantastyczny gol, i to nawet przeciwko Legii, to za mało.









Więcej o:
Komentarze (9)
Puchar Polski. Jak Mikita "kosmita" prawie załatwił Legię
Zaloguj się
  • rozbojnick

    0

    Nie pierwszy i nie ostatni, który w ten sposób zniszczył sobie karierę. Małpi rozum, to pokłosie kasy oraz popularności, szczególnie u młodych ludzi.
    Dobry tekst panie dziennikarzu.

  • noriakikassai

    0

    Kubiak i ten drugi, dajcie spokój z tym "pięknym" golem Mikity
    Przecież w tej sytuacji można i należy pisać tylko o kolejnym kiksie Malarza
    Dokładnie jest tak - trzeci mecz Malarza w Legii i trzeci kiks.
    Na pusta bramkę to takie piękne gole z połówki można oglądać co niedziela w Turbokozaku

  • rownowaznik

    0

    jak się przyjeżdża na trening drużyny która wyciąga do ciebie rękę, spóźniony, nie świeży i z dwoma dupeczkami, to czego wymagać od takiego glono-mózga ?

  • 40ii4

    Oceniono 4 razy -2

    Mózgu nie wymienisz.
    Śmieszne i przerażające jest to, że już najmłodsze dzieciaki Legii mają przyrośnięte ego.
    Przykład czerpią od osób z pierwszego zespołu.
    W Legi nawet spikerzy mają problem z mózgiem.
    Mikita celebryta.

  • koles751

    Oceniono 3 razy -3

    Heroiczny bój Ległej. Mieli szczęście, że nie trafili na Błękitnych, bo by ich pozamiatali.
    Na tle tej mizerii cieszy kolejny pewne i obfite zwycięstwo Mistrza Polski.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX