Sport.pl

Marek Saganowski, czyli defensywny napastnik Legii

Marek Saganowski od 1033 minut nie potrafi strzelić gola w ekstraklasie.Ale Henning Berg i tak stawiana niego, a nie na Orlando Sa.


Norweg rok temu wymyślił Legię bez klasycznego napastnika (duet Ondrej Duda - Miroslav Radović) i nawet z Saganowskim w składzie trzyma się tego pomysłu. Rolę, którą mu przypisał, można określić mianem defensywnego napastnika. Niby ustawia Saganowskiego w ataku, ale oczekuje od niego nie tylko goli, ale też - a może przede wszystkim - by trzymał się jego założeń taktycznych.

A w nich Saganowski rzadko ma być snajperem, który czeka na podania w polu karnym przeciwnika. Ma cofać się do środka, przerywać akcje, robić z przodu miejsce skrzydłowym. W skrócie - ma walczyć na całym boisku.

I "Sagan" walczy, czym wprawia w zachwyt trenera. Berg go chwali, co wcale nie jest takie oczywiste, bo on rzadko decyduje się na indywidualne pochwały piłkarzy - jak już chwali, to wszystkich, całą drużynę. - Nie wiem, jak możecie pytać o Orlando, kiedy tak doskonały mecz rozegrał Saganowski. Nie strzelił co prawda gola, ale był fantastyczny. Pracował niezwykle ciężko, dał nam bardzo dużo - mówił tydzień temu trener Legii po meczu z Zawiszą (2:0).

W piątek w Chorzowie Saganowski po raz kolejny wybiegł w podstawowym składzie. Grał podobnie jak z Zawiszą - cofał się do środka, ambitnie bronił przy stałych fragmentach gry, schodził też do prawej strony, robiąc w ataku miejsce Michałowi Żyrze. Na boisku przebywał do 66. minuty. Mógł pokonać bramkarza Ruchu, a nawet powinien, bo w pierwszej połowie trzykrotnie dochodził do dobrych okazji. Nie zdołał, skończyło się 0:0.

24 sierpnia 2014 roku Legia u siebie grała z Koroną. Wygrała 2:0. Drugą bramkę dla mistrzów Polski zdobył w tamtym spotkaniu Saganowski. Nie był to gol szczególnej urody, ale ważny. Przede wszystkim dla samego Saganowskiego, bo do siatki w lidze trafił po raz setny.

I na razie ostatni. Od ponad ośmiu miesięcy 36-letni napastnik nie może się przełamać. Udało mu się co prawda zdobyć trzy bramki - jedną w Lidze Europy z Metalistem (2:1) i dwie w półfinałowym meczu Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała (2:0), ale w ekstraklasie jego licznik się zatrzymał. Nie trafił do siatki od 18 spotkań, dokładnie od 1033 minut.

- Jestem spokojny. Na pewno ten gol się zbliża. Ale jakoś specjalnie na niego nie czekam. Najważniejsze, by drużyna wygrywała i miała ze mnie pożytek - powtarza od kilku tygodni Saganowski.

Konkurent Saganowskiego, Orlando Sa, jest skuteczniejszy. Polak w ostatnich 18 występach w ekstraklasie nie tylko nie strzelił gola, ale na bramkę rywali uderzał zaledwie 29 razy. Daje mu to średnią niewiele ponad półtora strzału na mecz. Dla porównania: Sa, który strzelił 11 goli w 19 spotkaniach (osiem razy zagrał od pierwszej do ostatniej minuty), oddał w nich 75 strzałów, czyli średnio cztery na mecz.

Statystyki Portugalczyka na Bergu wrażenia jednak nie robią. Norweg woli Saganowskiego, który ambitnie pracuje, od takiego, który strzela, ale nie realizuje jego założeń taktycznych, ociąga się na treningach, nie jest akceptowany przez szatnię.

Portugalczyk już teraz zapowiedział, że latem chce z Legii odejść. W czerwcu kończy się też kontrakt Saganowskiego. Do niedawna wydawało się, że przy Łazienkowskiej nie otrzyma oferty jego przedłużenia. Sytuacja się jednak zmieniła. Piłkarz kilka dni temu powiedział w "Przeglądzie Sportowym", że prowadzi z klubem rozmowy na temat nowej umowy.

W środę mistrzowie Polski zmierzą się u siebie z Pogonią Szczecin (godz. 20.30). W niedzielę po jednym dniu przerwy wrócili do zajęć. Saganowski, tak jak wszyscy piłkarze, którzy zagrali w piątek z Ruchem, miał lżejsze zajęcia. Do szatni schodził wcześniej, ale rozmawiać nie chciał.

Kto zdobędzie Puchar Polski?
Więcej o: