Sport.pl

Serie A. Rafał Wolski: We Włoszech zrobiłem ogromny postęp

Były piłkarz Legii Warszawa krąży między młodzieżówką a pierwszą reprezentacją. Na zarzuty o słabość fizyczną odpowiada: - Już nie ma tego problemu. Nawet w klubie mówią, że bardzo się wzmocniłem - mówi Rafał Wolski, piłkarz Fiorentiny.


Jacek Staszak: Ile razy słyszałeś, że powinieneś się wzmocnić fizycznie?

Rafał Wolski, pomocnik reprezentacji U-21: - Cały czas to słyszę. Z mojego punktu widzenia to opinia na wyrost. Znam swoje ciało i wiem, czego potrzebuję. Oczywiście wzmacniam pewne cechy fizyczne, bo to jest ważne, ale nie są najważniejsze w piłce nożnej.

Selekcjoner Adam Nawałka niedawno powiedział, że tego potrzebujesz.

- Już nie ma problemu. Nawet w klubie mówią, że bardzo się wzmocniłem, więc myślę, że wszystkie kłopoty, jakie mógłbym mieć z tego powodu w piłce, są już za mną.

Rok temu, po meczu młodzieżówki z Turcją, otwarcie mówiłeś, że chciałbyś odejść z Fiorentiny. Coś się zmieniło przez ten czas?

- Pozytywnie oceniam ten sezon, który minął, choć mogłem grać więcej. Na pewno żałuję, że nie zostałem zgłoszony przez klub do rozgrywek Ligi Europa, gdzie występowali piłkarze raczej z drugiego składu. Gdybym grał, to miałbym większe szanse na pokazanie się, na złapanie rytmu meczowego. Na szczęście to już za mną. Końcówka sezonu na pewno napawa optymizmem przed następnymi rozgrywkami.

Fiorentina to klub, w którym jest naprawdę dużo środkowych pomocników. To wpływa pozytywnie czy negatywnie na rywalizację?

- Z jednej strony blokuje dostęp do pierwszej jedenastki, bo to są klasowi zawodnicy, którzy grają cały czas w silnych reprezentacjach, ale z drugiej to bardzo motywuje, jest zdrowa konkurencja. Mogę cały czas podnosić swoje umiejętności, obserwować tych piłkarzy, ich zachowania w pewnych sytuacjach. To na pewno pomaga.

Przyjęło się, że Włosi raczej często wykorzystują ustawienie z zawodnikiem na twojej pozycji numer 10, to zawsze cenieni piłkarze. Rzeczywiście tak to wygląda?

- Nie, z tego co widzę, gdy oglądam ligę włoską i widzę, w jakich drużyny są ustawieniach, to chyba nie ma tak wiele zespołów, może 2-3, które na co dzień grają z dziesiątką, reszta ma całkowicie inne ustawienia. Dziesiątka we Włoszech jest mało widoczna.



To rzeczywiście jest twoja ulubiona pozycja?

- Raczej tak, ale coraz częściej gram trochę niżej, na pozycji "numer 8", gdzie świetnie się czuję. Czasem trener ustawia mnie na skrzydle, więc jestem dość uniwersalnym zawodnikiem. Ale i tak najlepiej czuję się wtedy, gdy mam piłkę przy nodze, więc nie ma to dla mnie dużego znaczenia, na jakiej pozycji gram.

Sporo dystansu z piłką przy nodze przebiegłeś przy swojej pierwszej bramce w Serie A z Atalantą Bergamo. Co czułeś, gdy otrzymałeś podanie w połowie boiska?

- Po prostu biegłem przed siebie. Chciałem strzelić bramkę, więc podciągnąłem akcję do przodu, ale czułem, że obrońcy się zbliżają, i w ostatnim momencie dogonili mnie, więc wziąłem jednego na plecy, zrobiłem zwód, okiwałem go i strzeliłem gola. Naprawdę fajne uczucie.

Czujesz, że zrobiłeś we Włoszech postęp?

- Ogromny. Fizycznie, mentalnie czuję się lepszy, nie mogę powiedzieć, że straciłem czas we Fiorentinie. Gdy rozmawiam z trenerami, to wszyscy powtarzają, że to cały czas idzie do przodu.

Jakie są plany na najbliższy sezon?

- Na początku lipca wznawiamy treningi i będę walczył o pierwszy skład.

Największa gwiazda klubu, Giuseppe Rossi, nie dostała powołania do kadry Włoch. Pojawiły się rozmowy między zawodnikami drużyny?

- Nie, nie rozmawiałem z kolegami. Widziałem jednak komentarze i wszyscy są zaskoczeni tym posunięciem Cesarego Prandellego i w sumie ja też się zdziwiłem, bo codziennie obserwuję go na treningach i widziałem, jak ciężko harował, żeby wrócić po kontuzji na mundial. Było widać w ostatnich tygodniach, że naprawdę jest w dobrej formie - nie było różnicy między tym, co prezentował wcześniej.

Sporo Polaków teraz gra we Włoszech, a od nowego sezonu będzie ich jeszcze więcej. Do Catanii Calcio przechodzi Michał Chrapek. To dobry krok dla niego?

- To dobra drużyna, potrafili w przedostatniej kolejce wygrać nawet z Romą. Myślę, że szybko wrócą do Serie A. We Włoszech w każdym klubie jest konkurencja, nie ma sytuacji, że do grania jest tylko 12-13 piłkarzy, tylko raczej 22-23. Na pewno będzie musiał walczyć, ale będę trzymał kciuki, żeby mu się udało.

Legia sięgnęła po mistrzostwo. Jak widzisz tę drużynę pod wodzą Henninga Berga?

- Widać, że dużo pracują nad defensywą i to przynosi efekty. Jest też dużo siły w ofensywnie, po 2-3 zawodników na każdą pozycję. Gdy ja grałem przy Łazienkowskiej, to tak nie było. To plus, bo każdy podnosi swoje umiejętności i trzeba ciężko pracować, żeby być w pierwszej jedenastce.

Jak z punktu widzenia ofensywnego pomocnika wygląda Legia grająca bez napastnika?

- Bardzo ciekawie. Na pewno dla Miroslava Radovicia była to nowość, że grał jako najbardziej wysunięty zawodnik, ale on wywiązuje się z tego bardzo dobrze, strzelił kilka bramek. Można więc pozytywnie ocenić decyzję trenera, że postawił na Rado i Ondreja z przodu, ale i tak uważam, że będzie trzeba w którymś momencie wybrać klasycznego napastnika.

Więcej o: