Danijel Ljuboja o Serbii, młodości we Francji i grze w Legii: Czekam z tęsknotą na mistrzostwo Polski

Daniel Ljuboja

Daniel Ljuboja (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Od dziecka uważałem, że gra w piłkę to niesamowita frajda, i nic się dla mnie w tym podejściu nie zmieniło. Jeśli cieszysz się z tego, co robisz, łatwiej być dobrym - mówi w obszernej rozmowie 34-letni serbski napastnik Legii Danijel Ljuboja.
Olgierd Kwiatkowski: Czy wy, Serbowie, musicie być zawsze nr 1, jak Novak Djoković w tenisie? Wielu w Polsce uważa, że w polskiej lidze to pan jest od dwóch lat bezkonkurencyjny.

Danijel Ljuboja: Chyba nie można nas jednak porównać. Djoković uprawia sport indywidualny, ja gram w drużynie i dla drużyny. Jeśli strzelam gole, a rzeczywiście ostatnio jest ich trochę, jeśli daję radość ludziom i punkty zespołowi, to głównie dzięki kolegom z klubu.

Urodził się pan w Chorwacji, większą część życia spędził we Francji.

- Jestem Serbem, nie mam chorwackich korzeni. Mieszkałem w chorwackiej Vinkovci, ale było to w czasach Jugosławii. Pod koniec lat 80. zaczęło się tam robić gorąco. Moja rodzina, wszyscy Serbowie tam mieszkający nie czuliśmy się bezpiecznie. Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy wyjechać. Na szczęście, bo wiemy, co potem tam się stało - wybuchła wojna.

Najpierw znaleźliśmy się w Belgradzie, ale tam spędziłem tylko pół roku, potem wyprowadziliśmy się i zamieszkaliśmy we Francji, ale już z powodów sportowych.

Mentalnie mam coś z Francuza. Ten kraj wiele mi dał, całej mojej rodzinie i jestem mu za to wdzięczny. Francja jest dla mnie prawie jak Serbia, druga ojczyzna. Mam zresztą obywatelstwo francuskie.

To była odważna decyzja pana i rodziny, żeby wyjechać do obcego kraju po to, żeby uczyć się na piłkarza, i to w wieku 12 lat.

- Nadarzyła się taka okazja. Mój ojciec znał Laslo Selesza, byłego reprezentanta Serbii i zawodnika Sochaux, on polecił mnie do szkółki tego klubu. Długo na ten temat rozmawialiśmy w rodzinie, ale wiedzieliśmy, że wyjeżdżając do Francji, mogę zrobić wielki krok w przód. Ojciec nie był piłkarzem, ale znał się na futbolu i też był za tym. Znalazłem się w Sochaux, w jednym z trzech - obok Auxerre i Nantes - najlepszym centre du formation we Francji. Wyszło stamtąd wielu świetnie wyszkolonych piłkarzy.

Jeśli zakończy pan karierę, to wróci pan do Serbii czy do Francji?

- Naprawdę nie wiem. W życiu piłkarza tak trudno przewidzieć pewne rzeczy, również to, co stanie się wtedy, kiedy zakończy się grać w piłkę. Mnóstwo czasu spędzamy w podróżach, przenosimy się stale z miejsca na miejsce.

Jak pan ocenia swoją karierę we Francji?

- Zawsze mogłoby być lepiej, ale trzeba być zadowolonym z tego, czego się dokonało. Znam wielu piłkarzy, którzy zapowiadali się lepiej niż ja i niczego wielkiego nie dokonali. Uważam, że miałem niezłe futbolowe życie. Trochę brakuje mi trofeów, grałem jednak w wielkich klubach, z wielkimi piłkarzami. Zawsze, nieważne w jakim klubie, odgrywam znaczącą rolę. Trzeba wykorzystywać daną ci szansę, ja sądzę, że je wykorzystywałem.

Kiedy przechodził pan do PSG, miał pan podobno również ofertę z Atletico Madryt?

- Zainteresowało się mną Atletico, w tym samym czasie słyszałem o Barcelonie, której trenerzy obserwowali moją grę, pytali o mnie. Przez pół roku w Paryżu wszystko szło dobrze, nawet mówili o tym, że mnie Barcelona kupi. Nie wiem, dlaczego do tego transferu nie doszło, ale to już daleka przeszłość.

Teraźniejszość jest taka, że stał się pan wiodącą postacią w polskiej lidze. Nie jest pan zaskoczony, że na koniec kariery gra pan tak dobrze?

- Wcale nie. Cały czas zachowuję się profesjonalnie. Futbol to moje życie, nie tylko mój zawód. Daje mi mnóstwo przyjemności, satysfakcji. Od czterech lat praktycznie nie mam żadnych problemów ze zdrowiem. Czasami coś dzieje się z pachwiną, przez to spóźniłem się na nasz wywiad, bo musiałem wziąć masaż i doprowadzić się znowu do porządku, ale jak widać, dbam o siebie i czuję się dobrze.

Kluczem do pana formy jest właśnie ta przyjemność z gry?

- Od dziecka uważałem, że gra w piłkę to niesamowita frajda, i nic się dla mnie w tym podejściu nie zmieniło. Jeśli cieszysz się z tego, co robisz, łatwiej być dobrym. Mam nadzieję, że to jeszcze trochę potrwa i że wkrótce frajdę będę miał również z wyników mojej drużyny.

Dlaczego latem 2011 roku zdecydował się pan na Legię?

- Nie wiedziałem zbyt wiele o moim obecnym klubie. Zanim podpisałem kontrakt, miałem kilka kontaktów we Francji. Zdecydowałem się przyjechać do Warszawy. Zobaczyłem, jak wygląda stadion, baza Legii. Byłem zachwycony i długo się nie zastanawiałem. Negocjacje trwały bardzo krótko, chyba jeden dzień.

Chyba nie żałuje pan swojej decyzji?

- Absolutnie, zresztą nigdy nie miałem do siebie pretensji po podpisaniu kontraktu. Zawsze robiłem krok do przodu.

Nawet z VfB Stuttgart, w którym się panu nie wiodło?

- Dopóki był tam Giovanni Trapattoni, spędzałem tam miłe chwile, grało mi się świetnie, ale kiedy on odszedł, wszystko się skomplikowało.

Grał pan w wielkim klubie francuskim Paris Saint Germain, swoją wyrobioną markę ma w Niemczech VfB Stuttgart. Jak na tym tle sytuuje pan Legię? Prezes PZPN Zbigniew Boniek powiedział, że to klub, który w tej części Europy może być jednym z najpotężniejszych.

- PSG dopiero teraz staje się wielkim klubem. Ma ogromne ambicje, ale za moich czasów też był już na topie. Legia ma znakomite podstawy do rozwoju: stadion, świetnych kibiców, wiele pozytywnych rzeczy dzieje się wokół tego klubu.

A rozumie pan problem z kibicami? PSG też ma problemy z fanami, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek odwrócili się oni od drużyny i nie przychodzili na stadion dopingować piłkarzy.

- Nie wiem, co tutaj się z tym dzieje, ale lepiej by było na pewno, żeby kibice wrócili na trybuny i znów nas tak świetnie dopingowali, jak robili to do tej pory.

Co wy, piłkarze, zamierzacie zrobić, żeby nie stracić mistrzostwa, tak jak to się stało w poprzednim sezonie?

- Nie wolno nam spocząć, musimy ciężko cały czas pracować, jeszcze więcej niż do tej pory. Trzeba być bardzo skoncentrowanym. Jeden, dwa mecze, tracisz punkty i następna drużyna może cię dogonić. Potrzebna jest wiara, ale przede wszystkim koncentracja. Ważne, żeby dobrze znieść presję, przygotować się do tego. Nie możemy po prostu zapomnieć o żadnym szczególe.

Pan zrozumiał, dlaczego nie zdobyliście tytułu?

- Skoro inna drużyna wygrała więcej meczów niż my, to znaczy, że ona zasłużyła na mistrzostwo. Normalne, takie rzeczy zdarzają się w futbolu.

Nigdy nie zdobył pan mistrzostwa, to może być dla pana ostatnia okazja.

- Dwa razy byliśmy wicemistrzami Francji z PSG, ale można powiedzieć, że byłem prawie mistrzem, bo wywalczyłem Puchar Francji, bardzo prestiżowo tam potraktowany. Miałem pecha, trafiłem na czas, kiedy Lyon całkowicie zdominował ligę francuską. Niewielu jest więc piłkarzy, którzy zdobyli mistrzostwo Francji, bo wszystkie zgarniali gracze OL. Czekam z tęsknotą na mistrzostwo Polski.

Może teraz z trenerem Urbanem Legii będzie łatwiej o tytuł niż z Maciejem Skorżą?

- Nie chcę porównywać obu trenerów. Każdy miał swoje inne metody pracy, każdy czegoś nas nauczył. I z Maciejem Skorżą, i z Janem Urbanem pracowało mi się dobrze. To wielka przyjemność być piłkarzem pod opieką takich szkoleniowców.

Ale Jan Urban to były klasowy napastnik, pewnie lepiej pana zrozumiał?

- Dlatego na początku sezonu dużo dyskutowaliśmy na temat mojej roli w drużynie, bo pojawił się w klubie Marek Saganowski. Bardzo szybko ustaliliśmy, jaką każdy z nas, piłkarzy, ma pełnić funkcję na boisku. To było ważne. Trener Urban cały czas mówi mi o moim ustawieniu na boisku. Mam świetny kontakt, toczymy ciekawe dyskusje, one mnie inspirują.

A pan inspiruje młodych zawodników Legii, podobno zachowuje się wobec nich jak nauczyciel?

- Kiedy byłem młody, też słuchałem starszych graczy. Nie byli to znani piłkarze. Moim mentorem w Sochaux był Olivier Baudry, pewnie pan o nim nawet nie słyszał. To część zawodowego futbolu, żeby nie tylko trener, ale i kolega z boiska służył radą.

Niektórych jednak denerwuje to, że gra pan głównie z Miroslavem Radoviciem, wymieniacie między sobą podania, szukacie się na boisku.

- Dużo ludzi myśli tak samo jak ty, ale rozlicza nas boisko, a z tym, myślę, nie jest najgorzej.

A czy to nie jest podobna sytuacja jak na początku pana kariery, kiedy grał pan w Strasburgu i stworzył zabójczy duet z Mamadou Niangiem?

- Duet z Rado przypomina mi rzeczywiście duet z Mamadou. Strzelaliśmy razem gole, asystowaliśmy sobie nawzajem. Teraz dochodzi do tego jeszcze inna sprawa, jesteśmy z Miroslavem Serbami. Ułatwia to nam kontakty na boisku i poza boiskiem.

Serbowie dominują w polskiej lidze. Dlaczego tak się dzieje?

- Dlatego, że Polska nas chce. Legia mnie szukała, nie ja szukałem Legii. Z innymi piłkarzami też tak jest. Oni dobrze grają w swoich ligach, wysyłają sygnały. Tym lepiej dla nas, że lubią nas prezesi polskich klubów.

Zakończy pan karierę w Polsce czy w Serbii, a może we Francji?

- Jestem na razie tutaj. Nie myślałem dwa, trzy lata temu, że będę graczem Legii. Cieszę się z dobrego zdrowia. Jeśli klub będzie zadowolony ze mnie, będzie dla mnie wielkim wyróżnieniem, ale muszę to też udowadniać w każdym kolejnym meczu. Za wcześnie mówić, co się wydarzy. Za pół roku kończy się kontrakt, nie myślę o tym, co będzie potem. Koncentruję się na walce o mistrzostwo Polski.



Skomentuj:
Danijel Ljuboja o Serbii, młodości we Francji i grze w Legii: Czekam z tęsknotą na mistrzostwo Polski
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 15 31 25-15 9 4 2
2 Jagiellonia Białystok 15 28 26-18 8 4 3
3 Legia Warszawa 15 26 25-18 7 5 3
4 Wisła Kraków 15 25 28-19 7 4 4
5 Piast Gliwice 15 25 21-18 7 4 4
6 Korona Kielce 15 25 18-15 7 4 4
7 Pogoń Szczecin 15 22 22-18 6 4 5
8 Lech Poznań 15 21 21-21 6 3 6
9 Arka Gdynia 15 20 21-17 5 5 5
10 Wisła Płock 15 18 23-24 4 6 5
11 Zagłębie Lubin 15 17 22-26 5 2 8
12 Śląsk Wrocław 15 16 24-22 4 4 7
13 Cracovia Kraków 15 14 11-18 3 5 7
14 Górnik Zabrze 15 13 15-25 2 7 6
15 Miedź Legnica 15 13 16-32 3 4 8
16 Zagłębie Sosnowiec 15 11 21-33 2 5 8

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa