Sport.pl

Powrót piątego obrońcy, Maradona na trybunie i słaba technika Berga [SPOSTRZEŻENIA]

Bez Henninga Berga na rozgrzewce, ale za to z piątym obrońcą na murawie mierzyli się z Napoli wicemistrzowie Polski. Sztuczki Norwega na nic jednak się nie zdały i po spotkaniu dumnie triumfować mógł Diego Maradona w sektorze gości - pisze Konrad Ferszter z Legia.sport.pl po drugim meczu warszawiaków w fazie grupowej Ligi Europy.


Rozgrzewka bez Berga

O przyszłości norweskiego szkoleniowca przy Łazienkowskiej spekuluje się od początku obecnego tygodnia. Chociaż Berg na każdym kroku podkreśla, że nikt w klubie nie rozmawiał z nim prywatnie na temat możliwego zwolnienia, to pewne już jest, że decyzja w sprawie jego dalszej pracy w Legii już zapadła.

Oliwy do ognia dolał w czwartek sam Berg. Norweg nie pojawił się na murawie w trakcie przedmeczowej rozgrzewki swojego zespołu. Do tej pory był na każdej z nich - obserwował poczynania swoich zawodników, często instruując ich przy niektórych ćwiczeniach. Czy to sygnał, że Norweg pogodził się już z czekającym go przeznaczeniem?

Maradona na trybunie

W czwartek przy Łazienkowskiej pojawiła się grupa ok. 500 kibiców z Neapolu. Ubrani na czarno Włosi wywiesili w swoim sektorze kilka flag i przez cały mecz dopingowali swój zespół. Na szczególną uwagę zasłużył jeden element - na jednej z flag na kiju widniał wizerunek Diego Maradony.

Słynny Argentyńczyk, jeden z najlepszych zawodników w historii, grał w barwach Napoli w latach 1984-1991. "Boski Diego" poprowadził neapolitańczyków do dwóch mistrzostw kraju oraz wygranej w Pucharze Włoch i Pucharze UEFA. Przez fanów Napoli uważany jest za legendę, o czym mogliśmy przekonać się w czwartek.

Powrót piątego obrońcy

Chociaż na papierze legioniści z Napoli zagrali w ustawieniu 4-2-3-1, to już po kilku minutach gry wiadomo było, że to tylko teoria i Berg wrócił do jednego z taktycznych manewrów z zeszłego sezonu. Kiedy Legia znajdowała się w obronie, teoretycznie pełniący rolę defensywnego pomocnika Michał Pazdan cofał się i zajmował miejsce między Igorem Lewczukiem i Jakubem Rzeźniczakiem.

Manewr taktyczny z piątym obrońcą znamy z poprzedniej edycji Ligi Europy, kiedy przynosił on pożądane efekty i warszawiacy awansowali do 1/16 finału. Wtedy rolę trzeciego stopera pełnił najczęściej Ivica Vrdoljak. Chociaż Pazdan w czwartek ze swoich zadań wywiązywał się dobrze, to jednak różnica poziomów między Legią a Napoli była zbyt duża.

Dwie kamery analityka

Wśród dziennikarzy na trybunie prasowej zasiadł w czwartek analityk pierwszego zespołu Napoli. Mieliśmy więc okazję podpatrzeć i porównać pracę na tym stanowisku we Włoszech i przy Łazienkowskiej. W oczy najbardziej rzuciła się różnica w ilości sprzętu.

Analityk Napoli dysponował dwiema kamerami na statywach, które odrębnie nagrywały wydarzenia na obu połowach. Warszawscy pracownicy dysponują tylko jedną, co wymusza na Macieju Krzymieniu nagrywanie całego spotkania i przesuwanie obiektywu wraz z przemieszczającą się piłką. Włoch w tym samym czasie mógł spokojnie usiąść i oglądać mecz, bo cała praca praktycznie wykonywała się sama.

Słaba technika Berga

Była 73. min meczu, kiedy po jednym z zagrań wysoko odbita piłka wyleciała za linię boczną boiska przy ławce rezerwowych Legii. Swoim wyszkoleniem technicznym przy okazji chciał błysnąć Berg. Norweg postanowił opanować nogą lecącą z wysokości piłkę. Skończyło się klapą, bo ta odbiła się od stopy szkoleniowca i poleciała kilka metrów w bok. Jeżeli ktoś szukał przy Łazienkowskiej symboli, to takie zagranie Berga z pewnością było jednym z nich.





Więcej o: