Sport.pl

Jak koszykarze Legii muszą zagrać w Pruszkowie, by wygrać?

Zwycięstwo ze Zniczem Basket w drugiej kolejce pierwszej ligi pozwoli Legii zapomnieć o inauguracyjnej porażce w Krośnie i ruszyć po miejsce w górnej połówce tabeli. Ale jak muszą zagrać legioniści w czwartek 2 października, by pokonać zespół z Pruszkowa?
W pierwszej kolejce legioniści, którzy na zaplecze ekstraklasy wrócili po 10 latach przerwy, przegrali w Krośnie z silnym Miastem Szkła 52:62. Przez moment Legia traciła do jednego z faworytów ligi już 30 punktów, ale walczyła do końca. Z kolei Znicz długo męczył się z beniaminkiem z Prudnika i dopiero w czwartej kwarcie uciekł Pogoni wygrywając ostatecznie 67:57.

Na czwartkowy mecz w Pruszkowie, który rozpocznie się o godz. 19, trener Legii Piotr Bakun z pewnością ustawi zespół według swojego pomysłu i wyciągając wnioski m.in. z dwóch sparingów ze Zniczem (103:98 po dogrywce i 85:87). Co moim zdaniem powinno zwiększyć szanse Legii na sukces?

1. Pełna koncentracja od początku spotkania. Legioniści mają z tym kłopot, szczególnie w meczach wyjazdowych. Ostatnie spotkanie w obcej hali, które wygrali pewnie i bez nerwowej końcówki, odbyło się 14 stycznia, w minionym sezonie drugiej ligi - w Sopocie legioniści pokonali wówczas młodzieżowe rezerwy Trefla 83:49. Potem na wyjeździe wygrali już tylko dwa mecze - z niżej notowanymi AZS UMK Toruń (83:79) oraz Polonią (76:75). Z porażką w Krośnie wyjazdowy bilans po 14 stycznia to 2-5.

A jeśli do tego dodać sparingi, to aż 2-9. W okresie przygotowawczym Legia wygrała wszystkie mecze tam, gdzie trenowała (Pomiechówek, Wilanów), natomiast przegrywała w halach, gdzie tylko grała mecze (Lublin, Legionowo). Oczywiście, to tylko sparingi, z których zbyt dalekich wniosków wyciągać nie należy, ale zestawiając je z nieudaną na wyjazdach końcówką poprzedniego sezonu, można bez ryzyka przyjąć, że w obcych halach Legia gra gorzej. Dlatego koncentracja musi być od początku - chwila rozprężenia może oznaczać stratę, którą bardzo trudno będzie odrobić.

2. Szybki powrót do obrony. Koszykarzy Znicza do szybkiej gry zachęca trener Michał Spychała, ale Pawłowi Hybiakowi, Damianowi Tokarskiemu, Filipowi Putowi czy Adamowi Linowskiemu nie trzeba tego powtarzać - oni biegać lubią. I z piłką, i bez. Znicz może być groźny z kontry, dlatego szczególnie po niecelnych rzutach legioniści muszą szybko wracać pod własny kosz. I co ważne - musi to być powrót zorganizowany, z odpowiednim rozstawieniem i asekuracją.

Dotyczy to szczególnie środkowych, bo wyżsi i ciężsi, ale dużo mniej dynamiczni od Linowskiego Cezary Trybański czy Bartłomiej Bojko są kluczowymi postaciami defensywy Legii. Ale i rozgrywający drużyny Bakuna - Rafał Holnicki-Szulc i Michał Kwiatkowski, muszą uważać, by w obronie być przed Hybiakiem, który potrafi ładnie i sprytnie podać w kontrze.

3. Wykorzystanie przewagi na pozycjach rzucającego i skrzydłowego. Mateusz Bierwagen, Michał Aleksandrowicz i Arkadiusz Kobus, a także Michał Świderski teoretycznie tworzą lepszy zestaw niż Damian Janiak, Damian Tokarski, Roman Janik i wracający do siebie po kontuzji kolana Adam Kaczmarzyk. I tę teorię legioniści muszą zamienić w praktykę. Bierwagen, Aleksandrowicz i Kobus potrafią zdobywać punkty na różne sposoby (z dystansu, z wejść, po akcjach tyłem do kosza), i w Pruszkowie, by wygrać, muszą rzucić ich dużo.

Ale do tego będzie potrzebne także dobre zarządzanie - piłką na boisku i czasem gry wspomnianej trójki. W Krośnie najwięcej punktów rzucił Bierwagen, który jednak marnotrawił ważne akcje w końcówce, a największy impuls drużynie dał Kobus. Aleksandrowicz wypadł najgorzej, ale akurat on grał w Pruszkowie przez wiele lat, halę Znicza zna doskonale, będzie chciał się w niej pokazać z dobrej strony. Trener Bakun musi pogodzić umiejętności i ambicje swoich kluczowych graczy z interesem drużyny.

4. Mądre wykorzystywanie Trybańskiego. 35-letni środkowy jest wielki i ma wielkie doświadczenie, ale spore są też problemy Legii z jego wykorzystaniem. Mecz w Krośnie pokazał, że pierwszoligowi rywale mogą radzić sobie z Trybańskim podwojeniami ze strony dynamicznych środkowych i skrzydłowych, ale Legia musi próbować uruchamiać "C-Tryba" w ataku. Próby mogą być ciężkie i mozolne, ale efekty - np. w postaci fauli rywali - powinny w końcu nadejść.

Trybański jest najgroźniejszy wtedy, gdy dostaje piłkę metr, dwa metry od obręczy - wówczas może trafiać półhakami lub wsadami. Ale po pierwsze - musi znaleźć się w tym miejscu forsując zasieki z wypychających go rywali, a po drugie - musi dostać precyzyjne podanie w wyciągnięte do góry ręce. Nie chodzi o to, by Legia grała tak w każdej akcji, ale nie może być tak, że Trybańskiego szuka się raz na kwartę.

5. Dobra skuteczność z rzutów wolnych. Tylko tyle i aż tyle, no bo jak tu nie wspomnieć o rzutach z linii, kiedy w Krośnie Legia wykorzystała ledwie dziewięć z 23? 39 proc. w tym elemencie to skuteczność katastrofalna. Na dodatek kilku ważnych legionistów ma z rzutami wolnymi problemy - Bierwagen trafia zwykle mniej niż 70 proc., Trybański w minionym sezonie miał nieco ponad 60, poniżej tego poziomu spadł Michał Kwiatkowski, a dla Rafała Holnickiego-Szulca szczytem jest ostatnio 50 proc.

Mecz w Pruszkowie może być emocjonujący, bo raz, że to derby regionu stołecznego, dwa, że zawodnicy i trenerzy znają się doskonale, a trzy, że zacięte były oba sparingi. Już w nich rzuty wolne w końcówkach były szalenie istotne, choć o ligowych punktach nie decydowały. Teraz będą ważniejsze.

Więcej o: