Sport.pl

Pięć pytań o Urbana po meczu Legia - Apollon w LE

Chociaż Jan Urban nic nie mógł zrobić z głupią stratą piłki Michała Żyro, po której Legia straciła gola, ani nie miał jak zatrzymać Wojciecha Skaby przed niepotrzebnym wyjściem dającym okazję rywalowi do efektownego nurka, to wpływ szkoleniowca na zespół był do tej pory w europejskich pucharach niezaprzeczalny. Po porażce z Apollonem należy jednak spytać, czemu tym razem był on negatywny.
1. Dlaczego Urban zmienił wyjściową jedenastkę?

Pierwszy w tym sezonie maraton ligowy okazał się wielkim zwycięstwem Legii, która uciekła ligowej stawce i pozwoliła trenerowi wykrystalizować blok obronny. Oczywiście z Górnikiem, Jagiellonią i Śląskiem nie obyło się bez błędów, ale trzy kolejne mecze rozegrane wspólnie przez Brozia, Rzeźniczaka, Jodłowca i Brzyskiego mogły być bezcenne wobec wcześniejszych rotacji. Tymczasem z 19 spotkań tego sezonu Tomasz Jodłowiec z Dossą Juniorem zagrał na stoperze tylko 207 minut, a ostatni raz w Bukareszcie. Co było głównym argumentem Urbana przeciwko grze całkiem nieźle sprawującego się ostatnio Łukasza Brozia: jego przegrany pojedynek z Paixao w meczu ze Śląskiem, czy fakt, że szkoleniowiec ledwie raz zaufał mu w europejskich pucharach, gdy w Rumunii zastąpił Jodłowca?

Żadna ewentualność nie tłumaczy szkoleniowca Legii, bo Brzyski nawiązał całkiem dobrą współpracę z Żyro. Co więcej - z dziesięciu spotkań tego sezonu, które skrzydłowy rozpoczął w pierwszym składzie w aż siedmiu miał za plecami najlepiej asystującego obrońcę w lidze. Z Wawrzyniakiem wyszedł ledwie trzy razy w podstawowej jedenastce. We wspomnianym maratonie umiejętnie wymieniali się pozycjami, a lewa flanka była najgroźniejszą bronią Legii - przy sześciu z siedmiu strzelonych goli, asysty pierwszego lub drugiego stopnia zaliczali Brzyski lub Żyro! Jak spisał się powracający po kontuzji Wawrzyniak? Jedyne celne jego dośrodkowanie uratował przed wyjściem na aut po przeciwległej stronie Rzeźniczak, a lewy obrońca z wyjściowej jedenastki prawie najmniej celnie podawał (ledwie 68%) i jako jedyny z bloku obronnego nie zanotował żadnego odbioru i z tej czwórki zanotował najmniej przejęć oraz wybić. Urban zaryzykował, a raczej postawił na międzynarodowe obycie Wawrzyniaka, gdy zdecydowanie tego skrzydła ruszać nie powinien.

2. Dlaczego rywal był lepiej przygotowany?

Apollon doskonale wiedział, czego spodziewać się po Legii, że jest to zespół zmuszony do gry napastnikiem, który ledwo wyleczył uraz, a na pewno nie jest w pełni formy. Drużyna z Cypru mogła pozwolić sobie na ryzyko wpuszczenia przeciwnika na skrzydła i aż na 41 dośrodkowań gospodarzy, bo stoperzy blisko pilnowali Dwaliszwiliego, nie dając mu szansy na wygranie pojedynku główkowego. Zagęszczanie przedpola i szybkie podwajanie Radovicia zatrzymało kolejny z atutów Jana Urbana - Serb szalał ze Śląskiem, ale brakowało mu skuteczności. W czwartek na pustym stadionie miał niewiele czasu i miejsca, by imponować zwodami, często będąc zmuszanym przez przeciwnika do holowania piłki i odgrywania do tyłu - w całym meczu zaliczył on ledwie jedno celne podanie w szesnastkę Apollonu... 

Trener gości uczulił swoich piłkarzy, by ci w kontrach szukali prostopadłych podań między wolnych i mało zwrotnych stoperów - a Jan Urban dodatkowo ułatwił im zadanie, bo najlepszego ostatnio na tej pozycji Rzeźniczaka przestawił na prawy bok formacji obrony. Dzięki temu Apollon zagrażał Legii regularnie, a ich jedyne niecelne uderzenie to strzał z niesłusznie podyktowanej "jedenastki"... Co Legia wiedziała o słabościach rywali? Z przebiegu meczu niewiele można o tym powiedzieć, bo mistrzowie grali dokładnie tak, jak w Ekstraklasie na Piast czy Śląsk. Piłka do boku i niech skrzydłowi robią przewagę indywidualnymi akcjami - tak bowiem Jan Urban w wywiadach krótko i szczerze określa taktykę swojego zespołu.

3. Co się stało w przerwie?

Od pierwszego meczu w europejskich pucharach tego sezonu Legię "ratowały" motywacyjne rozmowy Jana Urbana w przerwie. To właśnie tam szkoleniowiec najlepiej i najbardziej wyraziście wpływał na piłkarzy. Tymczasem z Apollonem po pierwszej części meczu niewiele było podstaw do sądzenia, że trener nakaże drużynie dalszą grę w ten sposób. Owszem, Henrik Ojamaa kilka razy błysnął schodząc do środka i uderzając z dystansu, a Vrdoljak miał dwa rajdy z głębi pola, które stworzyły przewagę pod bramką rywala. Jednak najważniejszym aspektem, który Jan Urban przeoczył było to, co działo się na sam koniec pierwszej połowy - wtedy to Legia miała po raz pierwszy okazję do skontrowania rywali, a raczej wykorzystania faktu, że ich przejście z ataku do obrony jest przynajmniej niezgrabne. 

Zamiast bardziej otworzyć pojedynek i pod kontrolą oddać część dominacji (Legia miała ponad 200 podań więcej od Apollonu i 63% posiadania piłki), wręcz wpuścić na własną połowę więcej niż tylko trzech, czterech rywali, gospodarze także w drugiej połowie bili głową w coraz skuteczniej grający mur obronny. Ojamaa, Żyro i po części także Radović najlepiej atakują w pełnym biegu z otwartymi przestrzeniami, lecz w przerwie nie padła żadna komenda pozwalająca im te miejsca otworzyć, a nawet dalej sprawdzać, czy faktycznie się te okazje stworzą.



4. Dlaczego Urban tak reagował w drugiej połowie?

Chociaż Legia miała ponad trzydzieści minut, by gonić wynik, to Jan Urban dopiero w ostatnim kwadransie zdecydował się na korekty, gdy gra gospodarzy była jeszcze bardziej chaotyczna, a Apollon coraz łatwiej "czyścił" wszelkie zagrożenie. Co jeszcze dziwniejsze, dwie z trzech zmian były bardziej defensywne. Jaki bowiem zespół kończy mecz ze słabszym rywalem i goniąc wynik z dwoma lewymi obrońcami i dwoma defensywnymi pomocnikami na boisku? O ile zejście zgaszonego po przerwie Ojamy nie pozostawiało wątpliwości, o tyle wymienienie Pinto i Żyro musi zastanawiać - nie wspominając nawet o tym, jak bardzo te zmiany były spóźnione i jak niewiele czasu dały świeżym piłkarzom na wpłynięcie na losy meczu. Kucharczyk, Furman i Brzyski w sumie zaliczyli 25 kontaktów z piłką, pięć mniej niż w całym meczu miał Wojciech Skaba...

Analiza gry lewego skrzydła Legii już była, więc warto skupić się na drugiej dziwnej reakcji Urbana. Oto zdjął on Helio Pinto, zawodnika na pewno nie w najwyższej formie, ale będącego jednym z lepszych w drużynie gospodarzy. Zaliczył on najwięcej kluczowych podań w tym meczu (5), jego wszystkie długie zagrania były celne, a także miał najwięcej odbiorów z całej Legii (3). Co ważniejsze, Portugalczyk w przeciwieństwie do Vrdoljaka nie hamował zespołu, grał na jeden-dwa kontakty, szybko przenosząc akcje na skrzydła, współpracując ze skrzydłowymi, gdy Chorwat raczej szukał wyłącznie Radovicia w i tak mocno zatłoczonym środku pola. 

5. Czy Jan Urban wyciągnie wnioski?

Porażka z Apollonem na pewno jest najbardziej bolesną z wszystkich czterech w tym sezonie, bo szkoleniowiec Legii mistrzów musiał zakładać pełną pulę zdobytych punktów na rywalach z Cypru, by jeszcze liczyć się w walce o awans do kolejnej fazy. Wystawiając Juniora i Wawrzyniaka zaufał on piłkarzom grającym w pierwszych meczach europejskich pucharów. Problem w tym, że ani jego zawodnicy, ani sam Urban wraz z kolejnymi spotkaniami nie wyglądają na bogatszych o żadne doświadczenia i wnioski - jak więc liczyć na bramki i punkty? Powtarzają się te same błędy (brak schematów w ataku, zbyt wolne przejście z ataku do obrony), a do tego dochodzą kolejne niezrozumiałe decyzje trenera. Po odpadnięciu z eliminacji do Ligi Mistrzów mówiono o Lidze Europy w kontekście nauki i nabrania obycia - póki co jednak na tej lekcji najmniej pilnym uczniem jest Jan Urban. Jeśli i po Apollonie nie wyciągnie on odpowiednich wniosków, kolejnego sezonu w Europie mogą nie uratować nawet kolejne transfery Legii.



Więcej o: