Od pianina do koszykówki, czyli w co gra Marcel Wilczek z koszykarskiej Legii [ROZMOWA]

PRZEMEK WIERZCHOWSKI

- Po powrocie z treningu słucham muzyki klasycznej, odpręża mnie to. Może dlatego na boisku ciężko wyprowadzić mnie z równowagi? - zastanawia się koszykarz Legii Marcel Wilczek.


Skrzydłowy Legii w rozmowie z Legia.sport.pl opowiada o przebiegu kariery, pasji do muzyki i planach na przyszłość.

Piotr Wesołowicz: Dlaczego spotykamy się po treningu koszykarskim, a nie po próbie muzycznej?

Marcel Wilczek: Rzeczywiście, muzyka to moja wielka, choć trochę skryta pasja. Skryta, bo póki gram w koszykówkę, to chcę w pełni wykorzystać swoje możliwości i czas. Ale nie ukrywam, że po zakończeniu kariery chciałbym zająć się muzyką bardziej poważnie. Dlatego może za 5-6 lat będziemy już rozmawiać nie o koszykówce, ale o zbliżającym się koncercie.

Skąd twoje zainteresowanie muzyką?

- Rodzice dbali o nasz - mój i mojego rodzeństwa - rozwój. Chcieli, byśmy mieli szerokie horyzonty i spróbowali w życiu różnych rzeczy. Dlatego oprócz gry w koszykówkę czy tenisa ćwiczyłem też grę na pianinie. Na początku trochę z przymusu, ale szybko się w tym instrumencie, i w ogóle w muzyce, zakochałem. Od tamtego momentu muzyka towarzyszy mi przez cały czas. Nie mam wybitnego głosu, zdecydowanie lepiej śpiewa moja siostra i brat, ale kiedy jest okazja, to lubię pośpiewać, np. na imprezach czy podczas karaoke. Lepiej wychodzi mi gra na pianinie. To mój ulubiony instrument. Bardzo podoba mi się saksofon czy gitara, ale jak słyszę w jakimś utworze pianino, to odpływam. Zamykam oczy i palcami wystukuję melodię.

W którym momencie podjąłeś decyzję o tym, że muzyka schodzi na bok i koncentrujesz się na sporcie?

- Dość późno, bo w liceum, gdzie dostałem się do klasy sportowej. Pojechaliśmy na zawody do Wrocławia, bodaj nazywała się to liga Sprite'a, i po pierwszym meczu podszedł do mnie trener MKS Wrocław i spytał, czy nie chciałbym dołączyć do zespołu. Zgodziłem się, bo bardzo mi się kosz spodobał. Poza tym miałem odpowiedni wzrost, szybko urosłem do dwóch metrów. Postawiłem na koszykówkę. Po szkole wsiadałem do autobusu, dojeżdżałem na wieczorny trening do Wrocławia, a po nim wracałem 25 km do Trzebnicy. W domu byłem późnym wieczorem. Ale zaangażowałem się, zacząłem traktować koszykówkę poważnie.

Muzyka pomaga ci w grze w koszykówkę?

- Uspokaja mnie. Mam w domu organy, i choć czasami jestem zmęczony treningiem i nie mam siły do nich usiąść, to jednak zdarza mi się dla relaksu coś zagrać. Lubię też słuchać muzyki klasycznej. Puszczam wieczorami Vivaldiego, odpręża mnie to. Może dlatego na meczu ciężko wyprowadzić mnie z równowagi? Czasami zdarzają się przecież ostre sytuacje, ale zagryzam wtedy zęby i staram się być opanowany.

Co na boisku jest twoją największą zaletą?

- Wszechstronność. Nie mam jednej czy dwóch rzeczy, w których jestem najlepszy, ale wiele elementów wykonuję na wysokim poziomie. Mogę grać i pod koszem, i na obwodzie. Potrafię walczyć o zbiórki i blokować piłki, ale mogę też wyjść na obwód i rzucić za trzy.

Czemu nie udało ci się zaistnieć w Tauron Basket Lidze?

- Miałem do niej dwa podejścia. Za pierwszym razem, w 2012 roku, trafiłem do Rosy, gdzie trenerem był Mariusz Karol. To on przekonał mnie do przeprowadzki, mówił, że widzi dla mnie miejsce w Rosie. Ale byłem tam tylko przez chwilę. Zaczęła się liga, a ja wciąż czekałem na swoją szansę. Zagrałem kilka meczów, ale to były epizody. W końcu dowiedziałem się, że klub ze mnie rezygnuje. Padły nawet słowa, że się nie sprawdziłem. Ale jak mogłem się sprawdzić, grając po pięć minut?

Stamtąd trafiłem do Startu Lublin. Po roku gry w pierwszej lidze klub wykupił dziką kartę i szykowaliśmy się do gry w ekstraklasie. Na początku sezonu zagrałem dwa mecze, moim zdaniem całkiem niezłe. Nie robiłem błędów, rzucałem punkty, zbierałem. Na inaugurację graliśmy ze Stelmetem Zielona Góra, a ja kryłem Davida Troutmana, czyli koszykarza z euroligowym doświadczeniem. I wydaje mi się, że od niego nie odstawałem. Ale to było na tyle. Przed sezonem przyszło do drużyny ośmiu nowych graczy. Ze starej, pierwszoligowej ekipy zostało czterech. Trener wolał postawić na tych, których sam sprowadził do Lublina. Ja czułem się bardzo dobrze fizycznie i psychicznie, byłem gotów na rywalizację. Ale znów nie dostałem prawdziwej szansy.

To dla mnie ciężki temat. Czuję, że jestem w stanie grać na solidnym poziomie w ekstraklasie. Jestem pracowity, cały czas się szkolę, zostaję po treningach. Dwa razy się nie udało, ale mam nadzieję, że dostanę jeszcze trzecią szansę i w końcu ją wykorzystam. Stać mnie na to.

Może więc trzecią szansę otrzymasz w Legii?

- Jeśli będzie taka możliwość, to oczywiście. Chcemy w tym sezonie dojść jak najwyżej.

Opowiesz o okolicznościach transferu do Warszawy?

- Pierwsze sygnały o zainteresowaniu ze strony Legii dostawałem już podczas gry w Lublinie. W tym samym czasie czekałem jeszcze na sygnał ze Szczecina, z Wilków Morskich. Tam również byli mną zainteresowani, a i ja chętnie bym się do Szczecina przeprowadził, bo stamtąd jest moja żona. Czekałem jednak na konkrety. Minął jeden tydzień, drugi, ale nikt się nie odzywał. W końcu odpowiedziałem, że nie mogę czekać i zdecydowałem się przejść do Warszawy. Nie ma co ukrywać, że w decyzji pomógł mi mój przyjaciel Łukasz Wilczek, który też przyszedł do Legii w trakcie sezonu. Nakreślił mi, na co mogę liczyć, opowiedział o całym projekcie. Uznałem, że się przydam i podjąłem decyzję o grze w Legii. Nie żałuję. Trafiłem do drużyny, w której grają fajni ludzie. To była dobra decyzja.

I znów grasz w jednej drużynie z Łukaszem.

- Rzeczywiście, jakoś tak się składa, że w tej koszykarskiej karierze często na siebie trafiamy. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w Zielonej Górze, jak mieliśmy po 21 lat. Ja już grałem tam od jakiegoś czasu, Łukasz przyszedł na testy. Przedstawił się, okazało się, że mamy to samo nazwisko... Śmiejemy się, bo w każdym kolejnym klubie, w którym razem gramy, ludzie pytają nas, czy nie jesteśmy rodziną. Nie jesteśmy, ale jakieś pokrewieństwo dusz jest, mimo że mamy zupełnie inne charaktery. Najlepiej dogadujemy się na boisku. Łukasz bardzo dużo widzi, dużo rozumie, wie jak się zachować na parkiecie. Nie ukrywam, że czasem zrobiłby lepiej, gdyby oddawał więcej rzutów, ale on zawsze szuka okazji do podania.

Warszawa to w trakcie twojej kariery już szósta przeprowadzka.

- Nawet nie liczyłem... Ale rzeczywiście, tych miast, które zwiedziłem w trakcie gry, było już sporo. To dla mnie jednak świetne doświadczenie. Nigdy nie ograniczam się tylko do gry w koszykówkę. Z nowego miejsca staram się czerpać jak najwięcej - poznać miasto, okolice, ale przede wszystkim ludzi. Zresztą w ten sposób poznałem swoją żonę. Spotkaliśmy się, kiedy ja grałem w Sokole Łańcut, a ona w Rzeszowie. Połączył nas więc wschód Polski, czego kompletnie się nie spodziewaliśmy, bo ja jestem z Wrocławia, a moja żona ze Szczecina

A jak się odnajdujesz w stolicy?

- Pochodzę z niewielkiej, 15-tysięcznej Trzebnicy, w trakcie kariery też raczej trafiałem do mniejszych miejscowości, dlatego przeprowadzka do Warszawy to dla mnie spory przeskok. Ale bardzo mi się tutaj podoba, choć na razie nie miałem wiele czasu na zwiedzanie. Na razie ograniczam się do Bemowa, gdzie mieszkam i gdzie trenujemy z drużyną.

Z miejsca stałeś się czołowym zawodnikiem nie tylko w Legii, ale też w całej pierwszej lidze.

- Początki w Warszawie były dla mnie ciężkie. Sportowo, bo musiałem nadrabiać zaległości treningowe z Lublina, gdzie pod koniec zabroniono mi ćwiczyć z zespołem. Z drugiej strony miałem nieuporządkowane sprawy prywatne. Przez pierwsze dwa tygodnie szukałem mieszkania, nie mogłem do końca odnaleźć się w nowym dla mnie mieście. Byłem wkurzony, rozbity, męczyły mnie dojazdy. Ale jak w końcu mogłem skupić się na treningu, to udało mi się wejść na swój poziom gry.

Na co stać Legię w tym sezonie?

- Mamy bardzo duży potencjał, którego na razie nie potrafimy w pełni wykorzystać. Stać nas naprawdę na wiele, ale gramy na 60-70 proc. swoich możliwości. Czasem na treningach wygląda to tak, że ręce same składają się do oklasków. Ale jak przychodzi mecz, to gdzieś wszystko ulatuje. Może to kwestia koncentracji albo motywacji? Nie wiem. Mam nadzieję, że przełamiemy się w najważniejszym momencie, czyli w play-off.

Teraz, na kilka kolejek przed końcem sezonu zasadniczego, jest ostatni gwizdek na wyeliminowanie błędów. Jeśli wskoczymy na taki poziom, na jaki realnie nas stać, będziemy wygrywać mecz za meczem. Zresztą myślę, że gdybyśmy od początku sezonu grali i trenowali w tym składzie, jaki teraz mamy, to nie zajmowalibyśmy piątego miejsca w tabeli, a może nawet pierwsze.

W sobotę czeka was wyjazdowy mecz z twoim były klubem Sokołem Łańcut.

- Bardzo się cieszę, że jedziemy do Łańcuta, bo mam do rozdania zaproszenia na wesele. A mówiąc całkiem poważnie, świetnie wspominam grę w tym mieście. Spędziłem tam dwa i pół roku i był to taki okres, w którym moje umiejętności najbardziej się rozwinęły. Zostawiłem tam sporo znajomych, z którymi do dziś utrzymuję zażyły kontakt. Fajnie będzie ich wszystkich zobaczyć. Można powiedzieć, że wracam tam do swojego drugiego domu. Co do samego meczu, to liczę, że w końcu przełamiemy się i wygramy na wyjeździe.

Komentarze (1)
Od pianina do koszykówki, czyli w co gra Marcel Wilczek z koszykarskiej Legii [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • Grzegorz Gibki

    0

    Duże dłonie koszykarza i klawiatura instrumentu muzycznego - jak najbardziej pożądany duet, z poczuciem rytmu, też nie powinno być problemów - dwutakt i te inne sprawy :)
    keyboard-nauka. blogspot

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 19 36 31-18 10 6 3
3 Jagiellonia Białystok 19 32 33-28 9 5 5
4 Piast Gliwice 19 30 26-22 8 6 5
5 Wisła Kraków 19 29 33-28 8 5 6
6 Korona Kielce 18 29 24-22 8 5 5
7 Pogoń Szczecin 19 28 26-23 8 4 7
8 Lech Poznań 18 27 25-23 8 3 7
9 Arka Gdynia 19 24 27-25 6 6 7
10 Zagłębie Lubin 19 24 30-30 7 3 9
11 Cracovia Kraków 19 24 18-20 6 6 7
12 Wisła Płock 19 19 27-34 4 7 8
13 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
14 Śląsk Wrocław 18 17 25-27 4 5 9
15 Górnik Zabrze 19 17 23-33 3 8 8
16 Zagłębie Sosnowiec 18 12 22-36 2 6 10

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa