Legia, czyli druga Lady Janusza Panasewicza [ROZMOWA]

Lady Pank

Lady Pank (PAWEL MALINOWSKI)

- ?Sen o Warszawie? jest świetny, to strzał w dychę. Cudowny utwór z tekstem Marka Gaszyńskiego. Nie wiem, czy jest na świecie jakiś klub, który ma piękniejszy hymn - mówi Janusz Panasewicz. Wokalista Lady Pank, a prywatnie fan Legii, serwisowi Legia.sport.pl opowiada o swojej wieloletniej miłości do stołecznego klubu.


Paweł Jędrusik: W zeszłym roku wydał pan drugi solowy album - "Fotografie". Jaka fotografia z minionego sezonu Legii utknęła panu w pamięci?

Janusz Panasewicz: Zdjęcie Dariusza Mioduskiego po drugim meczu z Celtikiem. Bardzo szanuję tego faceta, nie znam go, ale bije od niego taka dobroć, ma bardzo pogodną twarz. A po tym drugim meczu z Celtikiem, kiedy już stało się jasne, że Legia jest w tarapatach, widziałem na jego twarzy nawet nie tyle smutek, co zadumę. Taką w stylu: "Boże, co ja tutaj robię?". Wyglądał tak, jakby wciąż nie mogło do niego dotrzeć to, co się wydarzyło. Jakby ciągle sam siebie pytał: "Jak można było do tego dopuścić?".

Jak ocenia pan zarządzanie Legią?

- Jest nie najgorzej, ale chyba może być lepiej. Ciągle czytam, że Legia ma bardzo dobry rachunek biznesowy, klub ma wielki potencjał i cały czas się rozwija. Ale w mojej głowie rodzą się pytania, bo jeśli prezes Bogusław Leśnodorski uważa, że biznes "Legia" świetnie funkcjonuje, że nie ma zadłużeń, że klub zarabia na siebie, a wszystko jest przejrzyste i profesjonalne, to dlaczego drużyna gra słabo w piłkę? Radości kibiców póki co nie ma. A to też w takim biznesie powinno być istotne.

Jest pan bardzo rozgoryczony postawą Legii w minionym sezonie?

- Trudno jest mi nawet zebrać myśli. Tym bardziej jest mi żal, bo przecież wszyscy widzieliśmy, jak Legia rozpoczęła sezon. Ta drużyna grała naprawdę ładną piłkę, chciało się na to patrzeć. Nie raziła mnie ta rotacja składem w pierwszych meczach. Było to zrozumiałe, bo w końcu jeśli w klubie jest 25 zawodowych piłkarzy, to trzeba z nich korzystać.

W którym momencie pierwszy raz coś pana zaniepokoiło?

- Na początku roku 2015 roku, podczas meczu na Łazienkowskiej z Jagiellonią Białystok. Akurat wtedy byłem oburzony składem, jaki wystawił Henning Berg. Przecież Jagiellonia to jest drużyna grająca dobrą, techniczną piłkę, z którą naprawdę trzeba się liczyć. Widziałem, jak bardzo na Legię jest zmotywowana, a Legia ją zlekceważyła. Wyglądało to tak, że jedna drużyna grała w piłkę, a druga nie wiedziała, co się z dzieje. I właśnie to zlekceważenie Jagiellonii [Legia przegrała 1:3] skończyło się, jak się skończyło. To był dla mnie taki pierwszy sygnał, że jest jakiś problem.

Jesienią problemów w Legii pan nie widział?

- Nie. Ta drużyna grała fajnie w piłkę. Nawet jak Mirek Radović łapał jakieś drobne kontuzje, to bez niego w składzie też chłopaki sobie radzili. Legia miała swój charakter, grała szybko, po ziemi, dobrze funkcjonowały skrzydła. Potem coś w tych pomysłach Berga przestało funkcjonować.

Co konkretnie?

- Wydaje mi się, że Norweg popełnił serię błędów. Ten, który spowodował całą katastrofę, wydarzył się w Amsterdamie. Oczywiście mam tu na myśli sytuację z Mirkiem Radoviciem. Wszyscy byli zaskoczeni, że nie gra - kibice, piłkarze, dziennikarze. Nie dowiemy się, jak Legia z Ajaksem zagrałaby z Radoviciem w składzie, ale czuję, że on by tam strzelił przynajmniej jednego gola. Nie zagrał, nie strzelił i ktoś, kto o tym zdecydował, powinien sobie zadać wtedy pytanie: czy chcemy przejść Ajax, czy ważniejsze są moje osobiste ambicje? W takim klubie, jak Legia w d... trzeba schować swoje ambicje. Poza tym "Rado" po prostu należało się to spotkanie - za te wszystkie lata, za serce, które oddał tej drużynie.

Po meczu w Amsterdamie trener Berg stwierdził, że Radović nie zagrał, bo był już myślami w Chinach, nie byłby w stanie pomóc drużynie.

- Bzdura! On kocha to miasto, kocha ten klub. Jasne, wiadomo było, że wyjeżdża, ale jestem pewien, że w tamtej chwili nie myślał o pieniądzach. Wystarczyło usiąść z nim w jakimś gabinecie i tak normalnie, po ludzku się dogadać. Powiedzieć: "Miro, pomożesz nam dziś, a jutro lecisz do Chin, bo taka jest twoja decyzja". Mirek, wiedząc, że to jego ostatni mecz w Legii, oddałby całe serce na boisku.

Aż przykro było patrzeć, jak nie siedzi nawet na ławce, tylko gdzieś tam na trybunach. Jak to zobaczyłem, to wysłałem mu nawet SMS-a, żeby mu głowy nie zawracać: "Mirek, trzymaj się, jestem z tobą. Jesteś ważnym piłkarzem, a twoje wybory to jest twoje życie".

Odejście Radovicia podzieliło kibiców. Duża część z nich nie potrafi zrozumieć decyzji o tym, że odszedł z Legii.

- Czytałem różne fora internetowe. Ludzie pieprzą bzdury, bo nikt z krytykujących Radovicia nie był w jego sytuacji. Jestem pewien, że każdy z tych mądrych zza monitora zrobiłby tak, jak on. "Rado" jest piłkarzem, ale ma też trójkę dzieci i musi myśleć o swojej przyszłości. Jakby miał 24 lata, nie miał rodziny, to jestem przekonany, że by tutaj został.

Jego odejście dla losów sezonu było kluczowe?

- Tak. Wcześniej, nawet jak Rado był kontuzjowany, to ten jego duch towarzyszył drużynie i nawet jak nie grał, to wszyscy wiedzieli, że Miro patrzy i czuwa. Później doszła do tego kontuzja Ondreja Dudy, który przecież jest świetnym zawodnikiem. I tak kawałek po kawałku Legia traciła swoje atuty, gubiła styl. Wciąż jednak nie rozumiem jak Legia, mając taki potencjał - w sensie budżetu, miasta, kibiców - nie potrafi przynajmniej na kilka lat zbudować wokół siebie radości. Przez chwilę jest dobrze, żeby za chwilę znowu było źle. Nawet to odejście Radovicia... Do cholery! Przecież pracują tu jacyś ludzie! Muszą wiedzieć, że jak odchodzi taki gracz, to trzeba w tym momencie na jego miejsce kogoś sprowadzić. Owszem, przyszedł Michał Masłowski. Bardzo go lubię, ale liczyłem, że się lepiej zaaklimatyzuje. Widziałem wiele jego meczów, jak grał w Zawiszy i potrafił tam w pojedynkę wygrywać mecze. Może to kwestia psychiki? Tam był kapitanem, szefem drużyny, a w Legii jest jednym z wielu.

Któregoś z legionistów jest pan w ogóle w stanie pochwalić za ten sezon?

- Tak - Michała Kucharczyka. Wszyscy wiemy, że raz mu mecz wyjdzie lepiej, raz gorzej, ale w poprzednim sezonie nie gubił jakoś drastycznie formy. I przede wszystkim walczył. Miał naprawdę genialne momenty. Ale to wszystko. Po takim sezonie trzeba przede wszystkim krytykować.

Kto zawiódł najbardziej?

- Za wynik rozliczać trzeba trenera. Skoro Orlando Sa od początku strzelał bramki, to dlaczego potem siedział na ławce? Nie mogę zrozumieć, co się stało, że tak dobrzy obrońcy jak Łukasz Broź i Bartek Bereszyński zgubili formę. Nagle jeden i drugi przestali grać w piłkę. Czy trener tego nie widział? W ciągu kilku miesięcy goście tracą swoje atuty i nikt nie szuka przyczyn? Przecież to są zawodnicy na poziomie reprezentacyjnym! Kolejny - Michał Żyro i ta jego lewa noga... Mój Boże, przecież to jest piłkarz Legii, a moi synowie, którzy mają po osiem lat, lepiej przyjmują od niego piłkę. Przecież to są podstawy futbolu, a jemu w każdym meczu piłka odskakuje na półtora metra. Mógłbym tak wymieniać dalej, ale to już teraz nie ma sensu.

Co było najbardziej bolesnym doświadczeniem w minionym sezonie - przegrane mistrzostwo, odejście Rado czy sprawa Bereszyńskiego?

- Myślę, że jednak Bereszyński, bo to był cios poza piłkarski. Kiedy wygrywasz z Celtikiem, jak chcesz, i się nagle dowiadujesz, że ktoś ci kradnie marzenia przez błąd w biurze, a nie na boisku, to musisz się czuć paskudnie. Mirek z kolei to jest kawał historii Legia ostatnich lat, to też był ogromny cios. Konsekwencją tych dwóch spraw jest właśnie przegrane mistrzostwo.

Proszę wymienić czterech ulubionych piłkarzy Legii - po jednym z każdej formacji - zaczynając od bramkarza.

- Uwielbiałem Jacka Kazimierskiego, z którym znamy się osobiście. Ale przecież był też Artur Boruc, wcześniej Władek Grotyński, który był tu kierownikiem wszystkich kierowników (śmiech). Jednak sportowo i z przebiegu kariery stawiam na Boruca. Zresztą Legia miała zawsze świetnych bramkarzy - "Fabian", Kuciak, Janek Mucha, Wojtek Kowalewski. Warto o każdym wspomnieć, bo to zawodnicy z najwyższej półki.

Obrońca?

- Tu wskazałbym na kogoś ze starszych czasów. Świetni byli Feliks Niedziółka, Władek Stachurski... No i oczywiście Jacek Gmoch, bym zapomniał! Na szefa obrony wybrałbym jednak Stachurskiego.

Pomocnik?

- Nie będę oryginalny. Już ten film "Być jak Kazimierz Deyna" oglądałem chyba ze trzy razy i za każdym razem się wzruszam. I to właśnie Deynę bym umieścił na pierwszym miejscu. Rozrywkowy, dowcipny facet. Ale na wyróżnienie zasługują też oczywiście Leszek Pisz, Bernard Blaut, Lesław Ćmikiewicz.

Atak?

- Janusz Żmijewski, Robert Gadocha, Tadeusz Nowak, Mirek Okoński, który tu przyszedł z Poznania... Jest w czym wybierać. Dobrze wspominam tamte czasy, bo Legia wtedy była drużyną zabawową. Nigdy nie zapomnę, jak ktoś, kiedyś Okońskiego spytał: Mirek, ty podobno dwa dni nie spałeś, bo tak balowałeś. A on tylko odparł z uśmiechem: No cóż, stolica, ładny kawałek miasteczka! Bardzo też ceniłem Czarka Kucharskiego, z którym do dziś mamy kontakt. Tak, z ostatnich lat, stawiam właśnie na niego.

Kazimierski, Kucharski, Radović - zna pan się lepiej jeszcze z jakimiś innymi legionistami?

- W Warszawie mieszkam już ponad 30 lat, więc zawsze kogoś się poznawało. Pamiętam czasy, jak z Maćkiem Murawskim chodziliśmy do Guinnessa na Koszykową. Wszyscy tam wtedy przychodzili, włącznie z prezesem Bońkiem. Oglądaliśmy zawsze jakieś mistrzostwa, ważniejsze mecze czy to reprezentacji, czy Ligi Mistrzów. Jak były mistrzostwa w Korei i Japonii, to mecze leciały od samego rana. A że to był bar z piwem, to ja zawsze przynosiłem z domu jajka, by chłopaki na śniadanie zjedli jajecznicę. Świetne czasy. Byliśmy wtedy jedną wielką rodziną, mnóstwo osób tam wpadało, i piłkarze, i ekipa z Canal Plus. Cudowna atmosfera plus dla mnie dodatkowo fajna odskocznia, by spotkać się z ludźmi nie z mojej branży.

Na koncertach Lady Pank pojawiali bądź pojawiają się jacyś piłkarze lub trenerzy?

- Jak najbardziej. Mirek Radović był kilka razy w klubach i na juwenaliach. Ale pamiętam też taki fajny koncert w Stodole, na który wpadli Tomek Sokołowski i Aco Vuković. Zrobili nam niespodziankę i przynieśli dla mnie i dla Janka koszulki Legii. Zresztą Tomek Sokołowski to też piłkarz, z którym kolegujemy się do dziś.

Czy pamięta swój pierwszy mecz na Łazienkowskiej?

- Oj, to były dawne czasy. Wydaje mi się, że to był 1983 r. Na pewno istniał już zespół Lady Pank. To był mecz ligowy, nie wiem przypadkiem, czy nawet Legia nie grała wtedy z Lechem. Pamiętam na pewno, że na mecz zabrał mnie kolega Marek Grabowski, który jest pasierbem Roberta Gadochy. Byliśmy większą grupą, nawet był z nami Janek Borysewicz.

Czy ma pan jakieś ulubione miejsce na trybunach?

- Na starym stadionie ze wspomnianym Markiem siadaliśmy zazwyczaj na "krytej" na sektorze C lub D. Na nowym stadionie nie mam jakiegoś jednego miejsca. Zazwyczaj idziemy jakąś większą ekipą i tam gdzie nam się trafią bilety, to tam siadamy.

Na nowej "Żylecie" pan był?

- Nie miałem okazji.

Wracając do wątków muzycznych, za hymn Legii uznaje się "Sen o Warszawie" - to dobry wybór?

- To jest świetne, strzał w dychę! Cudowny utwór z tekstem Marka Gaszyńskiego. Nie wiem, czy jest na świecie jakiś klub, który ma fajniejszy hymn. Nigdy nie mogłem za to do końca zrozumieć Korony Kielce, bo tam śpiewają piosenkę Marka Grechuty "Dni, których nie znamy". No i rzeczywiście nie znają tych dni, bo nigdy nie wiadomo, czy będą grali w ekstraklasie (śmiech).

Podjęlibyście się napisania z Lady Pank takiego hymnu dla Legii, gdyby była taka potrzeba?

- Dalibyśmy radę. Janek Borysewicz ma łatwość w pisaniu takich stadionowych piosenek, które niosą. Myślę, że zagrałby takie akordy, które stworzyłyby piękny hymn. Myślę, że nie byłby to dla nas problem, ale nikt nam tego nie zaproponował. Zresztą, przypadek Legii jest specyficzny, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł dziś napisać coś lepszego niż "Sen o Warszawie".

Jakieś akcenty legijne pojawiają się na waszych koncertach?

- My w ogóle kiedyś graliśmy koncert na Legii, to był chyba jakiś Puchar Polski. To był taki krótki, 15-minutowy występ, w przerwie meczu. Scena była za bramką od strony Myśliwieckiej. W Warszawie jest zawsze mnóstwo osób, którzy wiedzą, że kibicuję tej drużynie, ale pamiętam też koncerty w Szczecinie, na których nasi fani byli w koszulkach Legii, pozdrawiali mnie pokazując "eLki". Mam też sygnet z herbem Legii, który, co ciekawe, dostałem od kolegi z Krakowa.

Te "eLki" pojawiają się, gdy gracie "Stację Warszawa".

- Tak. Ale to jest piosenka nie tyle o samej Warszawie, co o samotności. Pamiętam, że raz zrobiło mi się przykro. Kilka lat temu oglądałem mecz Legii z Lechem i tamtejsi kibice wywiesili flagę ze zburzoną Warszawą, na której widniał tekst naszej piosenki: "Zniknie Warszawa tak jawa, jak sen". Było mi bardzo smutno i nawet powiedziałem kiedyś w Poznaniu na koncercie, że nie zagramy tej piosenki właśnie z tego powodu. Głupie dorabianie ideologii do piosenki, która jest przecież o Poznaniu, Gdańsku, Krakowie czy jakimkolwiek innym mieście.

W przyszłym roku mamy 100-lecie klubu. Czego życzyłby pan sobie z tej okazji?

- Niestety, już jedno marzenie się nie spełni. Strasznie wierzyłem w Ligę Mistrzów na to 100-lecie. Ale nic, ja jestem cierpliwy, poczekam. Dlatego życzę sobie i wszystkim związanym z klubem, odzyskania mistrzostwa i gry zespołu, która będzie improwizowana, lekka i ładna dla oka. Żeby dzieciaki nosiły koszulki z nazwiskami piłkarzy Legii, a nie Messiego, Neymara czy innych gwiazd futbolu.

Zobacz też:

Komentarze (10)
Legia, czyli druga Lady Janusza Panasewicza [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • Kamil Kowalski

    Oceniono 46 razy 22

    to jest coś!
    Niewielu ludzi z branży rozrywkowej, identyfikuje się tak wyraźnie z jakimś klubem.
    to niesie niebezpieczeństwo, że w pewnych miastach mogą nie chcieć ich słuchać.
    Dlatego tym większy szacun i nie chodzi tu jedynie o to, że to kibic Legii, ale , że potrafi być tak wyrazisty i identyfikujący się z niepopularną tak naprawdę opcją w Polsce

  • old.kibol

    Oceniono 25 razy 7

    Wywiad fajny. Ale dziennikarz widać, że słoik.

    "Scena była za bramką od strony Myśliwieckiej. "

    Jakby był z Warszawy, to by poprawił. Takie czasy...

  • starsza10

    0

    Czy to jest ten muzyk, który onegdaj w czasie koncertu się obnażył, czy też go nieumyslnie z kimś innym pomyliłam (bo przecież ten rozbieralski był z Lady Pank, czy też mnie pamięć myli?)?

  • pingwinzielony

    Oceniono 14 razy 0

    Darek Dziekanowski

  • dzieuchy

    Oceniono 22 razy -10

    TRochę mam w dupie komu kibicuje jakiś emerytowany pseudo gwiazdor kiepskiej popeliniastej kapelki.

  • forestfc

    Oceniono 21 razy -13

    ales sobie Janusz ciulaty klubik wybral do kibicowania....ale przynajmniej chlop przyznal sie ze zaczal tym pryszczom kibicowac jak mial ponad 20 lat...znyczy nie wyssal milosci do klubu z mlekiem matki tylko jak 90% kibicow Legii taki z niego sztuczny kibic...dorabiany...ale nie martw sie Janusz...kazdy w zyciu ma jakiegos pecha...u Ciebie trafilo na legie

  • kakaowe-oko-1

    Oceniono 18 razy -14

    Panas jaki wstyd! A ja za tobą! Janek Borysewicz za to lubi Śląsk, to już lepiej!

  • habib78

    Oceniono 38 razy -20

    Ale, dlaczego ten tekst jest na głównej? Nie ma w Polsce drugiej tak faworyzowanej przez media drużyny. Nie kibicuję im nawet w pucharach i gdzieś mam rnakingi bo jak pojawi sie w Polsce świetn ekipa to też nie będzie się ogldać na to czy ma współczynnik 17 czy 17,1.
    Możecie minusować, ala ja się cieszylem jak chlopak ze Śląska kładzie ją na kolana:).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2017/18

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lech Poznań 32 58 50:24 16 10 6
2 Jagiellonia Białystok 32 57 49:38 17 6 9
3 Legia Warszawa 32 57 44:32 18 3 11
4 Wisła Płock 32 53 45:37 16 5 11
5 Górnik Zabrze 32 50 58:48 13 11 8
6 Korona Kielce 32 48 45:40 12 12 8
7 Zagłębie Lubin 32 46 40:34 11 13 8
8 Wisła Kraków 32 45 43:39 12 9 11
9 Cracovia Kraków 32 43 42:41 11 10 11
10 Arka Gdynia 32 40 40:37 10 10 12
11 Śląsk Wrocław 32 37 38:49 9 10 13
12 Pogoń Szczecin 32 35 36:48 9 8 15
13 Lechia Gdańsk 32 34 41:52 8 11 13
14 Piast Gliwice 32 31 29:40 6 13 13
15 Bruk-Bet Termalica 32 29 33:56 7 8 17
16 Sandecja 32 28 30:48 5 13 14

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa