Sport.pl

Trójki, czwórka "Czarnego Endrju" oraz świetni zmiennicy. Tak Legia rozbiła Znicz [OBSERWACJE]

Koszykarze Legii rozbili Znicz Pruszków 97:68 w 15. kolejce pierwszej ligi. Znicz miał niezłe pomysły, ale Legia miała szerszy skład, świetną skuteczność i dżokerów - analizuje Łukasz Cegliński ze Sport.pl.


Legia trójkami stała

Legię przez długie momenty meczu trójki ratowały, aż w końcu dały jej przewagę i wygraną. Gospodarze wykorzystali aż 17 z 37 prób, co dało im 46 proc. skuteczności. To znakomity wynik, szczególnie w porównaniu z pierwszym zeszłorocznym spotkaniem na Torwarze - z Basketem Piła legioniści trafili w styczniu 2014 roku tylko pięć z 34 rzutów za trzy. Teraz, po długiej przerwie, choć także czterech treningach w dniach poprzedzających spotkanie ze Zniczem, było zdecydowanie lepiej.

Trójki Legii były niejako wymuszone przez Znicz - pruszkowianie momentami kryli strefą, by wypchnąć rywali spod kosza, kosztem dania im większej swobody na dystansie. I legioniści to wykorzystali - wszyscy. Z dystansu trafiało aż dziewięciu zawodników, rzutów nie oddali tylko środkowi Cezary Trybański i Damian Cechniak. A taki Łukasz Wilczek, który dotychczas w sezonie wykorzystał ledwie 23 proc. prób z dystansu, trafił w sobotę cztery z sześciu rzutów.

Bohater drugiego planu

Najwięcej punktów zdobył najlepszy w sobotę wszechstronny Arkadiusz Kobus (21 punktów, 10 zbiórek, cztery asysty), z dystansu trafiali Łukasz i Marcel Wilczek (14 i 15 punktów), dobry impuls z ławki dali w pierwszej kwarcie Mateusz Bierwagen (w sumie 16 punktów) i Michał Kwiatkowski, ale kto wie, czy nie najważniejszą akcję meczu wykonał Andrzej Paszkiewicz.

W 27. minucie Znicz - po dobrym początku trzeciej kwarty - prowadził 53:47. Paszkiewicz, doświadczony, sprytny rzucający, który na boisku pojawił się niewiele wcześniej, dostał piłkę na obwodzie i szybko złożył się do rzutu. Zdołał wypuścić piłkę, zanim wpadł na niego Marcin Kowalewski ze Znicza. Rzut był celny, a sędziowie odgwizdali faul podkoszowego z Pruszkowa. Paszkiewicz wykorzystał rzut wolny, doprowadził do wyniku 52:53 i dał impuls drużynie, która końcówkę trzeciej kwarty wygrała 12:6.

Warto też dodać, że Kowalewski, który w momencie faulu na Paszkiewiczu miał na koncie 18 punktów, zszedł zaraz później z boiska. Potem na nie wrócił, ale swojego dorobku już nie powiększył. Można powiedzieć, że "Czarny Endrju", jak przedstawia się na Twitterze rzucający Legii, nie tylko odrobił straty, ale też wytrącił Zniczowi groźną broń z ręki.

Cztery punkty, które Paszkiewicz zdobył w tej akcji, były jego jedynymi w meczu. Ale jakże ważnymi.

Słabi zmiennicy Znicza

O rezerwowych Legii już pisałem, ale warto napisać - i policzyć ich punkty! - jeszcze raz: Kobus, Bierwagen, Kwiatkowski, Paszkiewicz, Cechniak i Bartłomiej Ornoch w sumie zdobyli aż 51! Zmiennicy Znicza - ledwie 11. I m.in. dlatego pruszkowianie przegrali - podstawowi zawodnicy Legii zaczęli słabo, Znicz prowadził 21:9, ale kiedy trenerzy Piotr Bakun i Michał Spychała wprowadzali kolejnych rezerwowych, rosła przewaga Legii.

Tacy gracze jak Kobus i Bierwagen na ławce to skarb. W Zniczu brakuje nie tylko koszykarzy takiego pokroju, ale po prostu zmienników solidnych, którzy zagrają na podobnym poziomie jak pierwszopiątkowi. A Kamil Czosnowski, Filip Put i Damian Tokarski - gracze młodzi, jeszcze niezbyt doświadczeni, tego nie gwarantują.

Znicz przegrał, ale miał pomysły

Legia wygrała wysoko, ale w gruncie rzeczy nie zaskoczyła niczym poza skutecznością z dystansu. Z drugiej strony - czy musiała zaskoczyć? Legioniści wygrywają, gdy wykorzystują swoje liczne atuty. W sobotę, mając zacieśnioną strefę podkoszową, przenieśli ciężar gry na obwód. Ze świetnym efektem.

Natomiast Znicz, który tylu atutów nie ma, musiał kombinować. I momentami to się gościom udawało. Pruszkowianie zaczęli od pułapek defensywnych podczas obrony na całym boisku - goście próbowali podwajać Łukasza Wilczka lub wyprowadzającego piłkę Michała Aleksandrowicza, co kilka razy skutkowało tym, że piłkę na środku boiska dostawał Trybański. I nawet jeśli jej nie tracił, to akcja Legii się opóźniała, była chaotyczna, nie przynosiła efektów.

Dzięki takim akcjom Znicz prowadził na początku meczu, dzięki tym pomysłom w defensywie osiągnął sześć punktów przewagi w trzeciej kwarcie. Efekty przynosiła też obrona strefowa, która przede wszystkim ograniczyła w ataku Trybańskiego (ledwie jeden oddany rzut z gry!). Ale te dobre momenty były zbyt krótkie, by zagrozić Legii.

Co dalej?

Legia po dwóch wygranych z drużynami z czołówki - Miastem Szkła Krosno i teraz Zniczem - musi pójść za ciosem. Takie zwycięstwa budują, a Legia się odbudowuje, jeśli chodzi o zdrowie. Kolejni gracze leczą kontuzje, Marcel Wilczek, który do zespołu dołączył jako ostatni, jest coraz lepszy. W najbliższy piątek legionistów czeka trudne wyjazdowe spotkanie z rozpędzającym się Zagłębiem Sosnowiec, ale dla Legii nie powinno być spotkań, których nie można wygrać.

Natomiast Znicz rundę rewanżową rozpoczął od dwóch porażek i od czołówki się oddalił. Czy przełamie złą serię? W sobotę pruszkowianie zagrają u siebie z silnym Sokołem Łańcut i dopiero potem mają dwa teoretycznie łatwiejsze spotkania u siebie - z GTK Gliwice i Astorią Bydgoszcz. Tylko czy w przypadku Znicza i wyrównanej ligi można mówić o łatwiejszych spotkaniach?

Więcej o: