Sport.pl

Rafał Makowski, czyli obrońca wychowany na Legii

Henning Berg w trybie awaryjnym zabrał go na obóz do Turcji, a potem już normalnie na drugie zgrupowanie do Hiszpanii. - Moim marzeniem jest zostać w tej drużynie na stałe - mówi 18-letni obrońca Rafał Makowski.


W piątek legioniści, w ostatnim zimowym sparingu przed startem rundy wiosennej, przegrali z Dnipro Dniepropietrowsk 1:3. Henning Berg postawił w tym meczu na zmienników, piłkarzy wracających po kontuzjach oraz młodych zawodników.

Z tej ostatniej grupy najlepiej wypadł Makowski. Młody obrońca grał skoncentrowany, nie bał się podejmować odważnych decyzji, pomagał też na prawej obronie Bartoszowi Bereszyńskiemu w pojedynkach z Jewhenem Konopljanką i Nikolą Kaliniciem.

- Mimo że przegraliśmy, to uważam, że nie wypadłem źle. Dnipro to dobra drużyna, która tak jak Legia gra na wiosnę w 1/16 finału Ligi Europy z Olympiakosem Pireus - powiedział po meczu Makowski, który do 62. minuty tworzył parę stoperów z Inakim Astizem, a później z Mateuszem Wieteską.

Dorastał z Legią

Makowski w sierpniu skończył 18 lat, ale i tak na obozie w Sotogrande jest piłkarzem - obok Norberta Misiaka i Jakuba Rzeźniczaka - który najdłużej gra i trenuje w Legii. Na Łazienkowską Makowski trafił w 2004 roku. I jak sam teraz mówi - trafić musiał. - Od małego grałem w piłkę, a w domu wszyscy od pokoleń kibicowali Legii. Dosłownie cała rodzina: dziadek, tata, mama, bracia. Wszyscy chodzili na mecze - wymienia.

To właśnie jego o dwa lata starszy brat Michał, który teraz jest asystentem trenerów Przemysława Chojonowskiego i Przemysława Łagożnego w jednej z drużyn Akademii (z rocznika 2008), ponad 11 lat temu poinformował siedmioletniego Rafała o tym, że trafi na Łazienkowską. - Przyszedł do mnie do szkoły i powiedział: "Młody, za chwilę będziesz miał testy w Legii".

Młody Rafał w Legii przebijał się przez wszystkie szczeble juniorskiej piłki. Zanim został środkowym obrońcą, był napastnikiem, a następnie środkowym pomocnikiem. - Każdy małolat chciał strzelać gole. Ja nie byłem inny, też mnie ciągnęło do przodu - mówi.

- Na przełomie szkoły podstawowej i gimnazjum przez trzy miesiące urosłem jednak 15 centymetrów. I mój ówczesny trener z juniorów Marcin Pawlina postanowił wtedy cofnąć mnie do obrony - dodaje Makowski, który teraz mierzy 191 cm wzrostu.

Telefon dzwonił i dzwonił...

W ubiegłym roku - po dziesięciu latach spędzonych w juniorach - Makowski trafił do rezerw. Jesienią w trzeciej lidze, według opinii trenerów Jacka Magiery i Krzysztofa Dębka, był najlepszym zawodnikiem drugiej drużyny. To jednak było za mało, by w styczniu normalnie pojechać na obóz z pierwszą drużyną.

Do Turcji Makowski - razem z Filipem Karbowym - dotarł w trybie awaryjnym. Zwolniły się bowiem dwa miejsca, bo do Polski wcześniej musieli wracać kontuzjowani Ivica Vrdoljak i Tomasz Brzyski. - To był niedzielny poranek. Do mojego pokoju wparował mój tata, obudził mnie i powiedział, że mam się pakować, bo dzwonił do niego mój menedżer, który powiedział, że wieczorem mam być w Turcji - opowiada Makowski.

- Nie mogłem w to uwierzyć. Od razu spojrzałem na swój telefon, a tam kilkanaście nieodebranych połączeń m.in. od trenera Magiery i kierownika pierwszej drużyny Konrada Paśniewskiego. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że to może być prawda - dodaje.

Michał Żyro jak rodzina

W Turcji Makowski zagrał w jednym sparingu z Karabachem Agdam (0:2). Po trzech dniach wrócił do Polski. - Jeszcze na lotnisku w Stambule dowiedziałem się, że polecę z Legią na drugi obóz do Hiszpanii. Byłem przeszczęśliwy - opowiada.

W Sotogrande Makowski mieszka w pokoju z Robertem Bartczakiem, ale najbliżej mu do Michała Żyry, z którym dorastał w Piasecznie. - Można powiedzieć, że to taka moja dalsza rodzina - mówi Makowski. - Z Michałem znamy się od najmłodszych lat. Poznaliśmy się na turniejach halowych, gdzie nasi ojcowie razem grali w drużynie futsalowej - wyjaśnia i od razu zaznacza: - Co nie znaczy, że teraz w Hiszpanii biegam do niego z każdą głupotą. Chrztu w Legii faktycznie nie miałem, ale z tego co wiem, to nie Michał mi to załatwił. Po prostu nie miał go nikt z młodych - śmieje się.

Kilka dni temu Legia zgłosiła Makowskiego do rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy. Na razie większość osób go chwali, dostrzega duże postępy, ale w Legii byli w ostatnich latach równie oddani wychowankowie, którzy wielkiej kariery na Łazienkowskiej nie zrobili. Choćby Mateusz Cichocki, Aleksander Jagiełło czy Michał Kopczyński.

- Jestem już tyle lat w tym klubie, że nauczyłem się do wszystkiego podchodzić spokojnie. Chciałbym zostać w pierwszej drużynie na stałe. To moje marzenie. Robię wszystko, by je spełnić, ale nie podpalam się. Na razie się cieszę, że mogę tu trenować i nabierać doświadczenia - kończy Makowski.

Legia w Hiszpanii przebywać będzie do wtorku. Pierwszy mecz o stawkę zagra 12 lutego - na wyjeździe ze Śląskiem w ćwierćfinale Pucharu Polski. Trzy dni później zmierzy się u siebie w lidze z Jagiellonią, a 19 lutego zagra na wyjeździe z Ajaksem w 1/16 finału Ligi Europy.

Więcej o: