Sport.pl

LE. Legia zmogła Lokeren w Lidze Europy

Legia wygrała szósty z rzędu mecz w europejskich pucharach, choć spotkanie z Lokeren na inaugurację fazy grupowej Ligi Europy nie było w jej wykonaniu najlepsze. Gola zdobył Radović po znakomitym podaniu Kucharczyka.
Mistrz Polski zaczął fazę grupową Ligi Europy zupełnie inaczej niż przed rokiem. Ubiegłej jesieni warszawskiej drużynie brakowało pomysłu na grę, zbieranina Jana Urbana nie tworzyła zespołu i została brutalnie zweryfikowana przez rywali. Pierwsze punkty i gola zdobyła dopiero w szóstym i ostatnim meczu, nie mając już cienia szans na awans. Obecny zespół Legii - drugi z rzędu start w fazie grupowej LE nie zdarzył się dotąd w polskiej piłce - wydawał się drużyną stabilniejszą, rozumiejącą, na czym polega nowoczesny futbol i po traumie dwumeczu z Celtikiem Glasgow odporniejszą na załamanie. Czwartkowy mecz na początek fazy grupowej LE potwierdził pewien postęp, choć zniknęła efektowna i radosna gra.

Legia zdołała zwyciężyć 1:0, ale napotkała duży opór Lokeren. Dobrze zorganizowana piąta drużyna belgijskiej ligi nie pozwalała mistrzom Polski na wykorzystanie swoich atutów. W Legii - świetnej latem z Celtikiem Glasgow i kazachskim Aktobe - nastała jesień. Piłkarze trenera Henninga Berga snuli się długo po boisku ospale, kiksował obrońca Dossa Junior, nerwowy był Tomasz Jodłowiec, wpłynąć na obraz gry nie umiał kapitan Ivica Vrdoljak. Miroslav Radović chociaż zaczął na wysokim poziomie, zapadł się pod ziemię. Gdy po godzinie gry wypad na połowę rywala Michała Kucharczyka zakończył się golem Serba, nie pomogło to Legii przywrócić błysku z eliminacji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. W tamtych pięciu zwycięskich pucharowych meczach - szczególnie tych przy Łazienkowskiej - Legia przyzwyczaiła kibiców do efektownej gry kombinacyjnej, terroryzowała rywali prostopadłymi podaniami i nieustanną wymianą pozycji wszystkich ofensywnych zawodników. Wygrane kolekcjonowała dzięki umiejętności łamania schematów w ofensywie. Tymczasem w czwartek pod pole karne za pomocą prostopadłych podań udało się Legii przedrzeć ledwie parę razy. Nie był tak widoczny jak w poprzednich meczach duet Radović - Duda, a Michał Żyro zagrażał Belgom tylko strzałami z dystansu.

Wszystkie sześć zwycięstw z rzędu Legii w Europie łączy praktycznie ten sam skład. W drużynie grającej w rewanżu z Saint Patrick's (5:0), w dwumeczu z Celtikiem (4:1 i 2:0) oraz Aktobe (1:0 i 2:0) zmieniał się tylko jeden środkowy obrońca - kontuzjowanego Inakiego Astiza po zepchnięciu Legii do rozgrywek Ligi Europy w meczach z Aktobe zaczął zastępować Dossa Junior. Rzadką w polskiej piłce passę zwycięstw z rywalami z zagranicy zapewniła niespotykana w naszych realiach stabilizacja. I to ona odróżnia obecny zespół od drużyny Urbana z ubiegłej jesieni, który do fazy grupowej wdarł się po sekwencji remisów. Im zimniej było rok temu na stadionie Legii i im trudniejsi przyjeżdżali rywale, passa zamieniała się w serię porażek. Berg, który przed meczem przestrzegał, że Lokeren to dotąd najtrudniejszy tegoroczny rywal Legii, był w stanie porażki zamienić w zwycięstwa.

Triumf nad belgijskim zespołem - nieistotne, że w brzydkim stylu - należy docenić. Już dziesięć lat temu polskiej ekstraklasie przepowiadano, że dogoni ligę belgijską. Jak dotąd tylko Legii udało się dorównać czołówce Jupiler League - pod względem finansowym, a piątą jej drużynę na boisku ograć. Kolejny mecz Legia rozegra na wyjeździe z tureckim Trabzonsporem, który w czwartek 2:1 ograł Metalist Charków. I to będzie od czwartkowego jeszcze trudniejszy egzamin. Kolejny stopień na drodze do międzynarodowej dojrzałości mistrza Polski. Mistrza, który staje się w ekstraklasie towarem eksportowym.

Więcej o:
Komentarze (7)
LE. Legia zmogła Lokeren w Lidze Europy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX