Sport.pl

Dlaczego wygrali, dlaczego przegrali? [10 OBSERWACJI PO ZNICZ - LEGIA]

Niepojęta przemiana Mateusza Bierwagena i brak dojrzałości Legii vs. boiskowy szaleniec Damian Tokarski oraz lepsza obrona Znicza w drugiej połowie - obserwacjami z czwartkowego meczu w Pruszkowie, w którym Znicz pokonał Legię 72:69 w drugiej kolejce I ligi, dzieli się Łukasz Cegliński ze Sport.pl.


1. Na takie spotkanie liczyłem! To prawda, że nie stało ono na najwyższym poziomie, że momentami straty i faule zabijały płynność gry, ale przecież koszykówka to nie tylko ładne akcje, to także emocje i fabuła czy też trwające po kilka, kilkanaście minut meczowe opowiastki. A tych było wiele - skuteczny Mateusz Bierwagen, Michał Aleksandrowicz trafiający ważne trójki (także tuż przy ławce Znicza, na której siedział przez lata), przedwczesne zejście z boiska Marcina Kowalewskiego (faule) i Damiana Janiaka (kontuzja), trwająca kilka akcji rywalizacja Kamila Czosnowskiego z Michałem Kwiatkowskim, pozytywnie szalony i skuteczny Damian Tokarski, zacięta końcówka, która mogła potoczyć się inaczej, wielka radość Znicza, wielka złość legionistów...

Tak, na taki mecz liczyłem. Po nieco ponad 11 latach od ostatniego spotkania o punkty między drużyną z Pruszkowa i Legią, po dwóch obiecujących sparingach (103:98 dla Legii po dogrywce i 87:85 dla Znicza), byliśmy w czwartek świadkami zaciętego, "gorącego" meczu. Pruszkowianie wygrali go 72:69 [RELACJA Z MECZU] i po dwóch kolejkach mają bilans 2-0. Legia, choć zagrała dużo lepiej niż w Krośnie, musi pogodzić się z 0-2.

2. Dlaczego Znicz wygrał? W mikroskali - bo wyraźnie, 24:17, zwyciężył w ostatniej kwarcie. A zaczął ją od trzech trójek - szczęśliwej, bo o tablicę, Kamila Czosnowskiego, a następnie Damiana Tokarskiego i Filipa Puta. Z 48:53 w dwie minuty zrobiło się 57:56 i Znicz poszedł za ciosem. Adam Kaczmarzyk wykorzystał przewagę wzrostu nad Andrzejem Paszkiewiczem, Tokarski dorzucił kolejną trójkę. Znicz utrzymywał kilkupunktową przewagę i lepiej rozegrał pojedyncze akcje - Adam Linowski, który zdobył sześć ostatnich punktów dla Znicza, zagrał tyłem do kosza z niższym Rafałem Holnickim-Szulcem, a w ostatniej minucie miał 4/4 z wolnych.

W makroskali - bo w pierwszej połowie, gdy Znicz był zespołem słabszym, to jednak nie pozwolił wypracować Legii wysokiej przewagi, a w drugiej połowie zagrał zdecydowanie lepiej w obronie. Pruszkowianie dali sobie w niej rzucić ledwie 28 punktów. Zrezygnowali z dziurawej momentami strefy, nie przegrywali pojedynków jeden na jednego, wygrali walkę o zbiórki (36:28). I lepiej wykorzystywali straty Legii - z 19 błędów rywala zdobyli 19 punktów, podczas gdy przeciwnik 16 strat Znicza zamienił na ledwie dziewięć punktów.

3. Dlaczego Legia przegrała? W mikroskali - bo w czwartej kwarcie goście popełnili aż pięć strat (Znicz - jedną) i spudłowali pięć wolnych (Znicz trafił wszystkie). Bo zepsuli małe rzeczy w ważnych momentach. Nie potrafili skutecznie wykończyć kilku rzutów spod kosza, kilka razy spóźnili się w obronie, zabrakło im dokładności po przerwach na żądanie - np. wtedy, gdy trener Piotr Bakun zaplanował przy wyniku 56:59 akcję, w której Michał Kwiatkowski miał podać do Cezarego Trybańskiego. Podanie było za mocne, przechwycił je Damian Janiak, a Tokarski chwilę później trafił z dystansu. Legia jeszcze potem walczyła, ale szans na wyrównanie nie wykorzystała - 17 sekund przed końcem Holnicki-Szulc spudłował dwa wolne przy wyniku 68:70.

W makroskali - bo zabrakło jej dojrzałości. Do przerwy Legia prowadziła 41:33, rozgrzany Bierwagen miał 19 punktów (i 9/9 z gry!), a tuż na początku drugiej połowy najskuteczniejszy w Zniczu Marcin Kowalewski popełnił piąte przewinienie. Dojrzały zespół wykorzystałby te okoliczności do zadania decydującego ciosu i wypracowania kilku dodatkowych punktów przewagi. A potem, prowadząc kilkunastoma punktami, kontrolowałby to spotkanie do końca. Ale Legia, beniaminek, nie jest jeszcze dojrzałym zespołem. W pierwszej połowie kilkakrotnie mogła wyprowadzić cios, po którym Znicz mógłby się zachwiać, ale tego nie zrobiła. W drugiej takimi uderzeniami mogły być trójki Aleksandrowicza, ale jego ważne trafienia też nie były impulsem.

4. Przemiana Bierwagena to coś niepojętego! W pierwszej połowie najskuteczniejszy strzelec Legii z defensywą Znicza - najczęściej dziurawą strefą - robił, co chciał. Mijał z obwodu, dwutaktem ze zmianą kierunku przedostawał się pod kosz, trafiał raz za razem. W osiem minut zdobył 12 punktów, potem doszły kolejne - także po rzucie z dystansu. Bierwagen był w gazie, momentami wydawało się, że gra ze Zniczem sam. Naprawdę wyglądało na to, że 26-letni skrzydłowy może pobić w tym spotkaniu jakiś rekord. 9/9 z gry do przerwy? To nie zdarza się często.

Ale chyba jeszcze rzadziej zdarza się, by tak "gorący" zawodnik, tak dramatycznie "stygł" w tym samym meczu. W drugiej połowie Bierwagen zdobył jeden punkt z rzutu wolnego, spudłował dwa rzuty z gry. I żeby było jasne - uważam, że większa w tym wina drużyny niż Bierwagena. Po prostu Legia w drugiej połowie przestała go wykorzystywać. Owszem, Znicz zmienił sposób obrony, zamiast strefy lepiej pilnował gości indywidualnie, a do Bierwagena przyklejał się momentami Tokarski. Ale dwa oddane rzuty przez zawodnika, który rzucanie kocha? Tak, Legia sama doprowadziła do tego, że jej strzelec zmienił się w statystę. I to też świadczy o niedojrzałości zespołu.

5. 28 sierpnia po ledwie 23 minutach pierwszego przedsezonowego sparingu Znicza napisałem na Twitterze, że moim ulubionym graczem drużyny z Pruszkowa w tym sezonie będzie Damian Tokarski. Ryzykowałem, ale dziś jestem tego pewny. Boiskowy szaleniec z rozwianą czupryną i bliznami na czole czasem faktycznie wprowadza zamęt w grze swojej drużyny, ale w meczu z Legią przeszkadzał głównie rywalom. Rzucił 18 punktów (7/10 z gry), miał trzy przechwyty. Dynamiczne wejścia, odważne rzuty, okrzyki i okazywana radość - tego nie można nie lubić.

A Tokarski w Pruszkowie gra, bo bardzo tego chciał. Król strzelców grupy C II ligi w Albie Chorzów nie był na liście życzeń Michała Spychały, po prostu przyjechał na organizowane przez Znicz testy. Ujął trenera determinacją, charakterem, bezkompromisowością. I mimo braków taktycznych oraz niedostatecznego jeszcze rozumienia np. zespołowej obrony Tokarski potrafi wykorzystać w I lidze to, co ma najlepszego. I po dwóch meczach jest najlepszym strzelcem Znicza.

6. Mateusz Bierwagen - 20 punktów, osiem zbiórek, cztery asysty... Jak Legia mogła tego nie wykorzystać?

7. Pisałem w ostatnich dniach o rozgrywających Legii. Jak wypadli w czwartek w porównaniu do Hybiaka i Czosnowskiego ze Znicza? Kwiatkowski i Holnicki-Szulc zdobyli w sumie pięć punktów (2/10 z gry, 1/4 z wolnych), mieli osiem asyst i trzy straty. Ich rywale rzucili 11 punktów (5/16 z gry), mieli osiem asyst i pięć strat. Statystyki podobnie rozczarowujące, ale jednak z gry obu par zapamiętamy trochę inne rzeczy - Kwiatkowski miał dobry moment na początku czwartej kwarty, ale szczęśliwej trójki Czosnowskiego nie przyćmił, a zamiast do Trybańskiego podał do rywala. Natomiast "RHS6" spudłował dwa ważne wolne, które mogły dać remis sekundy przed końcem. Hybiak? Niecelnych rzutów i strat miał za dużo, ale wejście pod kosz z przełożeniem piłki za plecami, którym wyprowadził w pole Malewskiego, poderwało kibiców z miejsc. Różnica możliwości była widoczna.

Czy poziom rozgrywania w Legii podniesie Łukasz Wilczek? 28-letni zawodnik, który niedawno opuścił Polski Cukier Toruń, do rozgrywek został zgłoszony przed meczem ze Zniczem, ale trener Piotr Bakun nie zdecydował się wystawić gracza bez choćby jednego treningu z zespołem. Wilczek, choć podobnie jak Kwiatkowski i Holnicki-Szulc jest raczej słabym strzelcem, bije obu zawodników doświadczeniem i powinien niebawem stać się podstawowym rozgrywającym Legii.

8. Niedosyt pozostawiła gra wysokich skrzydłowych obu drużyn - Marcin Kowalewski był bardzo skuteczny, ale zbyt łatwo dał się prowokować i zbyt ekspresyjnie próbował udowodnić sędziom, że jest faulowany. Rzucił 13 punktów, trafiał z dystansu i spod kosza, ale już na początku drugiej połowy popełnił piąte przewinienie. Zresztą na Grzegorzu Malewskim, który do Legii w lecie dołączył jako ostatni, ale nieoczekiwanie błysnął formą w sparingach. Formą, dodajmy, rzutową - trafiał z półdystansu, także za trzy punkty. Ale w dwóch spotkaniach ligowych Malewski zawiódł. W sumie zdobył 10 punktów, trafił tylko cztery z 12 rzutów z gry.

9. Cezary Trybański w I lidze nikogo jeszcze nie zdominował. No, może poza Łukaszem Jaśkiewiczem, którego w czwartek dość mocno i w krótkim odstępie czasu dwukrotnie zablokował. Ale dorobek z dwóch spotkań z Krosna i Pruszkowa to 13 punktów, 16 zbiórek i pięć bloków. Dla porównania: rok temu, kiedy Trybański wracał do Tauron Basket Ligi, w dwóch pierwszych meczach miał w sumie 40 punktów, 17 zbiórek i pięć bloków. Różnica jest bardzo duża.

Piotr Bakun i koszykarze Legii zapewniają, że z Trybańskim gra im się coraz lepiej, ale na boisku tego nie widać. Straty polegające na tym, że podanie lobem ląduje na aucie lub w rękach przeciwników, można było zaobserwować w sparingach, wciąż powtarzają się one w lidze. Legioniści na pewno będą pracować nad lepszym wykorzystaniem giganta, ale początek meczu w Pruszkowie, który Legia zaczęła z Kobusem i Malewskim pod koszem, a Trybańskim na ławce, potwierdził trochę to, czego się spodziewaliśmy - że "C-Trybowi" wcale nie będzie łatwo dostosować się do gry w I lidze.

10. 2-0 Znicza i 0-2 Legii to bilanse... spodziewane. Pruszkowianie oba spotkania rozegrali u siebie, w obu mieli za rywala beniaminka (Pogoń Prudnik, Legia), który - niezależnie od ambicji - I ligi musi się po prostu nauczyć. Z kolei legioniści zaliczyli dwa niełatwe wyjazdy - w Krośnie ciężko będzie wygrać w tym sezonie komukolwiek, a Znicz to rozsądnie zbudowany zespół z dobrym trenerem. Pruszkowianie w obu spotkaniach potrafili przejść przez trudne momenty i odrobić kilkupunktowe straty, Legia zaczęła od tragicznej pierwszej połowy w Krośnie, ale w kolejnych sześciu kwartach w I lidze grała dużo lepiej.

W trzeciej kolejce spodziewam się, że nastroje trochę się odmienią - Znicz nie będzie faworytem meczu w Łańcucie, gdzie może przegrać z solidnym Sokołem, natomiast Legia powinna sobie poradzić u siebie z Zagłębiem Sosnowiec, które budowało zespół w ostatnich tygodniach bez większego ładu i składu. Tym razem to legioniści powinni wyglądać dojrzalej i cieszyć się z wygranej.

Więcej o: