Sport.pl

Od szorstkiej przyjaźni do małżeństwa z rozsądku [KOMENTARZ]

Szorstka przyjaźń Henninga Berga z Orlando Sa powinna zamienić się w małżeństwo z rozsądku. W sobotnim meczu z Pogonią Portugalczyk po raz kolejny zapewnił Legii zwycięstwo i trzyma ją przy życiu w walce o mistrzostwo Polski.


Legia - Jagiellonia. Ostatnia minuta doliczonego czasu gry. Paweł Gil dyktuje rzut karny dla gospodarzy. Na murawie spore zamieszanie, wściekli goście wykłócają się z sędzią i rywalami. W tym czasie, gdzieś z boku Orlando Sa trzyma już w rękach piłkę i szykuje się do "jedenastki". Trafia, ze szczęścia pada na murawę, po chwili wyściskują go koledzy z drużyny. Mecz kończy się skromnym, ale bardzo ważnym dla Legii zwycięstwem.

Pogoń - Legia trzy dni później. Mistrzowie Polski mają sporo okazji do strzelenia bramki, ale nie sprzyja im szczęście - w poprzeczkę trafiają Tomasz Brzyski i Tomasz Jodłowiec. Kwadrans przed końcem wciąż jest bezbramkowy remis, Legii taki scenariusz w żadnym przypadku nie satysfakcjonuje. W końcu akcję ze środka wyprowadza Ondrej Duda, podaje w pole karne, a w zamieszaniu piłka trafia pod nogi Orlando Sa. Ten strzela tuż przy słupku, futbolówka wpada do siatki obok wściekłego bramkarza Pogoni. Legia znów wygrywa po ciężkim boju, który równie dobrze mógł się zakończyć stratą punktów. I znów po golu Sa. Dzięki niemu Legia wciąż gra o mistrza.

Być może 27-letni Portugalczyk nie należy do tytanów pracy. Z tego powodu z pewnością nie jest też ulubieńcem szkoleniowca. Być może jest indywidualistą, sprawia wrażenie egocentryka, nie pasującego do zespołu samotnika. Być może.

Jednak na boisku, gdzie przede wszystkim ma udowadniać swój profesjonalizm, jest w ostatnich meczach niezastąpiony. I nie tylko dlatego, że strzelał w nich gole. Był po prostu jednym z najlepszych piłkarzy swojego zespołu. Wykorzystywał atuty - zastawienie, grę z pierwszej piłki, dobrą grę głową, szukanie strzeleckich okazji. Odzyskał w nich zaufanie kolegów. Czy nagle może okazać się liderem, którego od momentu odejścia Miroslava Radovicia rozpaczliwie poszukuje Legia?

Być może Henning Berg zaczyna sobie zdawać z tego sprawę. Sa nigdy nie był jego faworytem, obaj od początku wspólnej pracy przy Łazienkowskiej nie pałali do siebie zbytnią sympatią. - Nie musimy być przyjaciółmi - powiedział w końcu Portugalczyk. Berg do niedawna uparcie pomijał go w swoich wyborach, wolał stawiać na Marka Saganowskiego. Ale w końcu zrozumiał, że jeśli chce dać sobie i swojej drużynie szansę na obronę tytułu, powinien na Orlando Sa postawić zdecydowanie. W meczu z Jagiellonią najskuteczniejszy legionista zagrał w pierwszym składzie po raz pierwszy od 27. kolejki, wystąpić w lidze dwa razy z rzędu od pierwszej minuty zdarzyło mu się w tym sezonie tylko trzykrotnie.

Bo napastnik Legii najlepiej gra wtedy, kiedy odczuwa wsparcie - i trenerów, i kolegów z zespołu. Kibiców także - w niedawnej sondzie internetowej został wybrany przez fanów Legii na najlepszego piłkarza sezonu. Można odczytać to jako gest ich poparcia dla portugalskiego piłkarza.

Po meczu z Jagiellonią miała miejsce symboliczna scena. Orlando Sa podszedł do Berga przybić mu piątkę. Norweg piątki mu nie przybił, ale wręcz go przytulił. W trakcie meczu w Szczecinie też często nagradzał go brawami, po meczu podziękował za dobrą grę. Ich szorstka przyjaźń powoli zamienia się w małżeństwo z rozsądku. I może wcale nie jest przesądzone, jak sugerowały plotki o odejściu Sa, że potrwa ono tylko do końca sezonu?

Więcej o: