Sport.pl

Muzeum Legii u szewca z Pragi, który zawsze siada na "żylecie"

- Jak jestem na stadionie, zawsze siadam wśród młodych, na trybunie, gdzie się śpiewa i dopinguje. I tylko się śmieję w duchu, że taki zgred na "żyletę" chodzi - mówi Ryszard Wieteska, szewc z Pragi i zagorzały fan Legii.


Chodniki otaczające Dworzec Wileński są gwarne i zatłoczone. Pełne przechodniów spieszących do pracy, bezdomnych, handlarzy lewymi papierosami. Kilka kroków dalej, za ulicą Wileńską, cichną. W swoich sprawach chodzą tędy niemal tylko tutejsi. Dąbrowszczaków, Brechta, plac Hallera. Kamienice i bramy, które późną nocą lepiej omijać, bo można w nich stracić "dychę albo i jedynkę".

Przy Inżynierskiej, naprzeciwko dawnego kina Syrena i warsztatu samochodowego pana Skotarka, w kwaterce na kilka metrów wciśniętej między kawiarnię a bramę kamienicy swój zakład szewski ma Ryszard Wieteska - prażanin z urodzenia, w swoim fachu specjalista jakich mało. Jego wnętrze przypomina klubowe muzeum Legii. Nie tak piękne jak to przy Łazienkowskiej, ale niezwykle bogate. Każda rzecz ma tu swoją osobną historię. Są flagi, szaliki, figurki, imponująca liczba wlepek, historyczne zdjęcia, na których do obiektywu uśmiechają się legendy klubu - Lucjan Brychczy, Kazimierz Deyna, Edward Szymkowiak.

***

Był listopadowy chłodny wieczór, tuż po Wszystkich Świętych. Siąpił deszcz. Staliśmy przed zakładem pana Wieteski, a nad głowami mieliśmy szyld zakładu - z datą otwarcia i charakterystyczną "eLką" - znakiem kibiców Legii. W środku byli klienci.

Pan Andrzej, mieszkaniec Pragi od 75 lat, dopala papierosa. Wspomina lata młodości, gdy razem z kapelą w knajpie Pod Strzechą czarował swoim śpiewem pół okolicy. Z szewcem Wieteską znają się od lat, razem chodzili na mecze przy Łazienkowskiej. Pamięć ma już słabą, ale we wspomnieniach utkwiły smakowite szczegóły. A może to już tylko legendy? Jak to bramkarza Grotyńskiego posadzili w areszcie na Białołęce, ale wypuścili na ważny mecz. Albo jak Kazik Deyna trafił z połowy boiska przy 80-tysięcznej publiczności Stadionu Dziesięciolecia.

Na kilku metrach kwadratowych warsztatu stoją dwie maszyny, w tym jedna wiekowa niemiecka łaciarka Stingera, regał z butami, krzesełko, na którym siadają goście. Jest też lada, przy której pracuje pan Ryszard. Wszystko przyozdobione w barwy Legii, od podłogi po sufit.

***

- Jak człowiek się stara, to i ludzie przychodzą - opowiada między jednym klientem a drugim pan Ryszard. - Kogo stać na lepsze buty, to i nie żal mu do naprawy oddać. Ale i takie od Chińczyków też przynoszą. Kupili, to przecież nie wyrzucą, prawda? A czy dobry but, czy z byle czego, to praca przecież jednakowa. Trzeba zrobić dobrze. No i jakoś się to kręci, człowiek się nie daje.

Miałem osiemnaście lat, jak poszedłem szkolić się na szewca. Do szkoły cholewkarskiej na Staliningradzkiej. Znaczy się dziś Jagiellońskiej. Teraz mam 62, to ile to już będzie? Wychodzi na to, że 44 lata w zawodzie.

Bo u nas to było rodzinne. Ojciec szewcem nie był, ale jego bracia już tak, i to z pokolenia na pokolenie. Teraz też syna kształcę, pracujemy razem. Kiedyś pewnie przejmie interes po mnie, jak ja przejąłem lata temu po panu Włodarskim. To był dopiero fachowiec. Zacząłem szkolić się u niego, będzie 25 lat temu. Już przeprowadziłem się z Inżynierskiej na Wileńską. Pan Włodarski robił tu nowe obuwie, ale nie miał już zdrowia, bo to już wtedy był starszy pan. I ja z nim wszedłem w spółkę. Robiłem cholewki, szyłem. A kiedy podupadł na zdrowiu, przejąłem zakład.

Wlepki, flagi, smycze, szaliki. Zakład szewski tętni Legią! [ZDJĘCIA]


***

Rozglądam się po zakładzie. Nad głową pana Ryszarda wiszą herby zaprzyjaźnionych z Legią klubów - Pogoni, holenderskiego Den Haag, Zagłębia Sosnowiec, Olimpii Elbląg. Na ścianie wielka panorama miasta w barwach Legii: zielono-biało-czerwonych. Szkło w regale z butami pokryte jest wlepkami. Na ścianach wiszą szaliki, pamiątkowe zdjęcia, są kufle upamiętniające wszystkie mistrzowskie tytuły, pięknie malowana figurka Kazimierza Deyny.

- To moje "muzeum" zaczęło się od tej panoramy - opowiada Ryszard Wieteska. - Już parę lat tu pracowałem. Powiesiłem parę flag, zdjęcie, ludzie zaczęli kojarzyć, że jestem kibicem. A kiedy po śmierci pana Włodarskiego mój dobry kolega, co pomagał przy remoncie lokalu, zaproponował, że taką piękną panoramę mi namaluje.

Robi wrażenie. W legijnych barwach, na pół ściany. Widać ją z ulicy. - Potem już poszło. A to jeden klient przyniósł szalik, drugi wlepkę - mówi pan Ryszard. - Bo klientów to ja mam głównie legionistów.

***

Pytam o zdjęcie zawieszone na jednej ze ścian. Jest na nim złota jedenastka z 1969 r. - Moja drużyna! - ożywia się pan Ryszard. - Znam wszystkich na pamięć. Władysław Grotyński, Władysław Stachurski, Feliks Niedziółka, bracia Blautowie, Janek Pieszko. Sami polscy zawodnicy, a trener Czech. Jak oni wtedy grali!

Doszliśmy wtedy do półfinału Pucharu Europy. W ćwierćfinale z Galatasaray było 1:1 na wyjeździe, Pieszko strzelił. No, a w Warszawie dwie "Kici" Brychczy i wygraliśmy 2:0! Półfinał z Feyenoordem musiałem zobaczyć. Na pogrzeb dziadka nie pojechałem, a na stadionie byłem. No, ale nie poszło. Pamiętam, błoto takie było, piłka stawała w miejscu, Stawarkiewicz miał jakąś sytuację na gola. Nie poszło, a mogliśmy wygrać - zamartwia się tak, jakby mecz skończył się nie pół wieku temu, a wieczór wcześniej.

***

- Bo ja na Legię chodzę od małego - tłumaczy. - To była czwarta czy piąta klasa podstawówki, zabrał nas jeden ze starszych chłopaków, taki zapalony kibic z Pragi. Legia grała z Górnikiem, Lubański nam dwa gole strzelił. Ale który to był rok, tego sobie nie przypomnę.

Łepek byłem, nawet nie łapałem, o co w tej piłce chodzi. Ale jedno wspomnienie z tamtego meczu zostało. Niemożliwy tłok. Na "żyletę" weszło 10 tys. ludzi, dwa razy więcej, niż miejsc było. Ławki stawiali na bieżni żużlowej, a i tak jeden drugiemu na kolanach siadał. Choć na wyjazdach było inaczej. Bo też jeździliśmy, oczywiście, ale nie tak jak dzisiaj, że w tysiąc osób. Sześciu nas było góra. Milicja zaczepiała, z dworca przeganiała, ale było spokojnie, człowiek nie chodził na żadne awantury. Żeby na mecz jechać i się awanturować? Nie do pomyślenia.

***

- Dzień dobry, są już wlepki? - do warsztatu wpada nieduży chłopak.

- Nie ma, jutro będą - odpowiada pan Ryszard.

Mieszkańcy okolicy wiedzą, że jest zapalonym kibicem. Starsi przychodzą tu powspominać, młodsi porozmawiać o Legii, a dzieciaki przybiegają po wlepki. W dniu meczu kibice z Pragi, ubrani w jednakowe białe koszulki z herbem klubu i dzielnicy, zbierają się właśnie pod zakładem pana Wieteski i stąd ruszają na stadion. Starsi, jak pan Ryszard, i młodzi, a czasem i całe rodziny. - Ja też córkę i syna Legią zaraziłem, oni już nawet swoje dzieci na stadion zabierają - cieszy się pan Ryszard.

***

Robi się późno, za oknem już dawno ciemno, pada jeszcze mocniej. Pan Andrzej zbiera się do domu. A gospodarz spieszy się z robotą, żeby zdążyć przed wieczornym meczem, przecież nie opuszcza żadnego od lat. Zaraz pod zakładem zaczną zbierać się kibice, a jeszcze trzeba wrócić do domu, pobyć z żoną. - Ale małżonka wie, że dla mnie piłka zawsze na pierwszym miejscu. Jak tylko zmianę w pracy kończyłem, od razu na Legię biegłem. Nieraz się śmieje, że jak chce gdzieś ze mną wyjść, to nie mam w co eleganckiego się ubrać, ale koszulka na mecz zawsze się znajdzie - i się uśmiecha.

Na koniec, zamykając lokal na kłódkę, pokazuje coś jeszcze. Tatuaż na przedramieniu. Oczywiście z herbem Legii. - Prezent na 61. urodziny. Rok temu dostałem taki od chłopaków z Pragi. Kibic to musi być kibic!

Zdjęcie Adidas Bluza męska Legia Warszawa CW HOODY G72038 Zdjęcie ADIDAS CZAPKA zimowa LEGIA WARSZAWA G72025 Zdjęcie Adidas Legia Warszawa koszulka treningowa lw22
Adidas Bluza męska Legia Wa... ADIDAS CZAPKA zimowa LEGIA ... Adidas Legia Warszawa koszu...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o:
Komentarze (6)
Muzeum Legii u szewca z Pragi, który zawsze siada na "żylecie"
Zaloguj się
  • diwad78

    Oceniono 43 razy 41

    Szacun. Pozdrowienia z Poznania!

  • sgd1981

    Oceniono 34 razy 32

    takich wiecej z kultura z honorem

  • humistyk

    Oceniono 27 razy 19

    Legia - Pogoń ! ta zgoda trwa - choć nieoficjalnie !

  • wube1957

    Oceniono 17 razy -11

    Pan szewc nie ma pamięci co sam przyznał więc nie pamięta że wszystkie bramki z Galatasaray strzelił Lucjan Brychczy , a piłkarz o nazwisku " Stawarkiewicz " nigdy w Legii
    nie grał a zwłaszcza w meczu z Feyenoordem . Pewnie mial na myśli Malkiewicza ktory rzeczywiście mial " setkę " ale piłka stanęła w błocie. A red Wesołowicz jest leniem że tego nie chciało mu się sprawdzić

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX