Władysław Stachurski. Człowiek dwóch półfinałów - jedyny taki w Polsce

Żaden Polak nie dotarł do półfinału europejskiego pucharu jako piłkarz, a potem jako trener. Władysław Stachurski obu rzeczy dokonał z Legią. Tydzień temu zmarł na zawał serca. Miał 67 lat. W środę o 12.30 w w Katedrze Polowej Wojska Polskiego odbędzie się nabożeństwo żałobne, po którym Stachurski spocznie na warszawskich Powązkach.
W kwietniu 1970 r. Legia zmierzyła się w półfinale Pucharu Europy z Feyenoordem Rotterdam. Dwa tygodnie po bezbramkowym remisie w Warszawie pojechała do Holandii, gdzie przegrała 0:2, a Stachurski, prawy obrońca, był niemiłosiernie ogrywany przez Coena Moulijna. - Mój Boże. Taki świetny piłkarz. Nikt nie wkręcił mnie w boisko tak jak on - mówił półtora roku temu, gdy dowiedział się o śmierci Holendra.

21 lat później Legia sprawiła sensację, eliminując w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów jednego z faworytów - Sampdorię Genua (1:0 i 2:2). W półfinale odpadła po dwumeczu (1:3 i 1:1) z późniejszym triumfatorem Manchesterem United, ale po rewanżu Alex Ferguson pogratulował Stachurskiemu i przyznał, że nie spodziewał się, że Legia może zagrozić "Czerwonym Diabłom".

Nikomu w Polsce nie udało się takiego wyczynu powtórzyć.

Człowiek z Warszawy

- Po co masz być trzecim czy czwartym napastnikiem? - spytał go trener Jaroslav Vejvoda w 1966 r. gdy 21-latek przebijał się z rezerw do pierwszego składu Legii. - Jesteś szybki, silny i masz dobry strzał, ale jako obrońca będziesz miał miejsce w drużynie - dodał.

I z piłkarza, który przez całą karierę grał jako napastnik lub lewoskrzydłowy, zrobił prawego obrońcę w miejsce kończącego kilka lat później karierę w warszawskim klubie legendarnego Horsta Antoniego Mahseliego. Pewnie z czasów gry w ataku Stachurskiemu pozostało strzelanie goli. Dla Legii trafiał 21 razy, Słynął z atomowego uderzenia i częstych rajdów do przodu.

Urodził się w Piotrkowicach niedaleko Kielc, a nie w stolicy, tylko dlatego, że rodzina musiała uciekać z miasta po powstaniu warszawskim (zginął w nim jego ojciec). Po kilku miesiącach Stachurscy wrócili do miasta, nastoletni Władek grał w Skrze, krótko w SHL Kielce i znów w stołecznym klubie - w Sarmacie. 19-latka w 1964 r. wypatrzył ówczesny trener Legii Longin Janeczek i ten - powołany do wojska - trafił do rezerw Legii. W pierwszym zespole zadebiutował dwa lata później. Grał wtedy jeszcze w ataku.

- Przestawienie na nową pozycję zaakceptował - wspomina dziennikarz "Rzeczpospolitej" Stefan Szczepłek. - Ale trudno, by tego nie zrobił. Vejvoda cieszył się ogromnym szacunkiem, przecież Kazimierza Deynę też przestawił z ataku do pomocy - dodaje.

Stachurski wybitnym prawym obrońcą nie był, w reprezentacji zagrał ledwie osiem razy, co przy dorobku ówczesnych kolegów z Legii nie robi wrażenia. Ale wpasował się w zespół, w którym gwiazdami byli Deyna, Robert Gadocha czy przede wszystkim Lucjan Brychczy. Zespół, który w 1969 i 1970 r. sięgał po mistrzostwo Polski, a wiosną 1970 r. zagrał w półfinale Pucharu Europy. Nad gwiazdami Legii Stachurski miał przewagę u kibiców - był warszawiakiem, przy Łazienkowskiej czuł się jak u siebie.

- Był duszą towarzystwa. Świetnie opowiadał kawały - wspomina kolega z drużyny, później też trener Legii Stefan Białas. - Doskonale znał się z innymi sportowcami. Zresztą wszyscy się znaliśmy, bo Legia była wielosekcyjnym klubem i wszyscy dopingowali piłkarzy.

Legioniści obracali się zresztą nie tylko w sportowym środowisku. - Legię wspierali ludzie o zróżnicowanym profilu, zarówno wiekowym, jak i społecznym - tłumaczył sam Stachurski dwa lata temu w rozmowie z serwisem Legioniści.com. - Łazuka, Holoubek, Dygat, Konwicki, Morgenstern czy brygada od Hanki Bielickiej. Dla nich atrakcją były mecze, a dla nas to, że mogliśmy się spotkać z nimi po meczach czy na kolacji w Szanghaju - tłumaczył.

Białas dobrze pamięta koniec piłkarskiej kariery Stachurskiego. - To był jeden z pierwszych meczów rundy wiosennej w 1973 r. Graliśmy z Lechem... - wspomina spotkanie, w którym Stachurskiego zaatakował Jan Domino. Skończyło się zerwaniem więzadeł i zmiażdżoną łękotką. Stachurski skończył piłkarską karierę jako 28-latek.

Wynalazł Kowalczyka

W połowie lat 70. zaczął studia na warszawskim AWF-ie, jednocześnie był asystentem trenera rezerw Legii Tadeusza Chruścińskiego. Kilka lat później pomoc w prowadzeniu pierwszej drużyny zaproponował mu Brychczy. Był asystentem u niego, a potem w kadrach młodzieżowych.

Pierwszą samodzielną pracę rozpoczął w 1988 roku - pracę zaproponował mu drugoligowy, broniący się przed spadkiem Zawisza Bydgoszcz. Stachurski utrzymał drużynę w lidze, a w kolejnym sezonie awansował do ekstraklasy. Legia wezwała go do siebie.

Na sezon, ale co to był za sezon! Słabe wyniki Legii w lidze osłodził kibicom rewelacyjny występ w Pucharze Zdobywców Pucharów. Legii prawie nikt nie dawał szans w ćwierćfinałowym dwumeczu z Sampdorią. - Tylko w hotelu przed spotkaniem podeszła do nas pewna Włoszka, która błagała, byśmy wyeliminowali Sampdorię. "Bo jeśli wygrają, to całą noc nie dadzą nam spać". Władek powiedział, że dobrze. Dotrzymał słowa - mówi Ryszard Kosiński, ówczesny asystent.

W półfinale Manchester miał Legię "rozjechać", tymczasem w pierwszym meczu przy Łazienkowskiej to warszawiacy objęli prowadzenie. Choć ostatecznie przegrali 1:3. - Gmur i Cyzio to szwagrowie. Jak Cyzio strzelił gola na 1:0, to Gmur, grający w obronie, poleciał pod trybunę za bramką od Łazienkowskiej całować szwagra. Jak Manchester wznawiał grę, to Gmur dopiero wracał i był w połowie boiska. Anglicy od razu podali do Sharpe'a na lewą stronę i 43 sekundy później straciliśmy bramkę. Taki humorystyczny gol - opisywał po latach Stachurski.

W czterech meczach z Sampdorią i Manchesterem trzy gole rywalom strzelił 19-letni Wojciech Kowalczyk, który debiutował właśnie u Stachurskiego. - Władek nie mógł go wcześniej znać, bo przecież wracał z Bydgoszczy. Ale któregoś dnia zorganizowaliśmy sparing dla wyróżniających się chłopaków z warszawskich klubów. Po meczu ja, Władek i Lucjan Brychczy od razu wiedzieliśmy, że chłopak mający 182 cm, w takim gazie i z takimi umiejętnościami to rzadkość - wspomina Kosiński.

- Kilka dni wcześniej u niego w domu rozmawiali z nim ludzie z Polonii, ale nie mieli przy sobie odpowiednich dokumentów. Umówili się, że wrócą w środę. A w środę przed południem Wojtek był już nasz. Szybko wszystko załatwiliśmy, podpisaliśmy kartę zawodniczą. Gdy ludzie z Polonii zgłosili się znowu, Kowalczyk był już w Legii.

Widzew, kadra, muzyka

Stachurski odszedł z Legii już w 1991 roku, bo dostał lukratywną propozycję pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pracował tam rok. Po powrocie przez dwa sezony z grającego przeciętnie Widzewa zrobił zespół, który w 1995 r. zdobył wicemistrzostwo, tuż za Legią. Jesienią 1995 r. dostał okazję pracy z reprezentacją Polski. Zwolniono go po czterech meczach. Żadnego nie wygrał.

Wrócił do Legii, której w sezonie 1996/97 wróżono... spadek z ekstraklasy. Z zespołu, który kilka miesięcy wcześniej grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, ale później stracił mistrzostwo Polski na rzecz Widzewa, przegrywając przy Łazienkowskiej 1:2, odeszła większość piłkarzy. - Zrobiliśmy wtedy casting - co się ruszało, to żeśmy brali, bo nie było drużyny. Trzeba było ją tworzyć od początku - tłumaczył potem Stachurski.

Zebrana przez niego Legia wyeliminowała z Pucharu UEFA Panathinaikos - ten sam, który ograł ją w ćwierćfinale LM. I nie walczyła o utrzymanie. Mistrzostwo Polski straciła w przedostatniej kolejce, jeszcze bardziej dramatycznie niż rok wcześniej - przegrywając w słynnym meczu z Widzewem 2:3.

U Stachurskiego pierwszy raz dały o sobie znać problemy z sercem. Na początku sezonu, dzień przed wyjazdowym meczem pucharowym z luksemburskim Jeunesse Esch, miał zawał. Przez kilka miesięcy zespół de facto prowadził jego asystent Mirosław Jabłoński. Zastąpił go jako trener Legii po sezonie, gdy Stachurski został dyrektorem sportowym w warszawskim klubie.

Dyrektorował do czerwca 2000 r. Potem pracował już mniej - w Mazowieckim Związku Piłki Nożnej, w Okęciu. W sezonie 2003/04 wyciągał z ostatniego miejsca w tabeli Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Ale wiosną tamtego sezonu władze klubu zdecydowały, że skuteczniejszy w walce o utrzymanie będzie trener Janusz Wójcik, który potem za ustawianie meczów Świtu usłyszał kilkanaście prokuratorskich zarzutów.

Stachurski do ostatnich dni bywał przy Łazienkowskiej, trafił do Galerii Sław warszawskiego klubu. Pracował w Stowarzyszeniu Trenerów przy PZPN. - To był jeden z tych piłkarzy, a potem trenerów, z którymi bardzo dobrze się rozmawiało. Na każdy temat. Bardzo mądry facet, oczytany. A wśród piłkarzy to nie jest reguła - wspomina Szczepłek. - Wie pan, że był melomanem? Dzięki synowi, który jest bardzo dobrym skrzypkiem. Kiedyś spotkałem go na schodach filharmonii, gdy właśnie na niego czekał.

W ubiegłą środę Stachurski wybrał się do PZPN-u po bilety na mecz z Ukrainą. W drodze znów miał zawał serca. 27 marca skończyłby 68 lat.

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
5 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
6 Korona Kielce 18 29 24-22 8 5 5
7 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
8 Lech Poznań 18 27 25-23 8 3 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
13 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
14 Śląsk Wrocław 18 17 25-27 4 5 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 18 12 22-36 2 6 10

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa