Sport.pl

Helio Pinto przed meczem Niemcy - Portugalia: Moim rodakom brakuje agresji i napastnika

- Od małego jesteśmy uczeni podawania, ale nie odbierania piłki, i to bywa zgubne - o reprezentacji Portugalii przed meczem z Niemcami opowiada Helio Pinto z Legii Warszawa.
W poniedziałek o 18 czasu polskiego Portugalczycy zagrają z Niemcami w hicie nie tylko grupy G, ale całej fazy grupowej mistrzostw w Brazylii.

Przemysław Zych: Jakie są nastroje w Portugalii przed meczem z Niemcami?

Helio Pinto: Dominuje ciekawość. Nie ma takiej euforii jak przed turniejami na początku XXI wieku, bo dzisiaj skład reprezentacji nie jest tak wyrównany jak np. na mistrzostwach Europy w 2000 i 2004 roku. Ale w Portugalii pamięta się, że zespół dochodził do półfinałów wielkich imprez, gdy nikt na niego nie stawiał, mając trudnych rywali w fazie grupowej. Tak było w trakcie Euro 2000 [Anglia, Niemcy, Rumunia] i 2012 [Niemcy, Holandia, Dania]. Teraz znów gramy z Niemcami, ale też z Ghaną, czyli ćwierćfinalistami poprzedniego mundialu. Z kolei po tym, co Kostaryka zrobiła z Urugwajem, nikt nie będzie lekceważył USA.

Światu zaprezentujecie praktycznie ten sam zespół co w trakcie Euro 2012. Na mundialu nie ma drugiej drużyny, której skład na mecz można wytypować tak łatwo.

- Fakt, zespół nie zmienił się od mistrzostw Europy. To strategia trenera Paula Bento. Wyselekcjonował ekipę i jej ufa. W ciemno można założyć, że na środku obrony zagrają Pepe i Bruno Alves - to według mnie jeden z najlepszych bloków obronnych na świecie. W pomocy pewnie Miguel Veloso, Raul Meireles, Joao Moutinho, na skrzydłach Cristiano Ronaldo i Nani, a w ataku jak zwykle Hélder Postiga albo Hugo Almeida. Mamy dziesięciu-jedenastu piłkarzy, a reszta jest niewiadomą. Ten zespół jest bardziej doświadczony niż w ostatnim turnieju, więc wydaje się, że powinien osiągnąć więcej, ale równie dobrze może być tak, że najlepszy moment ma już za sobą.

Jak przed każdym turniejem narzekacie na brak napastnika. Paulo Bento od Euro 2012 nie znalazł nikogo lepszego od Postigi i Almeidy, którzy zawodzą na kolejnych turniejach, ale dalej grają.

- Portugalskie dzieci lubią kiwać na podwórku. Resztę Europy to może zaskakiwać, ale my wolimy dryblować, cieszyć się piłką, niż strzelać gole. A jeśli dodamy wpływ genetyki na nasz niski wzrost, to mamy odpowiedź na pytanie, skąd wynika deficyt środkowych napastników. Żałuję, że powołania nie dostał Marco Paixao ze Śląska Wrocław - ma za sobą świetny sezon.

Główny mankament zespołu znamy. Jakie są inne?

- Portugalczykom brakuje agresji w grze. Na wielkich turniejach wyjątkiem był tylko mecz 1/8 finału z Holendrami w trakcie mundialu 2006, gdy daliśmy się sprowokować [z boiska wyrzucono czterech piłkarzy obu drużyn, sędzia pokazał też szesnaście żółtych kartek]. Od małego jesteśmy uczeni podawania, ale nie odbierania piłki, i to bywa zgubne. W obecnym zespole tylko Pepe jest zawodnikiem, którego nikt nie minie. Albo jeśli nawet minie, to bez piłki. Inne mankamenty drużyny to ławka. Mamy najlepiej wyszkolonych piłkarzy na świecie, ale nie jest pewne, jak poradzą sobie rezerwowi. Spośród nich najciekawszym zawodnikiem jest William Carvalho ze Sportingu Lizbona. To odkrycie ostatniego sezonu ligi portugalskiej, być może znajdzie się w podstawowym składzie w meczu z Niemcami. Gra w bardzo dojrzały sposób jak na swój wiek. Przy tym nie kombinuje, gra prostą, ale skuteczną piłkę, świetnie przecina kontrataki rywali. Może być odkryciem mundialu.

Więcej zmartwień nie ma?

- Portugalia jest uzależniona od formy trójki: Moutinho, Ronaldo, Nani. Zdrowie Ronaldo jest kluczowe, z kolei Moutinho nie ma za sobą najlepszego sezonu w Monaco. A poza tym? Portugalia wydaje się jednak starannie przygotowana do turnieju. Zanim piłkarze przyjechali do Brazylii, dyrektor organizacyjny sprawdził ponad 20 ośrodków.



Więcej o: