Sport.pl

Marijan Antolović - pomyłka Legii za pięć milionów

Miał być następcą Jana Muchy, ale w ekstraklasie zagrał ledwie osiem spotkań. Legia zapłaciła za niego 2,4 mln złotych, a potem, przez ponad trzy sezony, wypłaciła mu drugie tyle pensji. - Proszę nie wspominać przy mnie jego nazwiska - denerwuje się prezes Legii Bogusław Leśnodorski pytany o Marijana Antolovicia.


Chorwat z pewnością nie zagra w dzisiejszym meczu Ligi Europejskiej z Lazio Rzym. Początek spotkania o 19. Transmisja w TVN Turbo i Canal+ Sport, relacja na żywo na zczuba.pl i sport.pl.

- Jego kontrakt to był jeden wielki szwindel - mówi o 24-letnim Chorwacie Leśnodorski. - Proszę mi pokazać, który młody bramkarz dostaje takie pieniądze na dzień dobry. On w tej chwili na pewno jest w dziesiątce naszych najlepiej opłacanych piłkarzy - dodaje prezes Legii.

Antolović, gdy przychodził do Legii w 2010 roku, dostał pensję w wysokości 12 tys. euro miesięcznie. Podpisał jednak kontrakt progresywny, który po każdym sezonie - niezależnie od liczby i poziomu występów - zapewniał mu 20-proc. podwyżkę. W tej chwili zarabia ponad 20 tys. euro. I tak będzie do końca kontraktu - latem 2014 roku.

Zarabia, ale nie gra - nawet w trzecioligowych rezerwach. Trener Dariusz Banasik przestał stawiać na Antolovicia po jesiennej porażce 1:3 z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Chorwat trenuje z pierwszą drużyną, ale na grę nie ma żadnych szans. Gdy kontuzjowany był Duszan Kuciak, w bramce stanął Wojciech Skaba, a na ławce rezerwowych siadał 20-letni Oliwer Wienczatek.

W 2010 roku Antolović, najlepszy wówczas bramkarz ligi chorwackiej, przychodził jako następca znakomitego Jana Muchy, który zmieniał Legię na Everton. - Zrobił bardzo dobre wrażenie, gra swobodnie, jest skuteczny na przedpolu - mówił trener bramkarzy Legii Krzysztof Dowhań po obejrzeniu go w Chorwacji. - To będzie przyszły bramkarz reprezentacji - miał ponoć stwierdzić ówczesny chorwacki selekcjoner Slaven Bilić.

W Legii Antolović zaczął sezon jako pierwszy bramkarz. Pechowo - w piątek 13 sierpnia 2010 roku legioniści przegrali 0:3 z Polonią przy Konwiktorskiej. Miejsce w składzie stracił po 0:3 z Lechią przy Łazienkowskiej w 8. kolejce. W kwietniu 2011 roku wrócił na spotkanie z Ruchem, też na stadionie Legii. Warszawianie prowadzili już 2:0, by po trzech szybkich bramkach Arkadiusza Piecha przegrać 2:3. Od tamtej pory między słupki wrócił Wojciech Skaba, który sezon rozpoczynał jako numer trzy i zimą miał odejść, ale Antolović i Kostiantyn Machnowski bronili tak słabo, że wywalczył sobie pozycję numer jeden.

Po przyjściu Duszana Kuciaka Antolović stał się zbędny. Zimą ubiegłego roku został wypożyczony do bośniackiego FK Borac Banja Luka, gdzie za swoje występy zbierał bardzo dobre recenzje. Później Legia zdecydowała się go wypożyczyć do Željezniara Sarajevo - tym razem na cały sezon. Cały czas wypłacała mu jednak pensję i liczyła, że może dobrą grą w Bośni zainteresuje sobą inne kluby.

Nie udało się. Latem Antolović wrócił do Legii. Obie strony chciały rozwiązać kontrakt, ale na odmiennych warunkach. Zawodnik poinformował klub, że chętnie rozwiąże umowę, ale pod warunkiem, że dostanie pieniądze, jakie zarobiłby do końca kontraktu. Dla Legii to żaden interes, dlatego Chorwat dostał odmowną odpowiedź.

- Sam stąd nie odejdzie. Jestem przekonany, że podpisał z nami kontrakt życia. W żadnym innym klubie już nie dostanie takich pieniędzy - mówi wprost Leśnodorski. - Nie mnie oceniać bramkarzy, ale słyszałem już od kilku osób, że wcześniej grał w siatkówkę plażową. Wychodziło mu to nawet lepiej, niż gra w piłkę. I to nie jest żart. Jeśli już, to dla nas, dla Legii, mało śmieszny - dopowiada.

Nikogo w Legii nie śmieszy też to, że w kwietniu 2013 roku, cztery miesiące po zwolnieniu Marka Jóźwiaka ze stanowiska dyrektora sportowego Legii, okazało się, że to właśnie on jest menedżerem Antolovicia. Jóźwiak na temat swojego piłkarza wiele mówić nie chce. - Marijan jest w Legii, ma kontrakt do czerwca i tutaj trenuje. Jeśli znajdziemy mu klub w grudniu, to pewnie odejdzie, ale w tej chwili żadnego zainteresowania nie ma.

Antolović też nie chce rozmawiać. - Porozmawiamy, ale może za tydzień, za dwa. Może coś się ruszy? - mówił we wtorek.

Na razie ruszyło się tyle, że warszawski klub porozumiał się w sprawie rozwiązania kontraktu z Marko Szulerem - słoweńskim obrońcą, który przez półtora roku zagrał w Legii 13 razy, a zarabia nieco więcej niż Antolović.



Więcej o: