Sport.pl

Tomasz Brzyski jednak zdrowy: Taye Taiwo? Nie boję się konkurencji [ROZMOWA]

- Teraz w piłce nikt w życiorys nie patrzy. Liczy się to, co pokazujesz na boisku. Jeszcze parę lat temu może samo nazwisko by wystarczyło, ale teraz trzeba pracować - mówi Tomasz Brzyski, 33-letni zawodnik Legii, który być może już na obozie w Hiszpanii będzie musiał walczyć o miejsce na lewej obronie z 29-letnim Taye Taiwo.


We wtorek legioniści rozegrali dwa sparingi. W tureckim Belek przegrali 0:2 z Karabachem Agdam i 2:3 z Zenitem Sankt Petersburg. Testowany Taye Taiwo zagrał w pierwszym spotkaniu z Azerami. Zagrał dokładnie tak, jak profesjonalny piłkarz po dziewięciu miesiącach bez żadnych meczów. Był wolny, mało zwrotny, ostrożny w swoich zagraniach i rzadko włączał się do akcji ofensywnych. W Legii muszą się teraz zastanowić, czy wypożyczać Nigeryjczyka z Bursaporu, skoro wygląda na to, że do zdrowia wraca też Tomasz Brzyski.

Bartłomiej Kubiak: Co się stało w piątek na treningu, że musiałeś w poniedziałek, wcześniej niż reszta zespołu, wrócić do Polski?

Tomasz Brzyski: Na treningu nic się nie stało. Normalnie go przepracowałem. Potem poszedłem spać i jak wstałem, to poczułem ból w nodze. Od razu zgłosiłem to lekarzom. Ten ból był o tyle dziwny, że na treningu z nikim się nie zderzyłem, wcześniej też nic mnie nie bolało. Na kolejnych zajęciach założyłem jednak buty, kopnąłem dwa razy piłkę i znowu poczułem ból. Od razu zszedłem z boiska i pojechałem do szpitala.

Co tam się okazało?

- Zrobili mi rezonans. Lekarze dojrzeli jakieś zmiany w piątej kości śródstopia. Wyniki badań wysłano do Poznania. W Polsce lekarze wykluczyli jednak złamanie tej kości. Zauważyli za to jakieś zmiany w kości sześciennej.

Dlatego wróciłeś do Polski?

- Tak, musiałem przejść dokładniejsze badania. Byłem zdołowany, bo jak sobie pomyślałem, że po dwóch miesiącach przerwy czekają mnie kolejne trzy, to odechciewało się wszystkiego. Do tego jeszcze ta kontuzja wydawała się taka dziwna. Ból pojawił się nagle, po tym, jak wstałem z łóżka, i tak samo nagle, po dniu może półtora, odpuścił.

Żadna kość nie jest złamana?

- We wtorek przed południem dostałem wyniki i okazuje się, że nie. Rozmawiałem z doktorem Jackiem Jaroszewskim, który powiedział mi, że mam rzucić w kąt ten usztywniający but, w którym przyleciałem do Polski, i zacząć trenować.

Kiedy wracasz do treningów?

- W środę rano umówiłem się na telefon z doktorem. Jeśli nic mnie do tego czasu nie rozboli, to jestem gotowy. Chłopaki dopiero w środę wracają do Polski, dlatego jeśli dostanę zielone światło od lekarza, to pewnie pojawię się na Łazienkowskiej, by chociaż trochę pobiegać. Straciłem przecież trzy dni. To bardzo dużo, jeśli chodzi o okres przygotowawczy.

Kibice śmieją się, że nagle ozdrowiałeś, bo zobaczyłeś występ Taye Taiwo z Karabachem Agdam.

- Nie oglądałem tego meczu.

Nigeryjczyk zagrał słabo, co nie zmienia faktu, że to piłkarz z konkretnym jak na polskie warunki CV.

- Teraz w piłce nikt w życiorys nie patrzy. Liczy się to, co pokazujesz na boisku. Jeszcze parę lat temu może samo nazwisko by wystarczyło, ale teraz trzeba pracować. Sam muszę pracować, zaczynać właściwie od zera, bo przez ostatnie miesiące dobrze na lewej obronie radził sobie Guilherme. Muszę go gonić. Łatwo nie będzie.

Jak przyjdzie Taiwo, to może być ci jeszcze trudniej.

- Nie obawiam się konkurencji. Ostatnio jedyne, o co się martwię, to o swoje zdrowie. Po tych dzisiejszych wynikach badań kamień spadł mi jednak z serca. Mam nadzieję, że to koniec dziwnych przygód.

Jesienią kontuzja mięśni brzucha, potem operacja przywodzicieli - ostatnie miesiące były trudne?

- Były pracowite. Moja przerwa świąteczna wyglądała tak, że trenowałem albo na siłowni, albo w terenie, gdzie zazwyczaj wieczorami biegałem.

Nie wyjechałeś na żaden urlop?

- A skąd! Nie było jak. Siedziałem praktycznie cały czas w Lublinie. Na weekend udało mi się tylko wyskoczyć do pobliskiego spa. Ale tam też nie było odpoczynku, tylko odnowa biologiczna - od ósmej rano zabiegi, potem przerwa na obiad i znowu.

Do treningów wróciłeś po dwóch miesiącach. Lekarze Legii byli zdziwieni, że tak szybko się rehabilitujesz.

- Sam byłem zdziwiony. Trzydziestka już dawno na karku, a tu po kilku dniach nie tylko wstałem z łóżka, ale już zacząłem chodzić bez kul. W klubie sztab medyczny powiedział mi, że nie znają żadnego przypadku, by ktoś po operacji przywodzicieli już po dwóch miesiącach zaczynał treningi. Sam mam kumpla, który po podobnych problemach dochodził do siebie pół roku.

Czyli w sobotę lecisz z zespołem na zgrupowanie do Hiszpanii?

- Na to wygląda. Cieszę się, bo ostatnio czułem się jak trup. Właściwie to czułem się tak przez cały poprzedni rok, odkąd dokuczał mi ten ból w pachwinach. Na szczęście po tej listopadowej operacji ból odpuścił zupełnie. Stopa też nie boli. Tylko trenować i nadrabiać stracony czas.

Więcej o: