Sport.pl

Guilherme: Nie musiałem nic udowadniać [ROZMOWA]

- Za mecz w Krakowie w 10-stopniowej skali przyznałbym nam ósemkę. Wygraliśmy i powiększyliśmy przewagę nad Cracovią, więc mamy powody do zadowolenia - mówi Guilherme.
Paweł Korzeniowski: Tydzień temu nie załapałeś się do meczowej osiemnastki na mecz z Górnikiem. W Krakowie miałeś coś do udowodnienia trenerowi?

Guilherme: Nie. Jestem jednym z piłkarzy, którzy rozegrali najwięcej meczów w tym sezonie. Przeciwko Cracovii zagrałem po raz 42. w tym sezonie. To bardzo dużo. Legia to wielki klub, w którym poza mną jest wielu innych wartościowych zawodników. Każdy z nich czeka na swoją szansę i każdy chce ją wykorzystać. To, że nie zagrałem z Górnikiem, nie było czymś nienormalnym. Każdy czasami potrzebuje odpocząć.

Z Cracovią wróciłeś do pierwszego składu i od razu strzeliłeś gola.

- Jestem dumny zarówno z siebie, jak i z moich kolegów. To był dla nas bardzo ważny mecz, który musieliśmy wygrać. Między innymi dlatego, że krakowianie są zespołem z czołówki tabeli - to nasz bezpośredni rywal w walce o mistrzostwo Polski. Dzięki sobotniemu triumfowi nasza przewaga nad nimi zwiększyła się do 12 punktów. Mamy powody do zadowolenia.

Twój strzał był jednym z dwóch celnych, jakie w sobotę oddała Legia.

- I oby tak dalej. Zawsze chcielibyśmy mieć stuprocentową skuteczność. Czasami mecz układa się tak, że masz 10 sytuacji strzeleckich, ale nie zdobywasz bramki. To frustrujące. Przeciwko Cracovii oddaliśmy dwa celne strzały i strzeliliśmy dwa gole. Wykorzystaliśmy wszystkie swoje szanse i zdobyliśmy trzy punkty. Po tym poznaje się silne drużyny.

Decydującego gola strzeliliście w końcówce spotkania dzięki agresywnemu pressingowi. To wasz największy atut w tej rundzie?

- Z całą pewnością jeden z największych. Nietrudno zauważyć, że pod względem przygotowania fizycznego przewyższamy inne drużyny w ekstraklasie. Ciężka praca, jaką wykonaliśmy na Malcie w czasie zimowej przerwy, przynosi oczekiwane efekty. Trzeba jednak podkreślić, że na dwóch obozach robiliśmy znacznie więcej rzeczy niż tylko sprinty i długie biegi. Dużo pracowaliśmy nad taktyką i mentalnością, co także pomaga nam teraz w odnoszeniu zwycięstw.

Cracovia miała być waszym najpoważniejszym testem w tym roku. Zdaliście go?

- Zdecydowanie. W 10-stopniowej skali przyznałbym nam ósemkę. Jako drużyna spisaliśmy się nieźle i co najważniejsze, zdobyliśmy trzy punkty. To cieszy tym bardziej, że graliśmy na kiepskim boisku, co nigdy nie sprzyja technicznej i dokładnej grze. A tak przecież chcemy grać.

Mimo zwycięstwa u niektórych legionistów po meczu było widać złość. Dlaczego?

- Każdy piłkarz mimo zwycięstwa zespołu ma też swoje indywidualne ambicje. Jeżeli ktoś uznał, że zawalił jakąś sytuację, to złość jest naturalnym uczuciem. Trudno wymagać od zawodnika, by po popełnionych błędach był zadowolony. U mnie działa to podobnie. Nieraz zdarzało się, że wygraliśmy mecz, ale ja nie byłem do końca zadowolony, bo w niektórych sytuacjach powinienem był zachować się lepiej. Ale błędy popełniają wszyscy - nawet piłkarze Bayernu Monachium czy Barcelony.

Co musicie poprawić przed sobotnim szlagierem przeciwko Lechowi w Poznaniu?

- Na to pytanie nie chcę odpowiadać, by nie ułatwiać zadania naszym rywalom. Musimy porozmawiać ze sztabem szkoleniowym, który za każdym razem analizuje nasze występy i pokazuje nam, co wymaga natychmiastowej poprawy. Poza tym na razie nikt z nas nie myśli jeszcze o meczu z Lechem. W środę czeka nas półfinał Pucharu Polski przeciwko Zawiszy Bydgoszcz. Mimo że to drużyna z I ligi, to nie możemy jej zlekceważyć. Na tym etapie rozgrywek nie ma już przypadkowych zespołów. O starciu z poznaniakami będziemy mogli rozmawiać od czwartku.

Za pomoc w tłumaczeniu dziękujemy Adamowi Mieszkowskiemu.



Więcej o: