Bohater Legii, Miroslav Radović. Szybki kelner, który odbił się od dna

Radość piłkarzy Legii po zwycięstwie (w środku Radović)

Radość piłkarzy Legii po zwycięstwie (w środku Radović) (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Legia Warszawa robi furorę w Lidze Europy, a do nieoczekiwanych zwycięstw prowadzi ją Miroslav Radović - pomocnik, ale też nieoczekiwanie najlepszy strzelec drużyny. 27-letni Serb gra w Legii od pięciu lat i przeżył w tym czasie spore wzloty i upadki.
Zobacz bramki z meczu Legia-Rapid na Sport.pl »

- Nie jestem żadnym bohaterem - mówił skromnie Radović po wygranym 3:1 meczu z Rapidem Bukareszt. Ale, czy mu się to podoba, czy nie, bohaterem jest. W środę strzelił dwa gole - na 1:0 i 2:1 - i były to jego szóste i siódme trafienie w tych rozgrywkach. Legia - w dużej mierze dzięki Radoviciowi, który ostatnio znajduje się pod bramką tam, gdzie jest piłka - zapewniła sobie awans do fazy grupowej, a w T-Mobile Ekstraklasie, w której Radović strzelił cztery kolejne bramki, zajmuje drugą pozycję. Serb błyszczy tak, że niedawno dostał powołanie do reprezentacji swojego kraju.

I choć za największe postaci ligi w tym sezonie przyjęło się uważać innego legionistę Danijela Ljuboję (ma bogate CV), supersnajpera Lecha Poznań Artjoma Rudniewa (znakomite statystyki) czy strzelca Śląska Wrocław Johana Voskampa (zdobywa najważniejsze bramki), to niewielu zaprzeczy, że w tej chwili to Radović jest na największej fali, że to jego gwiazda świeci najmocniej.

Nie zawsze było jednak tak jasno.






62 minuty w Lidze Mistrzów

Radović trafił do Legii w 2006 roku - warszawski klub, ówczesny mistrz Polski, szukał prawego pomocnika, który miał zastąpić Bartosza Karwana. Legii nie udało się ściągnąć Wojciecha Łobodzińskiego z Zagłębia Lubin, ale udało się - za 800 tys. euro - 22-letniego wówczas Radovicia, który od kilku miesięcy siedział na ławce Partizana Belgrad. Serba polecał były trener Legii Dragomir Okuka, który powoływał piłkarza do młodzieżówki ówczesnej Serbii i Czarnogóry. - To szybki, zdecydowany zawodnik, przyda się Legii - mówił Okuka, ówczesny trener warszawiaków Dariusz Wdowczyk jeździł do Belgradu Radovicia oglądać, a prasa pisała, że Serbem interesowała się także Wisła Kraków.

Było się kim interesować, bo choć młody pomocnik gwiazdą serbskiego futbolu nie był, to CV miał już wówczas niezłe. Profesjonalnej piłki uczył się w Partizanie, kuźni talentów sprzedawanych potem do silniejszych lig. W Partizanie Radović rozegrał ponad 100 spotkań, w których strzelił kilkanaście goli. Zaliczył nawet epizod w Lidze Mistrzów - w sezonie 2003/04, kiedy Partizan po niespodziewanym wyeliminowaniu Newcastle United trafił do grupy z Realem Madryt, Olympique Marsylią i FC Porto, siedział na ławce w spotkaniu z Realem w Belgradzie (0:0), a w Porto, gdzie Partizan przegrał 1:2, wszedł na boisko w 38. minucie.

Bo potrzebował zmiany

Radović o transferze do Legii rozmawiał z Okuką i pomocnikiem warszawskiej drużyny Aleksandarem Vukoviciem. Dlaczego wybrał Legię? - To wielki klub, z ambicjami. Grając w Serbii, wiele o niej słyszałem. Jest szansa grać w Lidze Mistrzów. To bardzo istotne - mówił w jednym ze swoich pierwszych wywiadów w Warszawie. A na drążące pytanie dziennikarza, który wyraził zdziwienie tłumaczeniem i zauważył, że serbskie talenty wybierają raczej mocniejsze ligi niż polska, że w samym Belgradzie są dwa kluby o renomie nie mniejszej niż legijna, Radović odparł: - U was płaci się też więcej niż u nas. Poza tym miałem osobiste problemy, potrzebowałem zmiany środowiska. Ten wyjazd przyszedł w najwłaściwszym momencie.

- Jak się zareklamuję? O sobie mówić trudno. Jestem szybki. Gram na pozycji prawego pomocnika - mówił krótko i po serbsku, a jego słowa tłumaczył dziennikarzowi ówczesny obrońca Legii Veselin Djoković. Radović już wówczas uczył się polskiego, rozmówki kupił sobie już w Serbii. Po pół roku rozmawiał z polskimi dziennikarzami już bez pomocy tłumacza.

Najlepszy zawodnik Legii, odcinek 1

Radović zadebiutował w towarzyskim meczu z Celtikiem Glasgow, a "Gazeta Wyborcza" pisała: "Z tych, którzy już dostali angaż do zespołu mistrza Polski, najkorzystniejsze wrażenie wywarł Serb Miroslav Radović. Prawy pomocnik jest szybki, zwinny, a technicznie - co zrozumiałe - bliżej mu do brazylijskiej "kolonii" w Legii niż do piłkarzy znad Wisły. Kilka niezłych rajdów, pojedynków jeden na jednego i wrzutek w pole karne - mało strzałów, a jeśli już - to zbyt lekkie, by można o nim mówić jako o wykonawcy rzutów wolnych."

Przed inauguracją sezonu Serb przeżył tragedię rodzinną - zmarł mu ojciec - i w pierwszych meczach nie zrobił dobrego wrażenia. Pierwszego gola dla Legii strzelił w 3. kolejce ligi z GKS Bełchatów, ale warszawiacy przegrali ten mecz 1:2, a Radović dał już się poznać jako symulant, który efektownie upada po faulach lub bez nich. Z czasem się jednak rozkręcił, w całym sezonie strzelił sześć goli, miał aż dziewięć asyst i był najlepszym piłkarzem drużyny, która zajęła trzecie miejsce w lidze po Zagłębiu Lubin i GKS Bełchatów.

Mecz Legia - Rapid przejdzie do historii. Dlaczego?





Braki, strachy i blokady

- Trener Wdowczyk mi ufał, a ja się dobrze z tym czułem i dobrze grałem. Po zmianie szkoleniowca tak wesoło nie było - wspominał potem Radović. A do zmiany trenera doszło właśnie dlatego, że w mistrzowskiej Legii, która spadła na trzecie miejsce, wesoło nie było. Wdowczyka zwolniono jeszcze przed zakończeniem sezonu, a po krótkim epizodzie Jacka Zielińskiego trenerem został Jan Urban. Dla Radovicia nastał ciężki czas.

- U Urbana obowiązywała zasada: strata jedna, strata druga, strata trzecia i w przerwie zostawałem w szatni. To była także moja wina, bo nie grałem na miarę możliwości - przyznawał piłkarz. - Brakowało mi pewności, bałem się podejmować ryzyko, bo wiedziałem, co za to grozi - dodawał Serb, który zablokował się tak, że w trzech sezonach u Urbana strzelił ledwie 11 goli w 115 meczach. - Trener wymagał ode mnie, jako od skrzydłowego, około 10 goli w sezonie, do których powinienem dokładać siedem-osiem asyst. Nie gwarantowałem tego i o to były największe pretensje szkoleniowca - bił się w piersi piłkarz.

Transfer?

Radović grał coraz mniej i zaczęły się pojawiać doniesienia o transferze - w styczniu 2009 roku piłkarz rozmawiał z AEK Ateny, potem także z Partizanem. Grecy dawali za niego 500 tys. euro, a Serb wypowiadał się tak, jakby się żegnał z klubem: - Nie było mi w Polsce źle, ale czas na coś nowego.

Zamiast odejść z klubu Radović przedłużył kontrakt z Legią, choć o sprzedaży Serba mówiło się jeszcze w maju 2010 roku. Do transferu nie doszło, a piłkarz, po roku, myśli o odejściu z Legii tłumaczył tak: - Nie zrobiłem postępu, każdy kolejny sezon był w moim wykonaniu gorszy, na palcach jednej ręki mogę policzyć dobre mecze w tym okresie. Gazety pisały co pół roku, że odchodzę, ale naprawdę to tylko oferta z Partizana latem 2009 roku była na serio.

Do sprzedaży Radovicia nie doszło, a sytuacja piłkarza miała się niedługo odmienić...

"Pomyślałem: Koniec ze mną"

Ale nie tak szybko, nie od razu po tym, jak po sezonie 2009/10 Urbana zastąpił Maciej Skorża. - Zaczynałem u niego nie jako pierwszy czy drugi rezerwowy, ale jako jeden z ostatnich - przyznawał potem piłkarz. - Nikt się nie spodziewał, że dostanę szansę, bo do Legii przyszli nowi piłkarze. Ale niektórzy grali słabiej, niż oczekiwano, dlatego trener postawił na mnie.

Wcześniej Radović przeżył jednak najtrudniejszy moment w Legii - w 4. kolejce sezonu 2010/11, w meczu przeciwko GKS Bełchatów w Warszawie, usiadł na trybunach. - Nigdy wcześniej mnie to nie spotkało, nawet w Partizanie. Trener Skorża powiedział wtedy: "Świetnie prezentujesz się na treningach, ale nie widzę tego w meczach. Chcę dać szansę Michałowi Kucharczykowi" - opowiada Radović.

- Przegraliśmy z Bełchatowem 0:2, potem było 0:1 w Chorzowie, gdzie siedziałem na ławce. Dzień później kilku zawodników - m.in. ja - miało wystąpić w Młodej Ekstraklasie przeciwko Ruchowi. Trener uprzedził nas, że niektórzy w niej pozostaną. Gdy to usłyszałem, pomyślałem: "Koniec ze mną". Dlatego z Młodym Ruchem starałem się ze wszystkich sił, grałem z zaangażowaniem i kara mnie ominęła. Nieźle spisałem się w Lubinie, wszedłem w drugiej połowie meczu z Lechem i zaczęły się dla mnie lepsze czasy. Niedawno trener Skorża powiedział, że już widział mnie w Młodej Legii. Uratowałem się dosłownie w ostatniej chwili - wspominał piłkarz kilka miesięcy temu.

Powołanie do reprezentacji

Radović odbił od dna i poszybował w górę. Z Górnikiem strzelił gola na 2:1 w 88. minucie, z Polonią Bytom na 1:0 w 76. W całym poprzednim sezonie trafił do siatki aż dziewięć razy. - Przed rozgrywkami wiele osób mnie skreśliło i skasowało. Mówiono, że do niczego się nie nadaję. Fajnie, że się pomylili. Gram teraz tak, jak powinienem, i jak wszyscy ode mnie oczekują. Muszę trzymać ten poziom, nie mam wyjścia - mówił w wywiadzie dla "Gazety".

Poziom trzyma, obecny sezon jest dla niego rewelacyjny - Radović gra, świetnie współpracuje z Ljuboją, strzela ważne gole, wygrywa, a z nim cała Legia. Dostrzegł to trener reprezentacji Serbii Radovan Czurić - pomocnik Legii w towarzyskich meczach z Hondurasem i Meksykiem nie zagra ze względu na uraz mięśnia, ale powołanie docenia. - To dzięki bramkom w Lidze Europy - mówi Radović, który dwa lata temu odrzucił propozycję gry dla Czarnogóry. - Czuję się Serbem, grałem w serbskiej reprezentacji młodzieżowej i tak ma pozostać - mówił wtedy.

Kelner z polskim obywatelstwem?

Z Polską Radović związany jest emocjonalnie. - Mam ogromny szacunek dla Polski i Polaków. Dobrze się tu czuję, ludzie mają podobną mentalność do Serbów. Umiem mówić, uczę się pisać, choć ciągle robię za dużo błędów ortograficznych - mówi Serb, który wystąpił z wnioskiem o polskie obywatelstwo.

O Legii mówi, że ma ją w sercu, że będzie jej kibicem nawet wtedy, kiedy odejdzie z klubu. Nie ma jednak powodów, aby o tym myśleć - w 2011 roku znów przedłużył kontrakt z klubem. - Nie spodziewałem się, że spędzę w Warszawie tyle czasu. Myślałem, że po dwóch latach dobrej gry wyjadę do lepszego klubu. Stało się inaczej.

Radović, co ciekawe, z zawodu jest... kelnerem. - Skończyłem szkołę gastronomiczną w Belgradzie, miałem praktyki w restauracji, ale zapomniałem, jak się wykonuje ten zawód. Szczerze mówiąc, to nie nadawałem się do pracy kelnera. Od zawsze najlepiej umiałem grać w piłkę nożną. To jedyna praca, którą mogę wykonywać - mówi Radović.

Ostatnio wychodzi mu to świetnie.

Legia je Srbija. A Radović - rekordzista - blog Rafała Steca

Radović długo grał wczoraj bezbarwnie (jak zresztą cała warszawska drużyna), ale nadal utrzymuje skuteczność wprost zdumiewającą. Jego gol przesądził o wyeliminowaniu Gaziantepsporu, on dwoma golami podbijał Moskwę (i wyrzucał z rozgrywek pożądający trofeum Spartak), on w ostatnich sekundach zadał zwycięskie cios Hapoelowi Tel Awiw, on dwukrotnie rozprawił się z Rapidem Bukareszt. Walczy o tytuł króla strzelców, jest jedynym w ścisłej czołówce najskuteczniejszych pomocnikiem. To jego jesień, to on rozstrzygał o wszystkich pomyślnych dla Legii wynikach meczów pucharowych. Żeby znaleźć wydajniejszego piłkarza polskiego klubu w pojedynczym sezonie europejskich rozgrywek, trzeba się cofnąć o blisko dekadę... - więcej na blogu Rafała Steca

Gratuluję Legii - Trener Rapidu Bukareszt »


LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
5 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
6 Korona Kielce 18 29 24-22 8 5 5
7 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
8 Lech Poznań 18 27 25-23 8 3 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
13 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
14 Śląsk Wrocław 18 17 25-27 4 5 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 18 12 22-36 2 6 10

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa