Sport.pl

Ofensywny futbol bez gwiazd. FC Botosani - pierwszy rywal Legii w Lidze Europy

Poza Quentenem Martinusem w Botosani próżno szukać piłkarzy, którymi interesowałyby się chociażby większe rumuńskie kluby. - Ta drużyna ma swój styl. Potrafi grać atakiem pozycyjnym - przekonuje jednak Kamil Biliński, który przez ostatnie półtora roku był napastnikiem Dinama Bukareszt.


W czwartek piłkarze Legii Warszawa zmierzą się z FC Botosani w pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy. Rumuni są drużyną dużo silniejszą niż St. Patrick's FC, z którym legioniści przed rokiem mierzyli się w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Ale nie są aż tak silni, by Legii, która sezon zaczęła od wpadki z Lechem w Superpucharze (1:3), nie stawiać w roli faworyta.

Szczęśliwe puchary

Ostatnie dwa lata dla założonego w 2001 r. Botosani to pasmo ogromnych sukcesów w skali krótkiej historii klubu. W 2013 r., po dziewięciu latach pobytu w drugiej lidze, drużyna awansowała do ekstraklasy. I mimo że wielu lokalnych ekspertów skazywało piłkarzy z liczącej niewiele ponad 100 tys. mieszkańców miejscowości na spadek, to ci debiutancki sezon zakończyli na ósmym miejscu.

W minionym sezonie piłkarze Botosani też uplasowali się w połowie tabeli, też na ósmym miejscu, które - dość nieoczekiwanie - dało im jednak awans do Ligi Europy. Powodem takiej sytuacji były sankcje nałożone przez rumuńską federację na tamtejsze kluby. Trzecie CFR Cluj, szósty Petrolul Ploiesti i siódme Dinamo Bukareszt były niewypłacalne, a piąta CSU Craiova w europejskich pucharach nie mogła zagrać z powodu zbyt krótkiego czasu istnienia klubu (powstała w 2013 r.).

Rumuni zaczęli grę w LE już na początku lipca - w pierwszej rundzie, w której ich przeciwnikiem był Spartaki Cchinwali. Gruziński klub notowany w rankingu UEFA na 387. miejscu (o 160 pozycji niżej od Rumunów) sprawił im dużo problemów. W pierwszym meczu na własnym stadionie piłkarze Leontina Grozavu tylko zremisowali 1:1. W rewanżu w Tbilisi wygrali jednak 3:1.

Gotowi na wyzwanie

Chociaż Botosani to absolutny debiutant w europejskich pucharach, to jak przekonuje Emanuel Rosu, dziennikarz rumuńskiego serwisu Sport.ro, jest on dobrze przygotowany na starcie z wicemistrzami Polski. - Latem w klubie zrobiono wiele, by przygotować się na najważniejszy moment w historii, jakim jest udział w europejskich pucharach - mówi.

- Chociaż nikt przed poprzednim sezonem nie spodziewał się takiej sytuacji, to zareagowano szybko. Od momentu zakończenia ligi do startu nowych rozgrywek wykonano tam kawał dobrej roboty. Do drużyny trafiło aż 14 nowych piłkarzy, a jednocześnie zachowano najbardziej wartościowych zawodników - dodaje.

Najbardziej wartościowi zostali, ale gwiazd jak nie było, tak nie ma. W Botosani próżno szukać piłkarzy z rozpoznawalnymi w Europie nazwiskami. - Zarówno z obserwacji ligi, jak i meczów, które rozegrałem w Rumunii przeciwko tej drużynie, nie zapadł mi w pamięci jeden wyraźny lider drużyny, który wyróżniałby się poziomem na tle swoich kolegów - mówi Kamil Biliński, obecnie napastnik Śląska Wrocław, który ostatnie półtora sezonu grał w barwach Dinama Bukareszt.

Ale po chwili dodaje: - Przypominam sobie jednak, że był taki czas, że Steaua Bukareszt była bardzo mocno zainteresowana Quentenem Martinusem. To skrzydłowy Botosani, który bardzo lubi dryblować i poprzez indywidualne akcje umie stwarzać zagrożenie pod bramką rywala. Jeżeli miałbym wskazywać zawodnika, który może przysporzyć legionistom najwięcej problemów, to wskazałbym właśnie na niego.

Rosu: - Rzeczywiście Martinusa [reprezentant Curacao, który w Botosani gra od roku] można uznać za najlepszego piłkarza tej drużyny. Przy zachowaniu wszelkich proporcji można porównać go do Arjena Robbena. Trudno jednak stwierdzić, w jakiej formie znajduje się aktualnie. Po meczu z Gruzinami w pierwszej rundzie eliminacji LE widać, że daleki jest od swojej najwyższej dyspozycji. Już od końcówki poprzedniego sezonu wiele mówiło się na temat jego ewentualnych przenosin do Steauy i nie wiem, czy po fiasku negocjacji jest już w pełni skoncentrowany na grze dla zespołu. Jeśli już miałbym powiedzieć, kto teraz jest w lepszej formie, to bardziej napastnik Dan Roman [strzelił dwa gole w rewanżu z Gruzinami] i ofensywny pomocnik Gabriel Vasvari [zaliczył dwie asysty].

Roman do Botosani trafił przed sezonem. - Z jego transferem wiąże się ciekawa historia - mówi Rosu. - W grudniu 2013 r. właśnie w meczu z Botosani najpierw strzelił gola, a kilkanaście minut później po brutalnym ataku rywala złamał nogę. Dla Romana oznaczało to koniec sezonu. Do gry wrócił na początku rozgrywek 2014/15 - w 30 meczach strzelił sześć goli. Jego ówczesna drużyna Gaz Metan Medias spadła z ligi, ale dobra postawa Romana dała transfer do grającego w pucharach Botosani.

Ofensywa zamiast defensywy

Rumuni swoją grę opierają przede wszystkim na dobrych warunkach fizycznych poszczególnych graczy i bardzo dobrym przygotowaniu motorycznym. Grają piłkę ofensywną. Tak grającą drużynę wymarzył sobie właściciel klubu Valeriu Iftime.

Rosu: - Jedno jest pewne, Botosani przy Łazienkowskiej na pewno się nie cofną. Być może trochę, ale na pewno nie będą wyczekiwać możliwie najniższej porażki. To nie jest w ich stylu. W lidze rumuńskiej, grając nawet przeciwko Steaule, nie odpuszczają centymetra boiska. Tego samego spodziewam się w Warszawie. Jeżeli Botosani w Warszawie przez dłuższy czas utrzymywać będzie korzystny dla siebie remis, to wraz z przypływem pewności siebie może narobić Legii kłopotów.

Biliński: - Poza bardzo dobrą organizacją w ataku pozycyjnym Rumuni potrafią wyprowadzić szybki kontratak, co w czwartek może im się bardzo przydać.

Latem do drużyny Botosani dołączyło 14 zawodników.

Rosu: - Z jednej strony Botosani wydaje się mocniejsze niż w zeszłym sezonie, z drugiej nie dołączyły do zespołu żadne gwiazdy. Największym problemem wydaje się właśnie brak doświadczenia w europejskich pucharach. Z wyjątkiem Mariusa Croitoru, który ma za sobą występy w Lidze Mistrzów ze Steauą, w zespole nie ma piłkarzy, którzy mieliby okazję występować na tak poważnym poziomie. Tutaj kluczową rolę może odegrać trener Grozavu, który zdając sobie sprawę z siły swojej drużyny w defensywie, nigdy nie pozwala zespołowi na moment dekoncentracji.

Legia murowanym faworytem, ale...

Rosu: - Oczywiście wszyscy tutaj zdają sobie z tego sprawę, ale przewagą Botosani jest fakt, że na nich nie ciąży żadna presja. Drużyna ma przede wszystkim nie przynieść wstydu na europejskiej arenie i myślę, że po letnich wzmocnieniach jest w stanie postawić warszawianom silny opór.

Biliński: - Jeśli legioniści zagrają na swoim normalnym poziomie, to nie powinni mieć większych problemów. Pamiętając jednak to, jak Legia zagrała w piątek w Poznaniu, nie zakładałbym w ciemno łatwej przeprawy.

Początek meczu o 21. Relacja na żywo na Legia.sport.pl.





Więcej o: