Sport.pl

Prezes Legii: Najpierw trzeba się nauczyć chodzić, potem biegać [ROZMOWA CZ. II]

- Każdy model, w którym wydajesz więcej, niż zarabiasz, musi się rozwalić. Dlatego nie będziemy tak działali, nawet gdyby przyszedł do nas poważny sponsor - mówi Bogusław Leśnodorski, prezes Legii Warszawa, w drugiej części wywiadu z Rafałem Stecem i Michałem Szadkowskim. - Wszystko wskazuje na to, że Ondrej Duda będzie najdrożej sprzedanym piłkarzem z ekstraklasy, ale żeby takie transfery stały się normą, musi być lepszy poziom całej ligi, a kluby muszą regularnie grać w pucharach - dodaje.


Rafał Stec, Michał Szadkowski: W Łęcznej Legia przegrała czwarty w sezonie mecz tuż po występie w europejskich pucharach. Teoretycznie nic wyjątkowego, największe kluby tuż po Lidze Mistrzów wypadają słabiej w kraju. Dlaczego choroba dotknęła również Legię?

Bogusław Leśnodorski: Kiedyś tylko nam się wydawało, teraz jesteśmy pewni, bo mamy doświadczenia z poprzedniego i obecnego sezonu: gra co tydzień i gra co trzy dni to zupełnie inne sporty. Zwłaszcza gdy dochodzą dalekie podróże i trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wracać od razu po meczu i zarywać noc czy czekać do rana. Jeśli gramy co tydzień, możemy dać piłkarzom dzień wolnego, inny przeznaczyć na odnowę. Są dwa treningi na przetestowanie jedenastki. Zmniejsza się ryzyko mikrourazów, rzadko ktoś wypada 24 godziny przed spotkaniem. Jeśli grasz co trzy dni, takie historie dzieją się bez przerwy. Organizacyjnie to coś zupełnie innego, wszyscy - my, piłkarze i trenerzy - się tego uczymy.

Dobry przykład to Kuciak, który pierwszy raz grał co trzy dni. W LE bronił świetnie, w lidze nie potrafił się już skoncentrować. Czasami wyglądał, jakby bronił na podwórku. Duszan jest domatorem, dobrze czuje się z żoną, a my od lipca nie mieliśmy praktycznie żadnej przerwy, nasze życie polega na wsiadaniu i wysiadaniu z samolotu. Czasami nawet nie wiesz, w którym hotelu się budzisz. Pamiętajcie też, że zgrupowania mamy także przed meczami w Warszawie. Drużyna śpi wówczas w hotelu.

Henning Berg poświęca dużo czasu na przygotowania do meczu, zaczynając od swojej taktyki, a kończąc na analizie gry rywala. Na początku dla zawodników to był szok. Przez lata polski ligowiec przyjeżdżał do klubu godzinę przed treningiem i chwilę po nim wracał do domu. Legioniści pracują na cały etat: jeśli mają trening wieczorny, przychodzą do klubu w południe i wychodzą późno w nocy, jeśli nie - zaczynają o 8 rano i kończą ok. 17-18.

Ale Legia ma nad rywalami przewagę, jakiej nikt nigdy nie miał - jesienią Berg tylko w lidze skorzystał z 30 zawodników.

- Po 30 kolejkach punkty dzielone są na dwa, dlatego spotkania z początku sezonu nie mają tak dużej wagi. I można je potraktować jako okazję do przygotowywania drużyny, sprawdzenia młodych zawodników itd.

Popierał pan reformę także dlatego, że dzięki niej Legii miało być łatwiej w pucharach?

- Dwa lata temu nie bardzo wiedziałem, co mówię, dużo rzeczy tylko mi się wydawało. Konsekwentnie jednak uważam, że liga może dostać kopa jedynie dzięki sukcesom w Europie. Przynajmniej trzy drużyny, a najlepiej cztery powinny osiągać sensowne wyniki. Dlatego trzeba im pomóc. Dla zawodników i trenerów, którzy nigdy tam nie grali, to bardzo trudne wyzwanie, co widać po Zawiszy i Ruchu, które do dziś nie podniosły się po eliminacjach LE. W Legii wiele się zmieniło, kiedyś mieliśmy tylko dwóch masażystów, którzy byli w stanie zająć się góra czterema zawodnikami. A regeneracja to podstawa. Jan Urban dawał piłkarzom po meczach wolne, ale to dobra metoda, gdy masz później dwa tygodnie wakacji, a nie spotkanie za 48 godzin.

Piłkarzy nie demoralizuje świadomość tego, że wszyscy przyznali im już tytuł?

- Tego nie rozumiem. I mam pretensje do siebie, bo chyba trochę to wszystkim wmówiłem. Zbyt łatwo przyzwyczajamy się do dobrego - dwa lata temu marzyliśmy, by wygrać cokolwiek. To, że wszyscy przed startem ogłaszają nas mistrzami, jest dla mnie megaobciążeniem. Wciąż słyszę, że liga jest słaba, a to nieprawda. Kiedyś grą kierował chaos, teraz zespoły są lepiej przygotowane taktycznie i fizycznie. I nikt nie pada 20 minut przed końcem. Często patrzę, jak rywale grają pressingiem, i spodziewam się, że nie zdołają w ten sposób dotrwać do końca. A oni wytrzymują! Tak było z Lechią, gdy Borysiuk i Łukasik zagrali najlepszy mecz jesieni. Wciąż brakuje piłkarzy, którzy wnoszą na boisko jakość, ale organizacyjnie różnica jest duża.

Piłkarze nawet nieświadomie muszą zdawać sobie sprawę ze swojej siły. Że wyrastają ponad ligę.

- I dobrze, w najważniejszych meczach pewność siebie jest ważna. Naszym zadaniem jest utwierdzanie piłkarzy w tym przekonaniu. A zadaniem trenera - by pewność nie zmieniła się w arogancję. Zresztą jesienią przegrywaliśmy z drużynami z dolnej połowy tabeli, wszystkie się na nas mobilizowały i grały najlepsze mecze w rundzie. Łęczna to przykład - poza tym, że mieliśmy problemy fizyczne - meczu, w którym poczuliśmy się za pewnie. Wszyscy ruszyli do przodu, chłopakom wydawało się, że nawet jeśli stracą gola, to strzelą dwa. Przez myśl im nie przeszło, że mogą przegrywać 0:3.

Co zrobić, by zagrać z Ajaxem na normalnym poziomie? Dla polskich drużyn gra po przerwie zimowej to mordęga.

- Dlatego później wrócimy ze zgrupowania w Hiszpanii, do 10 lutego będziemy grali sparingi za granicą. Pytanie tylko, jak to wpłynie na aklimatyzację, przecież już 12 lutego gramy w Pucharze Polski ze Śląskiem. Berg uważa, że kłopotem były zbyt krótkie przerwy jesienią, więc piłkarze muszą odpocząć. On też się uczy, przed sezonem szykował drużynę na sierpień, zakładając, że w lipcu piłkarze zagrają z rozpędu. Przez to z St. Patrick's szału nie było. Z Ajaxem mamy szansę, bo to młoda drużyna, grająca bardzo otwarcie. W jej meczach z PSG i Barceloną akcje przenosiły się z jednej bramki pod drugą, my w Trabzonie i Glasgow nie mieliśmy miejsca, by klepać piłkę.

Na kim się wzorujecie przy prowadzeniu akademii?

- Staramy się znaleźć własną drogę. Za czasów Urbana mieliśmy bliskie kontakty z klubami hiszpańskimi i portugalskimi, patrzymy na Basel i Ajax. Każdy chciałby się porównywać z Barceloną, lecz najpierw trzeba się nauczyć chodzić, a potem biegać. Ale nie uważam, byśmy mieli się czego wstydzić, główną barierą są pieniądze. Potencjał czołowych klubów wynika z historii, z miasta czy bogatego właściciela - zachwycamy się ich organizacją, ale ona powstawała kilkadziesiąt lat.

Wybraliście swój model?

- Fluminense, z którym współpracujemy i które bardzo mi się podoba, nie odbiega od Ajaxu czy Basel. Tu nic nowego nie da się wymyślić, wszystko opiera się na skautingu i selekcji. Dlatego uważamy, że mamy duże szanse - angielskie kluby szukają w dzielnicach, bo w samym Londynie jest kilka poważnych klubów, my mamy całą Polskę. Jeśli nam się nie uda, to będziemy frajerami. Nie mieści się wam w głowach, jak bardzo jestem przekonany, że jeśli sami tego nie spieprzymy, to musi się udać. Popatrzcie, ile buduje się szkółek, ilu chłopców się do nas zgłasza. Musi się udać. Musi.

Problemy naszej akademii to wzorcowy przykład polskiej mentalności. Poza klubami sponsorowanymi przez oligarchów nikogo, nawet Realu, nie stać, by kupić kilka hektarów ziemi i postawić ośrodek szkoleniowy. Jesteśmy gotowi na inwestycję, ale żeby zacząć, ktoś musi nam wydzierżawić teren za rozsądne pieniądze.

Pije pan do Sulejówka, gdzie projekt akademii Legii przegrał ze zbiornikiem retencyjnym?

- Przecież to absurd. Na szczęście sytuacja się poprawia, pani prezydent uwierzyła, że jesteśmy w stanie robić sport. Dzięki nowym sekcjom i współpracy z przedszkolami ratusz zobaczył, że Legia to nie tylko pierwsza drużyna, z którą są ciągle kłopoty, bo kibice robią awantury, lecz także bardzo duży projekt społeczny. Myślimy o działce obok stadionu, gdzie dziś rosną krzaki - tam chcemy zbudować dwa boiska.

Jakie ma pan argumenty, gdy rozmawia z Krystianem Bielikiem, o którego zabiega Arsenal?

- Wręcz unikam myślenia o tej sprawie, jest trudna jak cholera. 25-latka możesz nakłaniać dla dobra klubu, by zachował się tak albo inaczej. Ale na 16-latku nie możesz wywierać presji, jemu trzeba pomóc, przedstawić obiektywne argumenty. Krystian latem przeszedł z Lecha do Legii, zadebiutował w lidze, zagrał w LE i dostał ofertę z Arsenalu. Zwariować można. Naszym obowiązkiem jest go wspierać.

Sęk w tym, że trudno jednoznacznie powiedzieć, co dla niego lepsze. Gdyby to była Chelsea, która kupuje piłkarzy na tony i wypożycza ich w Europie, byłoby łatwiej, miałbym argumenty sportowe. Ale w Arsenalu niemal natychmiast można dostać szansę w pierwszej drużynie. Rodzice Krystiana uważają, że to on musi być przekonany i sam podjąć decyzję. On też jest bardzo sensownym człowiekiem. Tyle tylko, że inteligentni mają w życiu trudniej, a nie łatwiej, bo mają wyobraźnię i zdają sobie sprawę z konsekwencji, presji otoczenia itd. Najprościej mają ci, do których wiele rzeczy nie dociera. Chcielibyśmy, by Bielik coś z nami osiągnął, ale chcemy też, by chłopcy z całej Polski mieli do nas zaufanie, wiedzieli, że jesteśmy klubem, który nie trzyma nikogo na siłę i pozwala się rozwijać. Jeśli zbudujemy taką pozycję, będą chcieli do nas przychodzić.

Kiedy Legia zacznie sprzedawać piłkarzy nie za 2-3, ale za 5-6 mln euro?

- To kwestia całej ligi, nie tylko Legii. Wszystko wskazuje na to, że Ondrej Duda będzie najdrożej sprzedanym piłkarzem z ekstraklasy, ale żeby takie transfery stały się normą, musi być lepszy poziom całej ligi, a kluby muszą regularnie grać w pucharach.

Liga chorwacka czy serbska nie są lepszej od polskiej, a Dinamo czy Partizan regularnie sprzedają piłkarzy za kilka milionów euro.

- Zwróćcie uwagę, że przed 1989 r. w każdym kraju bloku wschodniego byli zdecydowani liderzy - Steaua, Dinamo, Partizan, Crvena Zvezda itd. A u nas był Widzew, kluby ze Śląska, ŁKS, Legia, Wisła, Śląsk, Lech. Nie wypromowaliśmy jednej marki. My po wpadce z Celtikiem jesteśmy już rozpoznawalni, ale musi minąć jeszcze kilka lat, by przełożyło się na markę.

Łatwiej nam uwierzyć, że uda się to Legii niż całej lidze...

- Naprawdę niewiele nam brakuje. Przez kryzys w europejskiej piłce doszło do większego rozwarstwienia - trudno dołączyć do trzydziestki najlepszych, gdzie pieniądze są naprawdę duże. Ale między 30 a 100 miejscem wszyscy mają takie same szanse. Nie ma powodu, by Śląsk czy Lech nie grały regularnie w pucharach. Pamiętajcie też, że kłopoty drużyn ekstraklasy wynikają z błędów przeszłości. Od dwóch sezonów naprawdę sensownie wydają pieniądze. Ruch dostał karę od Komisji Licencyjnej, mógł wydać na pensje 15 tys. zł brutto i zbudował drużynę, która skończyła na podium.

Moim zdaniem każdy model, w którym wydajesz więcej, niż zarabiasz, musi się rozwalić. Dlatego nie będziemy tak działali, nawet gdyby przyszedł do nas poważny sponsor.

Dlatego musicie sprzedawać coraz drożej, a Wolski i Dominik, którzy nie poradzili sobie na Zachodzie, niszczą renomę waszych wychowanków.

- Być może jeden z nich wróci do nas jeszcze tej zimy. A co do Wolskiego, to byłem pewien, że nie jest gotowy na wyjazd. Jak w klubie formatu Fiorentiny ma sobie poradzić piłkarz, który nie zna języka, zagrał kilka meczów w lidze i jeszcze przez pół roku się leczył? W dodatku nauczony grać wyłącznie do przodu? Rafał ma dar od Boga - Jędrzejczyk, Krychowiak czy Milik nie mają aż takiego talentu. Ale np. ten ostatni udowadnia, że sukces w futbolu odnosi się głównie głową - żyje higienicznie, dba o siebie i ciężko pracuje.

Czy w Legii z juniorami nie powinni pracować byli piłkarze?

- Jestem o tym absolutnie przekonany. Saganowski już mówi, że chciałby ćwiczyć dzieciaki, podobnie Radović, do klubu dołączył Vuković, są z nami Magiera i Kiełbowicz. Tu chodzi o element, który wielu odrzuca na bok, a ja uważam za kluczowy - przywództwo duchowe i mentalne. Wielu chłopaków pochodzi z domów, w których rodzice specjalnie się nimi nie zajmowali. Potrzebują autorytetu, dzięki któremu się nie pogubią. Dlatego tak ważna jest charyzma takiego Vuko.

Pierwsza część wywiadu z Bogusławem Leśnodorskim w dziale Sport.pl Extra.

Więcej o:
Komentarze (34)
Prezes Legii: Najpierw trzeba się nauczyć chodzić, potem biegać [ROZMOWA CZ. II]
Zaloguj się
  • yyyggg13

    Oceniono 154 razy 122

    Fanem Legii nie jestem. Wrecz przeciwnie. Tez sie smialem z ich amatorszczyzny w kwalifikacjach do LM. Ale obiektywnie, Lesnodarski to wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu, jest kompetentny, ma jakis plan, wizje. Jakze inny od reszty naszych pseudo-prezesow, ktorzy nie wiedza co robia.

  • zabavnik

    Oceniono 122 razy 92

    z każdym wywiadem Leśnodorski wydaje mi się coraz bardziej ogarniętym gościem

  • sgd1981

    Oceniono 44 razy 30

    pasjonat lubie takich duzo daja duzo osiagajab tylko kibice go wykoncza szkoda

  • vito3

    Oceniono 60 razy 4

    ten lesnodorski wyglada wprawdzie jak tani alfons ale moze ten styl jest potrzebny do handlu ludzmi

  • scierplaminoga

    Oceniono 1 raz 1

    po co kupować zawodnika i sprzedawać go, zanim polski klub wejdzie do LM. Nie dało by się tak chociaż raz nie połaszczyć się na parę baniek i przetrzymać na dobrej pensji 2-3 młodych zdolnych ? Przecież to młodzi ludzie, jeszcze mają czas na siedzenie na ławie za granicą. Niech ta Legia w końcu zagra w LM i dopiero robi wyprzedaże, bo będzie kasa, na kupienie kogoś nie na chybił trafił tylko za normalną kasę

  • boxtypy

    Oceniono 10 razy 0

    Panie prezesie Leśnodorski, niech pan nie gada ze Stecem, błagam., szanujmy się...

  • leszek2620

    Oceniono 6 razy -4

    Jakby każdemu pchać taka kasę jak do Legii to też by był profesjonalistą,ale tylko na polskim rynku.Nic jeszcze nie zdobyli ,a juz liczą ile zarobią na piłkarzach sprzedanych za granicę,a potem znów przegrają z beniaminkiem.

  • morfeusz_1

    Oceniono 18 razy -4

    Fajny spot świąteczny Duda nakręcił więc nie dziwota że na wiosce chcą go na eksport wysłać co by konkurencji nie było dla rosłego kapitana z RKS Chuwdu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX